Długi szereg zdjęć po trzy w kolumnie na planszy. Łącznie 90 fotografii znanej artystki, Jagody Przybylak. Na zdjęciach małego formatu widzimy podobizny wielu znanych postaci ze świata nowojorskiej Polonii w rozmaitych, ale zasadniczo przypadkowych ujęciach.
Prezentacji w „Kurierze Plus”, jako przygotowaniu do wirtualnej wystawy dostępnej w formie elektronicznej, nosi tytuł „Nieoczekiwane powiązania”. To artystyczne zdarzenie Jagoda Przybylak uważa za rodzaj żartu.
Na pewno coś w tym jest – jakiś psikus fotograficzny. Cóż bowiem oglądamy? „Fotki” jakich tysiące każdy z nas robi przy najrozmaitszych okazjach towarzyskich, kiedy chcemy utrwalić wydarzenie, spotkanie, imprezę, uwiecznić osoby, które w nim brały udział. Nie wszystkie jednak zdjęcia są udane, ale w dobie cyfrowej fotografii nie przejmujemy się. Pstrykamy bez opamiętania, bo to, co nam się nie spodoba, po prostu wyrzucimy, wymażemy.
Jagoda Przybylak wystawiła te właśnie odrzucone, nie nadające się dla „publicznych” oczu zdjęcia. Nieudane, błysk flesza odbija się w polerowanym tle, oczy w słup, gesty niezamierzone, miny głupie, mimowolny grymas, nieostre, albo niedoświetlone ujęcie. No cóż, takich zdjęć każdy z nas wytwarza w nadmiarze, ale traktujemy je jako odpady, jako coś, co nie nadaje się do oglądania. Wymazać i po nich, czyli pozbywamy się jakiegoś momentu utrwalonej rzeczywistości. Uważamy za więcej niż nieważną. Potępioną, skazaną na kosz, na niebyt.
Jagoda Przybylak mówi w tytule wystawy o „powiązaniach”. Jesteśmy tacy, jak na tych fotografiach – przypadkowi, odrzuceni, mniej z nas pozy, więcej, znacznie więcej faktycznych, czyli mimowolnych gestów i miniastych wyrazów twarzy. Nie tak chcemy być widziani, nie tak utrwaleni i zapamiętani; taka nieudana rzeczywistość nam nie odpowiada. Tymczasem taka jest naprawdę – chybiona, nieefektowna, byle jaka. „nieoczekiwana”, jak w tytule ekspozycji: nie tego chcieliśmy. Pragniemy przecież wyglądać lepiej, piękniej, wspanialej. A więc – nieprawdziwie.
Zapraszamy: oglądajcie i przeżywajcie.