Niezwykłą wystawę zaprezentowała tym razem Galeria „Kuriera Plus” – wystawę jednego obrazu w opracowaniu doskonałego artysty, Adama Niklewicza.

 

Tego rodzaju ekspozycje mają długą i dobrą tradycję w świecie historii sztuki. Od wielu lat bywam na wystawach jednego obrazu w muzeum Fricka (Frick Collection). Wizyty na takich pokazach wiążą się nieodmiennie z dużymi emocjami, wspaniałymi przeżyciami. Formuła jest prosta: zaprezentować jeden tylko obraz, na którym koncentruje się cała uwaga widza. Nic nie rozprasza skupienia, żadne inne dzieło nie rywalizuje o pierwszeństwo z pokazywanym malowidłem. Człowiek jest sam na sam z obrazem. Intensywność przeżycia estetycznego jest w takich sytuacjach znacznie silniejsza, niż z przypadku wielkich wystaw przeglądowych z dziesiątkami obrazów, które nawzajem „znoszą się” w świadomości oglądającego, neutralizują wzajemnie siłę oddziaływania.

Adam Niklewicz, konceptualista, przygotował swoją wystawę bardzo starannie. Jak niemal w każdym konceptualnym dziele, tekst wyjaśniający stanowi integralną część dzieła sztuki. Artysta umieścił go po polsku i angielsku na ścianie galerii. Obie wersje, przedzielone tytułem ekspozycji „For Real?” (Co jest naprawdę?) prowadziły widza ku centralnej scenie – ku podwójnemu portretowi. Genezę wystawy, jak i jej istotę Adam Niklewicz wyjaśnia następująco:
„Gabriela i Krzysztof byli parą w liceum. Spotkali się w Polsce w latach siedemdziesiątych na imprezie: licealiści na rzecz sztuki. Ich romans był widowiskowy, burzliwy. Władze szkolne patrzyły nań krzywym okiem.

Rozeszły się drogi szkolnej pary, oboje założyli swoje rodziny. Pomimo tego, uczucie i wzajemna więź na całe życie nigdy nie zanikły. W istocie utrzymywali potajemny, platoniczny kontakt.

Kiedy Krzysztof, który wyjechał do Norwegii, gdzie został rzeźbiarzem i profesorem uniwersytetu, zmarł w rok po walce z chorobą, Gabriela, obecnie malarka, miała pewne widzenie; we śnie Krzysztof odwiedził pracownię Gabrieli, aby zapowiedzieć swą śmierć. Chciał także pozować do swego ostatniego portretu. W swym śnie Gabriela namalowała go. Kiedy skończyła Krzysztof wyraził osobliwe życzenie. Poprosił, aby jego portret wystawiono w jakiejś nowojorskiej galerii.

Prośba była mocno na wyrost. Gabriela, która mieszkała w Polsce w mieście oddalonym od utartych szlaków światowej sztuki, nie miała żadnych kontaktów z Nowym Jorkiem.

W czasie ostatniego wyjazdu do Polski odwiedziłem to miasto i przypadkiem wpadłem na Gabrielę. W barze nad szklanką piwa odprawialiśmy żałobę po Krzysztofie, który był moim dobrym przyjacielem. W czasie rozmowy malarka opowiedziała swój sen. Usłyszałem siebie, jak obiecuję spełnienie marzenia Krzysztofa.

„FOR REAL 2018” prezentuje portret Krzysztofa namalowany przez Gabrielę Rams-Łyko. Namalowała go dwukrotnie: raz we śnie, a potem dla tej wystawy.

Dzieło to stawia pytanie: „co jest naprawdę” – i odpowiada: miłość, a także marzenia.”

Wkraczamy w świat jakby pół-realny, między snem a jawą, fikcją a rzeczywistością. Adam Niklewicz zasłonił okna pomieszczenia, tak że wyizolował fizyczną przestrzeń galerii z otaczającej ją rzeczywistości. Punktowe światła oświetlają tylko lewą białą ścianę, a zawieszone na niej teksty (o treści jak powyżej) prowadzą widza wzdłuż po krawędzi światła – po prawej zalega mrok – ku centralnemu miejscu przedsięwzięcia – obrazowi. Balansujemy między jasnością, a mrokiem. Zawieszone na szarej ścianie dzieło, umieszczone jakby w pośrodku drogi między dniem a nocą, czernią i bielą, jawą dnia i sennym marzeniem nocy – oglądamy słabo oświetlony, a więc wyłaniający się z niebytu, podwójny portret, przedstawiający twarze protagonistów zdarzenia. Zarazem realnych, rzeczywistych postaci, jak i fikcyjnych tworów sennego marzenia malarki.

Obraz stanowi część przestrzennej kompozycji. Uczestniczyliśmy w piątkowy wieczór nie tyle w wystawie, co w pewnym wydarzeniu, wkroczyliśmy w świat pół-realny. Ale w końcu to jest istotą sztuki: stwarzanie wizerunku, który „wywołuje” z nieistnienia jakieś postaci, jakieś przedmioty. Adam Niklewicz poszedł jakby o krok dalej: zniósł dystans dzielący obraz zawieszony na ścianie, od widzów oglądających i oceniających go. Znaleźliśmy się wewnątrz tej przestrzeni. Znosząc ów tradycyjny podział, wprowadził nas, widzów, w tę rzeczywistość między jawą a snem, czyli między projektem, zamysłem artystycznym, a jego gotowym tworem.

Galeria Kuriera Plus coraz śmielej eksperymentuje z wystawami. Parę miesięcy temu był „happening” z obrazami Krzysztofa Drabickiego, jako główną częścią wieczoru, teraz uczestniczyliśmy w projekcie konceptualnym. Mam nadzieję, że zaskoczy nas w przyszłości jeszcze nie jeden raz niebanalnymi wydarzeniami artystycznymi.

 

Czesław Karkowski