Niedawne otwarcie mostu drogowego, który połączył Rosję z Krymem może uchodzić za symbol odradzania się potęgi tego kraju pod wodzą Władimira Putnia.
Lata, które nastąpiły bezpośrednio po rozpadzie ZSRR w 1991 roku, były dla wielu Rosjan okresem szoku, ostrego kryzysu gospodarczego i niepokoju o przyszłość Rosji. Uosobieniem słabości kraju był ówczesny prezydent Borys Jelcyn, czasem wręcz zataczający się z powodu nadużywania alkoholu. Rosjanie czuli się poniżeni, a ich duma narodowa była upokorzona. Wszystko to zaczęło się zmieniać (oczywiście nie od razu) po dojściu do władzy Władimira Putina, który po raz pierwszy został prezydentem Rosji w 2000 roku. Putin uważający rozpad ZSRR za „największą katastrofę XX wieku” zaczął nawiązywać do mocarstwowych tradycji, nie tylko w kwestii symboli, jak np. defilady wojskowe. Zcentralizował władze w ogromnym kraju ograniczając uprawnienia gubernatorów poszczególnych obwodów, umocnił policję i ostro rozprawił się z próbującą wybić się na niepodległość Czeczenią. Niekwestionowana władza w kraju i poprawiająca się (choć powoli) sytuacja gospodarcza pozwoliły mu na coraz bardziej śmiałe poczynania na arenie międzynarodowej. Rosja z pozycji klienta świata zachodniego jakim była w początkach XXI w., państwa dopraszanego niejako na doczepkę do różnego rodzaju międzynarodowych forów, stała się krajem, o którego udział się zabiega i państwem, od którego wiele zależy. Widać to na przykład na Bliskim Wschodzie. Nie do pomyślenia jest dziś mówienie o rozwiązaniu konfliktu w Syrii bez udziału Rosji, która ma w tym kraju znacznie silniejszą pozycję niż USA.
Kiedy prezydent Barack Obama rozpoczynał negocjację z Iranem na temat programu nuklearnego tego kraju, obok światowych potęg wzięła w nich udział również Rosja. Po decyzji Donalda Trumpa o zerwaniu tego porozumienia, to właśnie Rosja uważana jest za jego czołowego gwaranta. Głos Rosji coraz bardziej liczy się w kwestii palestyńskiej, w sprawie rozbrojenia Korei Północnej i w dziesiątku innych zagadnień międzynarodowych.
Europa oficjalnie krytykuje Rosję za brak przestrzegania praw człowieka, za odchodzenie od demokracji, za agresywną politykę wobec Ukrainy, ale też, kiedy mowa o tanim gazie i ropie, na Rosję spogląda łakomie. Czy to się nam podoba, czy nie, po objęciu prezydentury przez Trumpa Rosja wzmocniła się jeszcze bardziej, nie tylko z powodu admiracji jaką prezydent USA darzy Władimira Putina. Rywale czy przeciwnicy USA, jak choćby wspomniany Iran, widzą w niej dla siebie oparcie. Oparcie coraz bardziej realne.
Tomasz Bagnowski


