W piątek trzynastego nie przydarzyło mi się nic złego. Uff. Odtchnąłem z ulgą, bo jestem przesądny. A w sobotę czternastego przytrafiło mi się coś miłego. Były to rozmowy z czytelnikami, którzy rozpoznali mnie, kiedy pędziłem na rowerze, najpierw w Prospect Park a potem w Ogrodzie Botanicznym na Brooklynie. Prosili, żebym jeszcze nie wracał do Polski i pobył z nimi trochę na łamach. Nie powiem, rozsłoneczniło mnie to na duchu i ciele. Wiosna także mnie rozsłoneczniła. Powitałem ją nie tylko w owych brooklyńskich oazach zieleni, ale i na cmentarzu na Flushingu, m.in. w sektorze kwakerskim oraz przy grobach Louisa Amstronga i Dizzy Gillespie’go. Wokół nich rozjarzyła się istna feeria kolorów. Od lat mam wrażenie, że z cmentarzy nowojorskich ten właśnie jest najweselszy. Na grobie Amstronga leży trąbka. W pobliże grobów można podjechać samochodem, co Amerykamie czynią, kiedy nie chce się im iść pieszo. Ot popatrzą przez samochodowe okna w kierunku docelowej mogiły i odjeżdżają. „Wozidupy” – jak zauważyła jedna z wielce szacownych dam z ck Krakowa.

$

Lubię wesołe akcenty w miejscach wiecznych spoczynków.

Na cmentarzu na paryskim Montmartrze natrafiłem, nie tylko na piękne rzeźby równie pięknych nagich ciał, ale i na takie oto epitafium – „Po śmierci jest całkiem fajnie. Używam sobie do woli. Dusza”. Natomiast na jednym z nagrobków na warszawsin Bródnie dostrzegłem onegdaj napis – „Śmierć nie istnieje. Hasam sobie poza ciałem”.

$

Francoice Mauriac – sławny francuski pisarz katolicki, znany z daleko idącej ortodoksji, otrzymał po pogrzebie Paula Claudela, równie sławnego francuskiego pisarza katolickiego, telegram następującej treści – „Piekła nie ma! Możesz sobie pohulać. Życzliwy Ci Paul”. Akademia Francuska do dziś nie wyjaśniła tej sprawy. Nie wiadomo też, czy Mauriac sobie pohulał.

$

„Tu leży zawsze świeży Waldemar Świerzy” – taki jest napis na grobie znakomitego plakacisty na warszawskich Powązkach Wojskowych”.

$

Gdzieś wyczytałem, że cmentarz także umiera. Po śmierci staje się warstwą geologiczną. Widziałem już kilkanaście umarłych cmentarzy niemieckich na Mazurach i Dolnym Śląsku i polskich na dawnych Kresach Wschodnich. Jakże często umarłymi cmentrzami są na ziemiach polskich nekropolie żydowskie.

$

„Co, jeśli po śmierci Bóg spyta nas, jak było w Niebie?
To pytanie znalazłem na Fejsie w portalu „dekadenci. pl”.

$

USA, Wielka Brytania i Francja bombardują w Syrii. Dlaczego właśnie one i dlaczego tylko one? W Polsce pisze i się i mówi w prawicowych mediach, że Francja stoi na progu bankructwa, a tu proszę. Prawda o Niemczech, Anglii, Unii Europejskiej i innych światowych ośrodkach jest inna niż ją media PiSowskie i ProPiSowskie przedstawiają. Wszystko jest w nich dobrane i przykrojone na potrzeby doraźnej propagandy i uzależnione od stopnia antypatii żywionej przez naczelnika państwa, czy jak kto woli, prezesa Polski. A tenże prezes powtarza jak mantrę jak ważna jest dla Polski Unia Europejska i że Polska pozostanie w niej na wieki, tymczasem na konwencji PiSu nie było ani jednej unijnej flagi. Hipokryzja ma się dobrze. Oczywiście nie tylko w partii rządzącej. Jako socjalista popieram jej program opiekuńczo-socjalny i walkę z bezwartościowymi przejawami w kulturze masowej, natomiast nie godzę się na PiSlamizację edukacji, historii, religii oraz życia intelektualnego i artystycznego. Nie godzę się również na nacjonalizm, któremu proPiSowska prawica sprzyja.

$

Cokół był tak wspaniały, że zrezygnowano z pomnika. Tak jakoś mi się napisało. Bez aluzji, rzecz jasna…

$

Brakuje mi bardzo znakomitej romanistki – profesor Elżbiety hrabiny Potulickiej, specjalistki od francuskiego Oświecenia. Cudownie rozmawiało się z nią m.in. o Diderocie i Encyklopedystach. Znała na pamięć całe fragmenty wielkiej klasyki francuskiej i recytowała je przy winie. Dzięki niej poznałem ich oryginalną melodykę. Dużo wymagała od swych studentów, a oni się jej bali. Jej wiedza ich przerażała. Dziś za nią tęsknią. Rozmawialiśmy także o Marku Nowakowskim i Antku Liberze, moim koledze ze studiów, cenionym znawcy Becketta, zaprzyjaźnionym z nią wcześniej w tym samym stopniu, co ja. Traf chce, że bohaterka jego powieści „Madame” także była romanistką. Elżbieta urodziła się w Paryżu i myślała w języku francuskim. Po polsku mówiła tak, że podnosiła nasz język do poziomu mowy wersalskiej. Tyleż eleganckiej, co finezyjnej. Łączyła w sobie polski wdzięk i francuskie L’Esprit. Znienacka zrobiła mi kilka portretów fotograficznych, na których podobam się sam sobie. A to mi się prawie nie zdarza. I to nie tylko na zdjęciach.

$

Oświecenie stało się teraz podejrzane. Podejrzane, bo zbyt postępowe. A już naiwnie myślałem, że doczekam, iż będziemy mieli, nie tylko Ministerstwo Edukacji Narodowej, ale i Oświecenia Publicznego. Tak, jak nazywało się przed wojną. Niewtajemniczonym przypomnę, iż ta pierwsza nazwa nawiązuje bezpośrednio do Komisji Edukacji Narodowej, która była dziełem Oświecenia właśnie. Niektórzy twierdzą, że wręcz dziełem masonów i wołają – apage satanas!

$

Czy wiecie, że masonem był Józef Wybicki – autor słów naszego hymnu narodowego, z którego jesteśmy tak bardzo dumni? W tymże hymnie śpiewamy o generale Janie Henryku Dąbrowskim, który również był masonem.

$

Kiedy podczytuję czasem to i owo w mitologiach starożytnych, widzę, że krew jest często pożywką bogów. A kiedy wracam do „Starego Testamentu” widzę, że krew jest w nim pożywieniem Boga. Gdzieś mam nawet notatki z wyszczególnieniem krwawych ofiar, już to ludzkich, już to zwierzęcych. Nigdy nie lubiłem i nadal nie lubię tejże krwi. Ani w mitologii, ani w Biblii.

$

Theodore Roosevelt – dwudziesty szósty prezydent USA – „Nie mogę zrozumieć charakteru rosyjskiego. Rosjanin kłamie patrząc w twoje oczy, i wiedząc, że widzisz to kłamstwo, on wcale się nie wstydzi. Wydaje mi się, że Rosjanin w ogóle nie wie, co to wstyd”. I co z tego, że Roosevelt to widział? Nic. Zupełnie nic! Lata minęły, a Amerykanie dalej nie rozumieją charakteru rosyjskiego i są swoiście Rosjanami zafascynowani. Niekiedy wręcz perwersyjnie.

$

„Kartkom” stuknęło 13 lat. To jest ich 686 odcinek. Kto by się spodziewał, że ja wytrwam w ich pisaniu a Czytelnicy w lekturze? Polubiłem ten kartkowy kontakt z Nimi. A i niemała Ich część mnie polubiła i odbarzyła szacunkiem. I to mi zupełnie wystarcza jako publicyście. Nigdy nie świętowałem okrągłego lecia tychże „Kartek”. Redakcja także nie.
Natomiast 700 ich numer postanowili uczcić w Warszawie moi przyjaciele. Zatem polecę tam do nich i będziemy razem się radować.

 

Andrzej Józef Dąbrowski