A gdy nadeszła godzina szósta, mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. O godzinie dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: „Eloi, Eloi, lema sabachthani”, to znaczy: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” Niektórzy ze stojących obok, słysząc to, mówili: „Patrz, woła Eliasza”. Ktoś pobiegł i nasyciwszy gąbkę octem, umieścił na trzcinie i dawał Mu pić, mówiąc: „Poczekajcie, zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, żeby Go zdjąć z krzyża”. Lecz Jezus zawołał donośnym głosem i wyzionął ducha. A zasłona przybytku rozdarła się na dwoje, z góry na dół. Setnik zaś, który stał naprzeciw Niego, widząc, że w ten sposób wyzionął ducha, rzekł: „Istotnie, ten człowiek był Synem Bożym.

Mk 15, 33-39

 

 

Ostatnia niedziela Wielkiego Postu jest nazywana Niedzielą Palmową lub Niedzielą Męki Pańskiej. Pierwsza nazwa kieruje naszą uwagę na triumfalny wjazd Jezusa do Jerozolimy, a druga podkreśla mękę i śmierć Chrystusa. Chociaż ten drugi rys obchodów jest ważniejszy, to jednak, gdy wspominam lata dzieciństwa, bardziej zapadał w moją dziecięcą pamięć triumfalny akcent tej niedzieli. Z pewnością w takim patrzeniu niemałą rolę odgrywały palmy, które powstawały przy moim udziale. Zima cieszyła nas, dzieci na początku, przed Bożym Narodzeniem, ale już bliżej świąt wielkanocnych mieliśmy dość brudnego śniegu i szarego nieba. Wyglądaliśmy pierwszych zwiastunów wiosny, do których należały palmy, ale nie te z tropików, tylko z roztoczańskich lasów. Nazwa tej palmy nie brała się z przynależności gatunkowej, ale funkcji jaką pełniła w liturgii kościoła. Przypominała ona gałązki tropikalnych palm, które tłumy rzucały pod nogi Jezusowi, gdy On przed swoją męką triumfalnie wjeżdżał do Jerozolimy. Te nasze domowe palmy miały większą symboliczną wymowę w obchodach świątecznych niż te tropikalne. Święta wielkanocne mówią o zwycięstwie życia nad śmiercią. Zimą cała przyroda zamiera, ogarnia ją jakby cień śmierci. Pierwsze bazie palm, czy raczej pewnego rodzaju wierzby pojawiały się w lesie, gdy jeszcze w gęstwinie zalegał śnieg i czuło się chłód zimy. Mówiły one, że już niedługo wszystko się zazieleni, zakwitnie. Życie rozproszy zimowy cień śmierci, martwoty.

 

W Środę Popielcową bardzo często wstawiano do naczynia z wodą wierzbowe gałązki, aby zakwitły baziami na Niedzielę Palmową. W moich rodzinnych, roztoczańskich stronach rzadko to praktykowano, bo prawie zawsze przed Niedzielą Palmową można było naciąć gałązek wierzbowych z baziami, które w roku wczesnej Wielkanocy ledwie wychylały się z brązowych łusek, ale za to gdy Wielkanoc była późno, to pyszniły się puszystością i żółtym pyłkiem, który je pokrywał. Szukanie wierzby, którą nazywaliśmy po porostu palmą było szukaniem wiosny i życia. W zacienionym lesie było sporo śniegu, ale tam, gdzie docierało słońce można było dostrzec budzące się życie i przychodzącą wiosnę. Z ziemi wychylały się filetowe przylaszczki i białe zawilce. Pośród nagich gałęzi drzew na wierzbie dostrzegaliśmy bazie, zwane inaczej kotkami, które były zwiastunami wiosny. Zrywaliśmy te gałązki, aby ten symbol budzącego się życia poświęcić w kościele. Witka wierzbowa z nabrzmiałymi życiem baziami to najważniejszy element sporządzanej palmy w moich stronach. Palma bez tego symbolu życia i zmartwychwstania, to żadna palma. Gałązki wierzbowe przyozdabiano bukszpanem, barwinkiem, cisem lub widłakiem. Te rośliny były także symbolem życia, bo przez cały rok zachowywały zieleń. A ponad to pyłek z widłaka był cennym lekiem. Do palmy dodawano jeszcze barwione trawy i wszystko związywano sznurkiem lub kolorową wstążką. I z tak wystrojoną palmą wędrowało się do kościoła. W kościele pachniało budzącą się do życia przyrodą.

 

Sens obrzędu poświęcenia palm wyjaśnia liturgia Niedzieli Palmowej w czasie, której kapłan zwraca się do wiernych tymi słowami: „Drodzy bracia i siostry, przez czterdzieści dni przygotowywaliśmy nasze serca przez modlitwę, pokutę i uczynki chrześcijańskiej miłości. W dniu dzisiejszym gromadzimy się, aby z całym Kościołem rozpocząć obchód misterium paschalnego. Dzisiaj Chrystus wjechał do Jerozolimy, aby tam umrzeć i zmartwychwstać. Wspominając to zbawcze wydarzenie, z głęboką wiarą i pobożnością pójdźmy za Panem, abyśmy uczestnicząc w tajemnicy Jego krzyża, dostąpili udziału w zmartwychwstaniu i życiu”. Palmy poświęconej w Niedzielę Palmową nie można ot tak sobie wyrzucić do śmietnika. To święta rzecz, która ma dalsze przeznaczenie w liturgii kościoła. Popiół ze spalonych palm będzie użyty w następnym roku w Środę Popielcową do posypania głów. Będzie przypominał jak ulotna jest ludzka chwała i wskazywał na prawdziwą chwałę zmartwychwstania, którą zdobywamy w łączności z cierpiącym Chrystusem. Dlatego Męka Chrystusa i Jego śmierć jest dominującym elementem świętowania tej niedzieli.

 

Stajemy w obliczu najważniejszej tajemnicy naszej wiary: śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Stajemy wokół Chrystusa, słuchając przejmującego opisu Jego Męki. Rozważanie Męki jest bardzo ważne w naszym przeżywaniu tej tajemnicy. Ważniejsza jest jednak nasza odpowiedź na pytanie jakie miejsce zajmuję w tłumie otaczającym cierpiącego Chrystusa. Chrystusa otaczały różne kategorie ludzi. Do której z nich ja należę? W odpowiedzi bardzo pomocne mogą być słowa papieża Franciszka skierowane w Niedzielę Palmową do młodzieży: Czy jestem podobny do Judasza, który udając miłość, pocałunkiem zdradził swego Mistrza, sprzedając Go za 30 srebrników? Czy może jestem jak inni uczniowie, którzy spali, gdy Jezus cierpiał. Czy nie przesypiam swojego życia? Czy jestem podobny do uczniów, którzy nie zdawali sobie sprawy, że zdradzają Jezusa? Czy jestem podobny do ucznia, który uważał, że mieczem można załatwić wszystko. Czy podobny jestem do rządzących, którzy pośpiesznie wzywają trybunał i szukają fałszywych świadków? Czy jestem podobny do Piłata, który widząc, że sytuacja jest trudna, umywa ręce i unika odpowiedzialności, pozwalając na potępienie niewinnego? Czy jestem podobny do tłumu, który nie był pewien, czy jest na religijnym spotkaniu, procesie czy cyrku, czego efektem było uwolnienie zbrodniarza Barabasza? Czy jestem podobny do żołnierza, którzy uderzając Pana, plując na Niego, obraża go, poniża dla rozrywki? Czy jestem podobny do Cyrenejczyka, który zmęczony wracał z pola, a mimo to pomógł Chrystusowi dźwigać krzyż? Czy jestem podobny do tych, którzy przyszli pod krzyż i wyśmiewali Jezusa, mówiąc: „Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego. Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi”. Czy jestem podobny do matki Jezusa, która cierpiała ze swoim synem? Czy jestem podobny do Józefa, ukrytego uczenia, który z miłością niesie ciało Jezusa, aby je pochować? Czy jestem podobny do dwóch Marii, które pozostały przy grobie, płacząc i modląc się? Czy jestem podobny do przywódców, którzy następnego dnia udali się do Piłata i powiedzieli: „Panie, przypomnieliśmy sobie, że ów oszust powiedział jeszcze za życia: ‘Po trzech dniach powstanę”. Każ więc zabezpieczyć grób aż do trzeciego dnia, żeby przypadkiem nie przyszli jego uczniowie, nie wykradli Go i nie powiedzieli ludowi: ‘Powstał z martwych”. Czy zachowaniem martwych przepisów nie blokuję wejścia do „grobu”, aby nie wyszło z niego życie? “

Na koniec papież zadaje pytanie, które warto zapamiętać: „Gdzie jest moje serce? Do której z tych osób jestem podobny? Niech to pytanie pozostanie z nami przez cały tydzień”.

 

ks. Ryszard Koper