Wtorek

Jeden z najbardziej zamilczanych w Trzeciej RP postaci opozycji: Jakub Karpiński. Fragment z materiału Łukasza Lubańskiego z kontynuacji „Plusa-Minusa” w sieci, czyli www.tygodnik.tvp.pl: „Do kraju wrócił w realiach tworzącej się III RP. Po kilku dekadach przerwy znów mógł wykładać na Uniwersytecie Warszawskim. Studenci darzyli Karpińskiego sympatią, a jego wykłady cieszyły się sporym zainteresowaniem.

Nie wszyscy go jednak lubili. – Miał cichych wrogów. Zwłaszcza środowisko „Gazety Wyborczej”, z Adamem Michnikiem na czele, za nim nie przepadało. Prezentował ostrą wizję przeszłości, i nie pasował do świata, w którym za autorytety uchodzili Włodzimierz Cimoszewicz czy Aleksander Kwaśniewski – mówi Piotr Semka.

Publicysta tygodnika „Do Rzeczy” dodaje, że Karpiński nie został odpowiednio doceniony również przez swoją Alma Mater: – Po powrocie z emigracji, powinien być jedną z czołowych „twarzy” socjologii Uniwersytetu Warszawskiego; dostać przestrzeń badawczą, możliwości naukowe. Tymczasem nigdy nie został przez własną uczelnię należycie uhonorowany. Uniwersytet Warszawski w latach 90. nie zawsze był przychylnie nastawiony do krytyków PRL i krytycznej analizy tego, co zdarzyło się po 1989 roku. Uważam, że potencjał Karpińskiego został zmarnowany przez III RP – mówi Semka.

Być może przyczynił się do tego również charakter Karpińskiego. To że miał sztywny kręgosłup moralny, nigdy nie chodził na skróty i nie kalkulował; że z szacunkiem odnosił się do ludzi i unikał rozgłosu. Mimo zasług dla nauki i nurtu niepodległościowego, Karpiński nie pisał o sobie. Jedyną książką z elementami autobiografii w jego dorobku jest „Taternictwo nizinne”.

Był niezależnie myślącym, uczciwym i skromnym człowiekiem. W III RP mógł zrobić polityczną karierę. Mógł, ale o to nie zabiegał. Nie chciał. Jan Olszewski przyznaje, że w czasie jego rządów, często zwracał się do Jakuba Karpińskiego o pomoc, radę, i chętnie widziałby go w swoim gabinecie – w gronie najbliższych doradców. Jednak Karpiński wolał pozostać w cieniu.

– Wie pan, co było urzekające w jego postawie? – pyta były premier. I bez chwili namysłu odpowiada: – Zawsze mogłem liczyć na Jakuba, ale niezwykłe jest to, że jemu nigdy nie przyszło do głowy, aby w zamian za pomoc oczekiwać przysług czy korzyści. Dbał o dyskrecję i był absolutnie bezinteresowny.”

 

Środa

Wielkie zdziwienie, że Facebook sprzedaje na masową skalę informacje o swoich klientach. Naprawdę? A niby z czego żyją wszystkie media społecznościowe? Z informacji, które zostawiamy na ich stronach czy aplikacjach. To jest model biznesowy oparty na wywlekaniu, analizowaniu a następnie odsprzedawaniu naszych danych osobowych. Jeśli nie chcesz, nie wypełniaj „fajnych ankiet” w sieci skuszony nagrodą albo darmochą, lub nie korzystaj z darmowych aplikacji do dzielenia się swoim wiekopomnym życiem. Albo nie płacz. Mam wrażenie, że im większy w necie nacisk na wszystkie „polityki prywatności”, tym większy handelek tymi danymi się odbywa.

Na Facebooku znalazłem śmieszny mem. Na jednym zdjęciu twórca WikiLeaks i podpis: „Cześć, nazywam się Julian Assange. Przekazuję Wam prywatnie informacje o rządach i korporacjach za darmo i media nazywają mnie kryminalistą.” Pod nim uśmiechnięty twórca Facebooka. „Cześć, tu Mark Zuckerberg. Przekazuję Wasze dane osobiste rządom i korporacjom za pieniądze i media mówią o mnie jako o Człowieku Roku”. Nawet trafne, z jednym wyjątkiem. Julian zapomniał dodać, że pracuje dla miłującego wolności wszelakie Kremla…

 

Czwartek

Właściwe przeżycie chwili. Chwili, jaką nam przyszło przeżyć tu i teraz. Im człowiek starszy, tym czas zdaje się biec szybciej. Dni przechodzą niczym tygodnie, miesiące jak lata w kołowrotku zabiegania. Człowiek wie, że czasu pozostało mniej, coraz mniej, że już nie wszystko można, a przede wszystkim tak mało da radę zrobić. Jak w tym wszystkim się odnaleźć? Pytanie warte teologów i filozofów (teraz kiedy nie ma czasu na nic, warto by zaliczyć choć krótki kurs filozofii i krytycznego myślenia, aby umieć oddzielać ziarna od plew codzienności).

Z pewnej mądrej książki: „W dawnym życiu bez przerwy niepokoiliśmy się o przyszłość. Pełne obaw martwienie się na zapas to straszliwa tortura (…) Dlatego koncentrujemy się wyłącznie na dniu dzisiejszym. Witając poranne słońce, podziękujmy Bogu za kolejny darowany nam dzień”. Amen.

 

*

No więc chyba Dobra Zmiana będzie musiała poddać tyły. Tyle było krzyku, że w sprawie poprawki do ustawy o IPN nie będzie „ani kroku w tył”, ani żadnego „kapitulanctwa” a tutaj gotuje się wycofka. Pisze Bartłomiej Radziejowski, krytyczny wobec PiS z flanki konserwatywnej: „Wczorajsza sugestia Michała Karnowskiego (ze wstępniaka tygodnika Sieci Prawdy), że należy uwzględnić oczekiwania Żydów i Amerykanów w sprawie ustawy o IPN zdaje się potwierdzać to, co moje źródła w rządzie mówią od paru ładnych tygodni: decyzja o kapitulacji zapadła, rozważania PiS-owskich strategów skupiają się już nie na tym czy, ale – jak się wycofać.”

I dalej: „I słuszną jest ta prawdopodobna decyzja. Nie należy bowiem toczyć wojen – nawet wojenek informacyjnych – nie do wygrania. Zwłaszcza gdy polegają na wystawianiu narodu i państwa na poważne straty (w tym upokorzenia), nie dając w zamian nic poza wątpliwą obroną honoru tej czy innej grupy politycznej. Największą jak dotąd porażką obozu rządzącego jest w tej sprawie nie nadchodząca zapewne kapitulacja, bo to już raczej rodzaj formalności, ale wywołanie tego bezsensownego konfliktu, a jeszcze bardziej – jego kilkukrotne gaszenie benzyną (ostentacyjne przyjęcie ustawy bez poprawek przez Senat, wypowiedzi PMM), gdy już było w pełni jasne, o jaką stawkę toczy się gra. Szczególnie marnie wypadła rydzo-śmigła erystyka (nie oddamy ani guzika!) z pierwszej fazy sporu w kontraście z dość panicznym cofaniem się i pełzaniem chwilę później. Hegel mówił, że historia uczy, że ludzkość niczego się z niej nie nauczyła”. Oby tym razem było inaczej, bo wszystko wskazuje na to, że znacznie poważniejsze wyzwania geopolityczne przed nami.” Dobrze napisane. Tak się kończą szarże bez przygotowania i przemyślenia.

 

Jeremi Zaborowski