4 marca Szlajfer i Michnik zostali oficjalnie powiadomieni o skreśleniu ich z listy studentów. Tego samego dnia w mieszkaniu Jakuba Karpińskiego odbyło się zebranie na temat podjęcia dalszych działań. Karpiński, asystent socjologii na UW, był autorem ulotki „Prawa obywatelskie znów zagrożone”, którą rozpowszechniano na terenie uczelni.
Wiec na Uniwersytecie
Na zebraniu u Karpińskiego podjęto ostatecznie decyzję o zwołaniu wiecu na dziedzińcu UW w południe, w piątek
8 marca. Postanowiono, że Kuroń i Modzelewski, pozostający na zwolnieniu warunkowym, nie powinni brać udziału w zgromadzeniu. Uzgodniono, że wiec rozpocznie się odczytaniem rezolucji a następnie studenci odśpiewają hymn i „Międzynarodówkę”. Do odczytania rezolucji wytypowana została Irena Lasota. Jako kobieta nie mogłaby być ukarana wcieleniem do wojska.
7 marca na terenie UW, w akademikach oraz w kilku innych uczelniach rozpowszechniano ulotki zawiadamiające o piątkowym wiecu. Następnego dnia, milicja aresztowała Michnika, Szlajfera oraz kilku innych studentów. O 12: 00 w południe młodzież zaczęła gromadzić się przed budynkiem biblioteki na głównym dziedzińcu Uniwersytetu. Ocenia się, że na wiec przybyło około dwa tysiące studentów UW i innych uczelni. Irena Lasota weszła na ławkę i odczytała rezolucję potępiającą zdjęcie „Dziadów” oraz represje przeciwko studentom. Grupka ZMS-owców próbowała zakłócić zgromadzenie przepychając się przez tłum i wznosząc okrzyki: „Rozrabiacze – nie studenci” oraz „Chcemy się uczyć”.
Kilka minut po 12: 00 na teren uczelni wjechały autobusy z których wyszli mężczyźni w skórzanych kurtkach i kożuchach. Był to aktyw partyjny z warszawskich zakładów pracy, któremu później nadano miano „wycieczki”. „Wycieczkowicze” zaczęli rozpychać młodzież. Niektórym studentom odbierano legitymacje i wciągano ich do autobusów. Zebrani wznosili okrzyki: „Nie ma chleba bez wolności”, „Demokracja” jak również „Polska czeka na Dubczeka” (aluzja do Aleksandra Dubczeka, przywódcy praskiej wiosny 1968).
 Tłum skierował się w stronę Pałacu Kazimierzowskiego, siedziby rektora. Wkrótce na balkonie budynku pojawił się prorektor Zygmunt Rybicki, który stwierdził, że będzie rozmawiać tylko z aktywem. Odpowiedziały mu okrzyki: „Aktyw w więzieniu”. Jednak po pewnym czasie kilkuosobowa delegacja udała się na rozmowy. W wyniku negocjacji ustalono, że studenci spotkają się z władzami uczelni w poniedziałek, w największej auli UW – Collegium Maximum. W tej sytuacji wiec dobiegał końca.
 Niespodziewanie w głównej bramie uczelni pojawił się oddział ZOMO w hełmach, z pistoletami. W tym momencie aktyw partyjny wyjął spod kurtek i płaszczy gumowe pałki, którymi zaczęto okładać studentów. Nie oszczędzano nawet dziewcząt. Zanotowano przypadki skrajnej brutalności. Zdarzało się, że kopano leżących na ziemi. Zajścia rozprzestrzeniły się na Krakowskie Przedmieście.
Prowokacja?
Charakterystyczne, że interwencja milicji i aktywu nastąpiła w momencie kiedy wiec się kończył. Komuś zależało, żeby nie zakończyło się spokojnie.
Istniała dość powszechna opinia, że w PRL nic się nie działo bez wiedzy i zgody władz. Przedstawienie Kazimierza Dejmka można było odwołać „po cichu”. Zdecydowano jednak ogłosić datę ostatniego spektaklu, po którym doszło do demonstracji. Podobnie można było nie dopuścić do przeprowadzenia wiecu na UW odwołując zajęcia na uczelni 8 marca, blokując okolice Uniwersytetu pod pretekstem robót drogowych, itp. Świadomie dopuszczono do zorganizowania zgromadzenia znając jego termin wcześniej.
Jeżeli Marzec był prowokacją to jej autorami byli tak zwani „partyzanci” – weterani lewicowego podziemia z okresu okupacji hitlerowskiej. Ich patronem i nieformalnym wodzem był generał Mieczysław Moczar, ówczesny minister spraw wewnętrznych. Moczarowców, jak ich również określano, uważano za narodowych komunistów głoszących patriotyczne slogany zabarwiane niekiedy antysemityzmem. Swoje działania kierowali często przeciwko działaczom partyjnym i rządowym żydowskiego pochodzenia.
Prawdopodobnie to właśnie ludzie Moczara sprowokowali niepokoje w stolicy chcąc wykorzystać je do rozprawy z przeciwnikami w aparacie władzy. Pierwsze komentarze prasy pozostającej na usługach „partyzantów” obarczały winą za zajścia na UW „bananową” młodzież – dzieci niektórych dygnitarzy rządowych. Później zaczęto piętnować „syjonistów” i „wichrzycieli”.
Rewolta studencka
Domniemani autorzy prowokacji spodziewali się być może, że demonstracje studenckie ograniczą się do samej stolicy. Stało się inaczej. W ciągu najbliższych dni protesty rozprzestrzeniły się na cały kraj i objęły prawie wszystkie ośrodki akademickie. Już następnego dnia, w sobotę 9 marca, odbył się wiec na Politechnice Warszawskiej. Po zakończeniu zgromadzenia studenci uformowali pochód i ruszyli w kierunku domu studenckiego „Rotunda”. Po przejściu kilkuset metrów zostali zaatakowani przez oddział ZOMO. Demonstracje i starcia z milicją ogarnęły okoliczne ulice i trwały szereg godzin.
 W wielu ośrodkach akademickich odbywały się wiece na których wyrażano solidarność ze studentami Warszawy i żądano ukarania osób odpowiedzialnych za brutalne postępowanie sił porządkowych. Rezolucja przyjęta na wiecu w Politechnice Wrocławskiej głosiła: „Z ubolewaniem przyjęliśmy wiadomość o odpowiedzi władz na słuszne żądania studentów. Potraktowano ich jak zwykłych chuliganów, atakując pałkami i gazami łzawiącymi”.
 Zasięg i intensywność studenckich protestów zaskoczyła zapewne nie tylko prowokatorów z kręgu władzy ale i aktywistów z warszawskiego środowiska „komandosów”. W wiecach i demonstracjach brały udział tysiące młodzieży, która nigdy nie słyszała o działalności „komandosów” i opozycji intelektualnej w stolicy. W połowie marca 1968 r. mieliśmy do czynienia z ogólnopolskim ruchem studentów domagających się poszanowania praw obywatelskich i protestujących przeciw brutalności władzy. W deklaracji studentów Uniwersytetu Warszawskiego z 21 marca czytamy: „Traktowanie niektórych profesorów lub literatów albo grupy kilkudziesięciu studentów jako odpowiedzialnych za ostatnie wydarzenia jest pozbawione uzasadnień i nie może odwrócić uwagi od winnych poważnych błędów i nadużyć władzy, które popełniono w związku z brakiem samorządności, odgórnym administrowaniem i tłumieniem krytyki”.
Strajki na uczelniach
19 marca Władysław Gomułka przemawiał do aktywu partyjnego Warszawy. Przemówienie rozpoczął od słów: „W ostatnich dniach niemała część młodzieży akademickiej została oszukana”. Następnie ostro zaatakował niektórych pisarzy, odpowiedzialnych według niego za podburzanie studentów. Szczególnie agresywnie zostali potraktowani Stefan Kisielewski i Paweł Jasienica, których przywódca PZPR zaliczył do „reakcjonistów różnej maści”. Dostało się również dawnym działaczom partyjnym określonych jako „bankruci polityczni”. Wśród nich znalazł się Stefan Staszewski, który jak na ironię pomógł Gomułce powrócić do władzy w roku 1956.
W środowisku studenckim przemówienie Gomułki wzbudziło oburzenie i drwinę. Śpiewano później: „Towarzysz Wiesław ma rację, mamy w Polsce demokrację”.
20 marca studenci Politechniki Warszawskiej podjęli decyzję o strajku okupacyjnym, który rozpoczął się następnego dnia. W gmachu głównym Politechniki zgromadziło się kilka tysięcy młodzieży. Cały budynek został obwieszony plakatami. Niektóre z nich głosiły: „Socjalizm to nie pałka” oraz „Przestańcie oszukiwać naszych ojców – robotników i chłopów”. 22 marca, późnym wieczorem strajkujący studenci otrzymali ultimatum ministra oświaty. W razie kontynuowania strajku uczelnia zostałaby rozwiązana a następnie ogłoszone miały być nowe zapisy.
 Podjęto decyzję o zakończeniu protestu. Nad ranem ostatni studenci opuścili budynek.
Deklaracja Ruchu Studenckiego
Ostatni wiec odbył się 28 marca w Audytorium Maximum UW. Rezultatem tego zgromadzenia było uchwalenie Deklaracji Ruchu Studenckiego, której głównym autorem był Jakub Karpiński. Deklaracja postulowała powołanie nowej, niezależnej organizacji młodzieżowej. Stwierdzono, że społeczeństwo powinno posiadać „prawnie zagwarantowane możliwości zrzeszania się obywateli, wyrażania przez nich swych potrzeb i wypowiadania opinii”. Domagano się możliwości uzyskiwania informacji o działalności organów państwowych. Działalność cenzury została oceniona jako szkodliwa społecznie.
Epilog
Zatrzymano prawie wszystkich członków komitetów studenckich. Ruch studencki w sensie wieców i strajków na uczelniach dobiegł końca. Dyskusje w środowiskach akademickich trwały przez szereg następnych miesięcy. Relacje o wydarzeniach przekazywano młodszemu pokoleniu oraz osobom, które nie były ich świadkami. Już 8 – 9 lat później wielu uczestników Marca zasiliło szeregi demokratycznej opozycji a nieco później ruchu „Solidarności”.
Kazimierz Wierzyński