Sąd Najwyższy uznał, że rozporządzenie zakazujące wjazdu na teren Stanów Zjednoczonych przedstawicielom kilku krajów zamieszkiwanych głównie przez muzułmanów jest zgodne z konstytucją. To znaczące zwycięstwo prezydenta.

 

Batalia o zgodność z prawem rozporządzenia toczyła się w różnych sądach praktycznie od pierwszych dni prezydentury Donalda Trumpa. Jeszcze jako kandydat, w pamiętnym wystąpieniu, postulował on zamknięcie granic dla wszystkich muzułmanów, do momentu, aż rząd USA „zorientuje się co się do cholery dzieje”. Trump przekonywał wówczas, że wprowadzenie zakazu jest konieczne ze względu na bezpieczeństwo narodowe.

Po zwycięstwie urzędujący już prezydent zmodyfikował nieco swoją propozycję. Nie mówił już o wszystkich muzułmanach, a jedynie o obywatelach wybranych krajów, w których nie da się jego zdaniem przeprowadzić wiarygodnej procedury sprawdzającej osoby zamierzające wjechać do USA. Ostatecznie na liście znaleźli się obywatele: Iranu, Libii, Jemenu, Somalii, Syrii, Wenezueli i Korei Północnej. Bezpieczeństwo narodowe pozostało natomiast głównym argumentem prezydenta. Ten właśnie argument podzielił Sąd Najwyższy uzasadniając w wydanym w miniony wtorek wyroku, że prerogatywy prezydenckie są w tym zakresie na tyle szerokie, iż może on zabronić wjazdu obywatelom wskazanych przez siebie państw, nie łamiąc przy tym konstytucji.

Wyrok, jak zawsze w sprawach kontrowersyjnych i o dużym ładunku politycznym, nie był jednomyślny. Pięciu sędziów było za, czwórka opowiedziała się przeciw. Zwycięstwo zapewnił Donaldowi Trumpowi mianowany przez niego do Sądu Najwyższego konserwatywny sędzia Neil Gorsuch. Nominacja tego sędziego była możliwa dlatego, że mający większość w Senacie republikanie odmówili rozpatrzenia kandydatury przedstawionej przez kończącego kadencję Baracka Obamę. Obstrukcja jak widać się opłaciła.

Politycznie wyrok jest dla Donalda Trumpa bardzo ważny. Przede wszystkim daje on prezydentowi amunicję potrzebną do walki o jego agendę zakładającą konieczności wzmocnienia granic i ograniczenia imigracji.

 

Teraz oprócz własnej siły perswazji prezydent może się powoływać na autorytet Sądu Najwyższego. Przegrani wychodzą z tego starcia demokraci oraz liberalne media, próbujące uzasadniać, że rozporządzenie podszyte było rasizmem i nienawiścią do muzułmanów.

Niezależnie jednak od politycznych wygranych i przegranych pytanie o to czy zakaz faktycznie jest potrzebny i czy ma on sens pozostaje aktualne.

Jeśli prezydent chce ochronić nim USA przed zamachami muzułmańskich radykałów, powinien objąć zakazem znacznie większą liczbę krajów. Jak wiadomo sprawcy zamachu na World Trade Center pochodzili z Arabii Saudyjskiej. Saudyjczykiem był też Osama Bin Laden. Sayfullo Saipov, który zabił dziewięć osób wjeżdżając w zeszłym roku vanem na ścieżkę rowerową na Manhattanie pochodzi z Uzbekistanu, zamachowcy, którzy podłożyli domowej roboty bomby podczas maratonu w Bostonie byli z Kirgistanu. Żaden Somalijczyk, Syryjczyk, Libijczyk, Irańczyk, czy też Jemeńczyk zamachu w USA jak dotąd nie przeprowadził. Wątpliwe by planowali to obywatele Wenezueli, czy tym bardziej Korei Północnej, którzy prawdopodobnie mają blade pojęcie o tym jak wygląda paszport. Trudno więc oprzeć się wrażeniu, że lista Trumpa jest cokolwiek dziurawa.

Druga sprawa to uzasadnienie zakazu, czyli bezpieczeństwo narodowe. Sformułowanie to stało się dziś w Ameryce niezwykle pojemne. Powołując się na nie można podsłuchiwać rozmowy telefoniczne, kontrolować emaile, monitorować media społecznościowe, a także zabijać przy pomocy dronów różnych groźnych ponoć osobników za granicą. To, że przy okazji giną często ludzie Bogu ducha winni to szczegół.

Wymogami bezpieczeństwa narodowego Donald Trump uzasadnił nawet wprowadzenie ceł zaporowych na stal i aluminium. Wychodzi więc na to, że naszemu bezpieczeństwu zagraża m.in. Kanada i kraje Unii Europejskiej. Regularne masakry cywilów z użyciem broni palnej, w tym te do których nagminnie dochodzi w amerykańskich szkołach, zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego nie są. Szkoda. Gdyby były wielu rodziców czułoby się pewnie dużo bezpieczniej.

 

Tomasz Bagnowski