Irlandczycy blisko 70 proc. większością głosów opowiedzieli się za uchyleniem poprawki do konstytucji zabraniającej aborcji. Otwiera to drogę do liberalizacji tych przepisów i pieczętuje zdecydowane zmiany w konserwatywnym społeczeństwie. 

 

„To wielkie zwycięstwo demokracji. Ludzie zagłosowali i powiedzieli w tym głosowaniu wyraźnie: chcemy nowoczesnej konstytucji w nowoczesnym kraju. Wierzymy kobietom i wierzymy, że będą dokonywać właściwych wyborów” – stwierdził premier Irlandii Leo Varadkar, komentując wyniki referendum.

Inaczej sprawę widzą przeciwnicy liberalizacji. Cora Sherlock, jedna z liderek organizacji prowadzących kompanię na rzecz utrzymania dotychczasowych przepisów powiedziała: „to smutny dzień dla Irlandii i dla wszystkich tych, którzy wierzą w podstawowe prawa człowieka. Walka o życie nienarodzonych będzie jednak trwała nadal”.

Poprawka do konstytucji zrównująca w prawach płód i kobietę została wprowadzona w 1983 roku. Stosownie do niej w Irlandii obowiązują jedne z najbardziej restrykcyjnych przepisów aborcyjnych na świecie, zabraniające przerywania ciąży niemal w każdej sytuacji. Ich złamanie zagrożone jest karą do 14 lat więzienia.

Wprowadzenie takich przepisów nie zahamowało zabiegów przerywania ciąży. Według statystyk każdego roku tysiące mieszkanek tego kraju decydowało się na dokonanie aborcji w Wielkiej Brytanii, inne kupowały pigułki wczesnoporonne na czarnym rynku.

Wyniki referendum są jednoznaczne. Za dopuszczeniem aborcji opowiedziała się zarówno większość głosujących kobiet jak i mężczyzn. Jedynie w grupie wiekowej powyżej 65 lat większość była przeciwko.

 

Co teraz? Referendum zobowiązuje irlandzkich ustawodawców do wprowadzenia nowych przepisów dotyczących przerywania ciąży, co zapewne stanie się bez przeszkód do końca tego roku. Nawet ci z parlamentarzystów, którzy nie chcieli zmian zapowiedzieli, że wobec zdecydowanego wyniku referendum nie będę ich blokować. Nowe prawo ma dać możliwość dokonania aborcji do 12 tygodnia ciąży. Będzie jej można dokonać również później, jeśli okaże się, że płód ma ciężkie i nieodwracalne uszkodzenia lub ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety.

Irlandzkie referendum, choć dla wielu może wydawać się zaskakujące, jest tak naprawdę tylko częścią głębokich zmian w konserwatywnym dotąd społeczeństwie. W ostatnich latach Irlandczycy zdecydowali się (w innym referendum) zalegalizować małżeństwa jednopłciowe, a premierem kraju został gej.

„To co widzimy dzisiaj jest kulminacją cichej rewolucji dokonującej się w Irlandii w ostatnich 10-20 latach” – uważa Leo Varadkar.

Trudno nie zauważyć, że rewolucja, o której mówi premier stoi w sprzeczności do nauk Kościoła katolickiego, którego autorytet w Irlandii wyraźnie zmalał. Wpływ na to miały zapewne liczne skandale pedofilskie z udziałem księży katolickich w Irlandii, a także ujawnienie prawdy o prześladowaniach w tzw. azylach sióstr magdalenek, w których umieszczano, często przymusowo, niezamężne kobiety z dziećmi. Ostatni z takich azyli został zamknięty w 1996 roku.
Autorytet Kościoła katolickiego jest w tej chwili w Irlandii tak nioski, że nawet organizacje prowadzące kampanię na rzecz utrzymania zakazu aborcji domagały się by trzymał się on od niej z daleka. Irlandzki episkopat wezwał zresztą księży by w kazaniach nie zajmowali się „polityką”. Stało się to po tym jak cześć z nich groziła nieudzielaniem komunii osobom, które w referendum zagłosują „tak”.

„Dla Kościoła katolickiego wyniki referendum są katastrofalne. To ostatni gwóźdź do trumny” – mówi Gail McElroy profesor nauk politycznych z Trinity College w Dublinie. Kościół nie jest już podstawą społeczeństwa irlandzkiego, a jego nadzieje powrotu do tej roli zostały pogrzebane” – dodaje.

W 1983 roku, kiedy przyjęto poprawkę do konstytucji zakazującą aborcji 80-90 proc. obywateli Irlandii, przynajmniej raz w tygodniu, uczestniczyło w mszach świętych. Dzisiaj – według danych – University College Cork jest to około 20 do 30 procent.

 

Tomasz Bagnowski