Słoneczna sobota. Nareszcie! Wylegam do parku na kilka godzin, czekam na piegi. To pocałunki slońca, jak pocieszała mnie mama w dzieciństwie, kiedy wstydziłerm się piegowatego nosa. Już bardzo tęsknię za prawdziwą wiosną. Z każdym rokiem coraz gorzej znoszę zimę. Męczą mnie grube ubrania i czapki, które trzeba nosić w chłodne dni.
$
Podczas dotychczasowych rządów Donalda Trumpa nie zwiększyła się liczba jego zwolenników i nie zmalała liczba przeciwników. Znajomi Trumpiści nie dadzą powiedzieć o nim niczego złego i wciąż go uwielbiają. Nie dociera do nich wiadomość, że odebrał pomocowe świadczenia medyczne osobom o niskich dochodach. Niby słyszą, co się do nich mówi, a jednak nie słyszą. I jak tu nie być socjalistą?
$
Wspaniały jest Benedict Cumberbatch jako “Hamlet”. Wspaniałe jest też całe przedstawienie przygotowane przez Royal National Theatre w Londynie. Widziałem już kilkanaście wystawień tej sztuki i niemal wszystkie były udane, nie mówiąc już o kreacjach aktorów grająjących tytułową rolę. Ona ich buduje, pogłębia i uskrzydla. “Hamlet” jest w moim przekonaniu największą tragedią w dziejach dramatu. Zawsze przejmuje mnie do głębi temat człowieka walczącego o prawdę i sprawiedliwość, który musi jednak przegrać. Podziwiałem kreacje Johna Gielguda, Lawrence’a Oliviera, Innokentija Smoktunowskiego, Richarda Burtona, Mela Gibsona, Władimira Wysockiego, Kennetha Branagha, Davida Tennanta. Cumberbatch w tej roli jest im równy. Pokorny wobec autora. A im więcej pokory wobec Szekspira, tym lepiej. Obecni polscy reżyserzy tego nie rozumieją. Wydaje się im, że są od niego mądrzejsi i wiedzą lepiej, co nigdy nie okazało się prawdą. Nigdy. Konrad Swinarski wczytywał się w jego dramaty tak długo, dopóki nie zobaczył, co mówią o świecie i człowieku. A mówią rzeczy najstotniejsze z najistotniejszych.
$
Jak mieć dzisiaj sukces w sztuce? Jak udawać, że się ma coś ważnego do powiedzenia? Przede wszytkim wykpij wartości uznawane przez większość za wartości właśnie. Te elementarne i uniwersalne. Wyśmiej symbole narodowe i tradycję, pokaż wyłącznie prymitywne strony polskości, pokazuj chrześcijaństwo, a zwłaszcza katolicyzm, zawsze w negatywnym świetle. Używaj wulgaryzmów i knajackiego języka. Epatuj seksem. Najlepiej tym wyzwolonym. Propaguj kult orgazmu. Udawaj równiachę z sąsiedztwa. Pisz o odwiecznym antysemityźmie rodaków. Promo masz wtedy zapewnione w “Gazecie Wybiórczej”, “Polityce”, “New York Timesie”,”New Yorkerze” i innych postępowych mediach.
$
Ukazał się polsko-angielski tom rozmów Łukasza Maciejowskiego z Krystianem Lupą, sławnym reżyserem i scenografem, pod wymownych tytułem “Koniec świata wartości”. Polecam nie tylko teatromanom.
$
Olgierd Łukaszewicz – wybitny aktor i zarazem prezes Związku Artystów Scen Polskich założył fundację – “My Obywatele Unii Europejskiej”, której celem będzie przeciwstawianie się antyunijnej propagandzie w mediach. Cenna to inicjatywa, bo zohydzanie Unii w proPiSowskich mediach doszło już do zenitu. Prymitywnie wykoślawia jej obraz. Doskonale widziałem to po przyjeździe do Warszawy z Paryża, Hamburga i Berlina. Wręcz można odnieść wrażenie, że Unia to samo zło a państwo narodowe to samo dobro. Wiadomości w TVPiS są zaprzeczeniem rzetelnej roboty dziennikarskiej. Układane są tak, by zadowolić prezesa Polski, czy jak kto woli – naczelnika państwa. Dziwię się, że on się na to godzi, przecież to bardzo inteligennty człowiek. A obiecano nam prawdę i obiektywizm w mediach nie tylko narodowych, ale także PiSowskich. Zamiast nich mamy wyłącznie propagandę sukcesu i nieustającą chwalbę partii rządzącej. Jak za Gierka.
$
Nad moim biurkiem wisi obraz Stanisława Młodożeńca przedstawiający rozświetlony od wewnątrz domek majaczący w oddali za polaną okoloną drzewami. Ilekroć nań patrzę, tylekroć widzę na nim swój dom rodzinny w podwarszawskim Świdrze. To wewnętrzne światło niejedno wspomnienie na myśl przywodzi… Myślę też i o samym Staszku, który był pierwszym nowojorskim artystą malarzem, którego poznałem po przylocie do Stanów. Lubiłem jego obrazy. On lubił moje artykuły. Podarował mi drugie, rozszerzone, wydanie “Dzienników” Marii Dąbrowskiej. Nie rozstawałem się z nimi bardzo długo.
$
Z dawnych obrazków wielkanocnych szczególnie zapadła mi w pamięci procesja rezurekcyjna na gdańskiej Zaspie z udziałem Lecha Wałęsy i jego rodziny. Ludzie wiwatowali na jego cześć, koledzy ze stoczni nieśli go na ramionach. Na ramiona porywali też go mężczyźni, którzy przyjeżdzali z całej Polski i czekali nań pod bocznym wyjściem ze Stoczni Gdańskiej. Widziałem to wielkokrotnie. Dziś przemilcza się, że to właśnie Wałęsa oderwał Stronnictwo Demokratyczne i Stronnictwo Ludowe od PZPR i zawarł z nimi koalicję. To on zjednoczył olbrzymią większość Polaków. Jakkolwiek byśmy nie oceniali teraz jego osoby, warto o tym pamiętać. Człowieka trzeba widzieć we wszystkich przejawach jego dokonań, nie tylko tych negatywnych. Wiem, że piszę pod obecny prąd, ale nie zależy mi na poklasku. Nie nazywam się Rothschild, żeby się wszystkim podobać.
$
Coraz częściej doceniam wartość ciszy wokół siebie i w sobie. Coraz cześciej jej potrzebuję. Nie ja jeden. Stanisław Radwan, znakomity kompozytor, wyznał w jednym z wywiadów – “Kiedyś całymi dniami potrafiłem się zagłębiać w muzyczne struktury. Zawsze też jednak doceniałem ciszę. Szanuję ciszę i słowo “cisza”, bo wiele dla mnie znaczy. Przede wszystkim jest pewnym synonimem skupienia. Nie w dalekowschodnim znaczeniu koncentracji na samym sobie, ale na czymś z zewnątrz, na przykład by usłyszeć coś, co rzeczywiście gdzieś brzmi. Mam też pewną teorię, którą trzeba traktować z przymrużeniem oka, bo każdy fizyk by ją pewnie obśmiał. Mianowicie dla mnie cisza to atrybut Boga i Absolutu. źródłem dźwięku są drgania ciał, a więc coś materialnego. Gdy nie ma materii, nie ma dźwięku. Dźwięk powstał dokładnie w tym samym czasie, w którym nastąpił Wielki Wybuch. To, co było przed wybuchem, musiało być absolutną ciszą. Wobec tego Absolut poruszał się w absolutnej ciszy”.
$
Z wielkopiątkowych doznań nowojorskich wspominam m.in. grób Chrystusa w kościele św. Mikołaja na Bronksie (St. Nicolas of Tolentin Church), zaprojektowany jako źrodło krystalicznej wody odpływającej we wszystkich kierunkach. Miejscowi Murzyni, których w tym kościele widziałem, byli bardzo tym widokiem poruszeni. Zanurzali ręce w tejże wodzie i żegnali się znakiem krzyża. Ja również byłem poruszony, zarówno samym źródłem, jak i nieprawdopodobną wręcz ciszą spowijającą kościół, mimo iż wypełniony był tłumem wiernych. Była to cisza pełna ludzi.
Andrzej Józef Dąbrowski


