Informacje o strzelaninach w szkołach amerykańskich są przerażające. Nasilają się. Mam wrażenie, że nikt nie wie, co z tym problemem zrobić. Nie wiem, czy dobrym rozwiązaniem jest wyposażenie nauczycieli w pistolety. Doprawdy nie wiem. Nie mam pedagogicznego doświadczenia w tej mierze. Kiedy byłem belfrem w polskim liceum w Nowym Jorku nie miałem większych problemów wychowawczych. Lubiłem swoich uczniów a oni lubili mnie. Zachodziła między nimi a mną jakaś przedziwna osmoza. Bywało, że po latach oczekiwali ode mnie podpowiedzi w elementarnych kwestiach życiowych. Ech, dużo by pisać… Lubię zasiewać w młodych głowach to, co uważam za potrzebne. Lubię weryfikować mity i stereotypy. Lubię dzielić się tym, co uważam za wartościowe, uniwersalne i ponadczasowe. Lubię pokazywać arcydzieła.

 

$

 

Czytam II tom korespondencji między Józefem Czapskim a Ludwikiem Heringiem. Podobnie jak tom I, jest to ujmujący zapis miłosnego uczucia i wielopłaszczyznowej przyjaźni, których nie zgasiło geograficzne oddalenie i życie w innych rzeczywistościach polityczno-społecznych. Fenomen człowieczy i fenomen literacki. Czapski w swych listach jawi się jako wspaniała postać. Intelektualnie, artystycznie i moralnie. Imponuje mi pod każdym względem. Co za uczciwość! Co za umysł! Ileż fantastycznych i zarazem głębokich myśli! Ileż ciekawych obserwacji! W tymże tomie są także rysunki Czapskiego wykonane dla Heringa, wśród nich portret natchnionego Mirona Białoszewskiego.

 

$

 

„Jesteś mi potrzebny do życia” – pisał Zbigniew Herbert w liście do Józefa Czapskiego Nie dziwię się temu ani trochę. Czapski rewanżuje się Herbertowi tymiż słowy – „To, co piszesz w liście, właściwie do tego stopnia jest mi bliskie, że mam wrażenie, że myśli mam zupełnie te same, tylko nie umiem ich jak Ty wyrazić. Właściwie jest to nieustannie ten sam temat tego okrucieństwa losu, na które nie ma wytłumaczenia i trzeba je przyjąć jako jedną z tajemnic, które przyjąć można tylko w innej skali i w innym wymiarze przeżycia”. Piękne, prawda?

 

$

 

Wiekopomny Jan Karski o Żydach podczas okupacji sowieckiej w raporcie z roku 1940 -„Denuncjują oni Polaków, polskich narodowych studentów, polskich działaczy politycznych, gdy kierują pracą milicji bolszewickich zza biurek, lub są członkami tej milicji, gdy niezgodnie z prawdą szkalują stosunki w dawnej Polsce. Niestety, trzeba stwierdzić, że wypadki te są bardzo częste, dużo częstsze, niż wypadki, wskazujące na ich lojalność wobec Polaków…”

 

$

 

Meldunek komendanta głównego Związku Walki Zbrojnej z listopada 1940 roku – „Na terenie okupacji sowieckiej praca jest znacznie trudniejsza niż w Generalnej Guberni. Wynika to przede wszystkim z tego, że bolszewicy rozporządzają znacznie liczniejszym aparatem policyjnym, rozumieją język polski i mają dużą pomoc elementu miejscowego: Ukraińców, Białorusinów, a przede wszystkim Żydów – mają też dużo zwolenników wśród młodzieży, którą faworyzują i dają jej posady”. W Nowym Jorku, żyją Polacy wydani na wywózkę przez Żydów. Nikt się nimi nie interesuje.

 

$

 

Raport Delegatury Rządu na Kraj o ludności żydowskiej we Lwowie – „Żydzi w stosunku do Polaków zachowywali się prowokacyjnie, przypominając na każdym kroku, że Polska i Polacy skończyli się. Faktem jest, że przy wejściu bolszewików oni jedni witali ich kwiatami i całowali tanki sowieckie po ulicach. Wiele aresztowań i wywozów nastąpiło na skutek ich denuncjacji”. – Przytoczyłem te trzy informacje, które przedziwnie nie docierają do świadomości Starszych Braci w Wierze. Podczas rozmów zbywają je milczeniem lub lekceważeniem. „Bo wam się to należało” – jak przekonywal mnie jeden z doktorów historii z Columbia University.

 

$

 

Na terenie Generalnej Guberni, teryrytorium utworzonego przez Niemców z części ziemi polskich, najwięcej Żydów uratowało się na warszawskim Żoliborzu. Najprawdopodobniej dlatego, że w dużej części była to dzielnica zamieszkała przez postępową inteligencję, daleką od wszelkich ortodoksji, nie wyłączając ortodoksji religijnej.

 

$

 

Analizując zwrot „My Polacy”, znakomity polonista warszawski – profesor Michał Głowiński zauważył – „Ta formułka powraca teraz często. Ci, którzy jej używają, usiłują wmówić, że przemawiają w imieniu całego narodu, że wyrażają poglądy wszystkich, a więc są czymś w rodzaju koryfeuszów chóru. W konsekwencji powstaje fałszywy podmiot zbiorowy, będący jednym z przejawów demagogii. „My, Polacy” używa się zwłaszcza wtedy, gdy chce się wyzyskać rzeczywiste emocje narodowe, przede wszystkim zaś, gdy pragnie się nadać pożądany politycznie sens wydarzeniom (…). Zdania zaczynające się od „my, Polacy” odwołują się z reguły do najprostszych mitów narodowych, do najbardziej stereotypowych wyobrażeń na temat własnej wspólnoty. Często służą one do utwierdzania słuchaczy w najbanalniejszej megalomanii narodowej”. (3 II 1969).

 

$

 

W polskich i polonijnych mediach nie istnieją tak dramatyczne zagadnienia jak wyzysk Polaków przez Polaków na emigracji i potajemne obozy pracy dla Polaków tworzone przez rodaków za granicą. Temat nieuczciwych agencji pośrednictwa pracy też nie istnieje.

 

$

 

Jak to się dzieje, że skoki narciarskie, zawody lekkoatletyczne i pływackie nie przyciągają kiboli?

 

$

 

Podobają mi się fotografie Marka Rygielskiego pokazujące jego widzenie Manhattanu. Udaje mu się złapać w nich nie tylko architektoniczną i sytuacyjną dynamikę wybranych miejsc, ich osobliwość, ale także kolorystykę. Nie wiem, jak on to robi, ale na zdjęciach uzyskuje barwy intensywniejsze niż w rzeczywistości. One też dynamizują te fotografie, czyniąc z nich ekspresyjne obrazy.

 

$

 

Wzięły mnie również nowe obrazy Ryszarda Semki prezentowane w Galeryjce „Kuriera Plus”. Wykreowane na nich pejzaże mają przedziwną moc wciągającą. Trudno z nich wyjść. I nie chce się z nich wyjść! Takie właśnie pejzaże widuję w swych snach i na jawie. Przestrzenie te, nie tylko wciągają, ale i inspirują. Kiedy na nie patrzę widzę jakoś szerzej i oddycham głębiej. Czuję w nich nadzieję.

 

$

 

Miałem bardzo ciekawą rozmowę ze Sławkiem Cenckiewiczem, znanym historykiem, związanym m.in. z IPN-em. Wspominaliśmy jego pierwsze publikacje, które ukazały się w prowadzonym przeze mnie w Nowym Jorku dwutygodniku „Głos” i omawialiśmy meandry obecnej sytuacji politycznej w Polsce. Cenię jego badawczą dociekliwość, intelektualną uczciwość, narracyjną przejrzystość i niezależność umysłu. Ufam mu.

 

Ciekawe, że Sławek prywatny jest inny od oficjalnego Sławomira Cenckiewicza. Cieplejszy, barwniejszy i biorący pod uwagę inne punkty widzenia.

$

Ryszard Kapuściński – „Bo gdy tak dobrze się wwąchać, to wszędzie śmierdzi”.

 

Andrzej Józef Dąbrowski