
Bracia: Zawsze, w każdej modlitwie, z radością zanoszę prośbę za was wszystkich, z powodu waszego udziału w szerzeniu Ewangelii od pierwszego dnia aż do chwili obecnej. Mam właśnie ufność, że Ten, który zapoczątkował w was dobre dzieło, dokończy go do dnia Chrystusa Jezusa. Albowiem Bóg jest mi świadkiem, jak gorąco tęsknię za wami wszystkimi ożywiony miłością Chrystusa Jezusa. A modlę się o to, aby miłość wasza doskonaliła się coraz bardziej i bardziej w głębszym poznaniu i wszelkim wyczuciu dla oceny tego, co lepsze, abyście byli czyści i bez zarzutu na dzień Chrystusa, napełnieni plonem sprawiedliwości, nabytym przez Jezusa Chrystusa ku chwale i czci Boga.
Flp 1,4-6.8-11
Zapewne wielu z nas pamięta piękną piosenkę Bernarda Ładysza, zaczynającą się słowami: „Moja matko ja wiem, tyle nocy nie spałaś. / Gdym opuszczał mój dom, aby iść w obcy świat. / I na szczęście dalekie, skromny dar, lniany ręcznik mi dałaś, / Haftowany przez ciebie i wzorzysty jak kwiat”. Mój „kolorowy ręcznik” darowany mi przez mamę, mimo upływu lat i jej odejścia w stronę Światła nic nie stracił ze swojej wyrazistości, co więcej, niektóre kolory z roku na rok stają się coraz piękniejsze. Kwiaty miłości haftowane czerwienią sięgają wieczności i ogarniają serce niespotykanym pięknem. Każdy budzący się dzień rozpoczynam modlitewną myślą uwielbienia Bogu, w którą wpisują się moi rodzice, a szczególnie „kolorowy ręcznik” mojej mamy. W tej cudownej smudze światła docierające do mnie z Nieba, odczuwam prawie namacalnie chroniącą i błogosławiącą rękę matki. To odczucie wpisuje się w prawdę, którą wypowiadamy w wyznaniu naszej wiary: „Wierzę w świętych obcowanie”.
W ostatnim czasie wiele mówiło o filmie Wiedźmin wyreżyserowanym przez Marka Brodzkiego na podstawie powieści Andrzeja Sapkowskiego, a to w związku z przygotowaniem tej produkcji przez hollywoodzkie studio. Dzięki tej ekranizacji film nabierze hollywoodzkiego rozmachu i będzie miał szansę dotrzeć do widzów na całym świecie. Podobnie jak w powieści Tolkiena „Władca pierścieni” świat wypełniony jest baśniowymi postaciami jak elfy, potwory, ludzie lasu i wiedźmini. Obecne jest tam także zmaganie się dobra ze złem. Jedną z baśniowych społeczności są wiedźmini zrzeszeni w bractwie zajmującym się zabijaniem potworów zagrażających bezpieczeństwu ludzi. Aby mogli to czynić skuteczniej, porywano małe dzieci i poprzez szkolenie i zabiegi magiczne starano się je odczłowieczyć, pozbawić uczuć i stworzyć maszynę do zabijania.
Głównym bohaterem tego filmu jest wiedźmin Geralt z Rivii. Jako małego chłopca, w brutalny sposób wyrwano go z rodzinnego domu. Zrozpaczona matka wołała przy porwaniu: „Nie pozwolę abyś został wiedźminem, będę zawsze przy tobie”. W niedługim czasie po tym wydarzeniu matka zmarła, ale zawsze pozostała ze swoim dzieckiem. Stała przy nim w najtrudniejszych momentach życia, chroniła go przed różnego rodzaju zagrożeniami, a najważniejsze uchroniła go przed tym, aby nie utracił pozytywnych ludzkich uczuć i nie stał się bezduszną maszyną do zabijania. Matka przez swoje powroty pamięci podtrzymywała w nim odruchy ludzkiej miłości, które uniemożliwiały, aby stał się wiedźminem. W czasie ostatniej walki z potworami został śmiertelnie poraniony. Mimo to wrócił do zdrowia i gdy odzyskał przytomność, powiedziano mu, że przez te dni z niespotykaną troską pielęgnowała go nieznana kobieta. On wiedział, że to była jego matka, która ukazała się mu i z wielką miłością wyznała, że była z nim zawsze, zawsze go chroniła i uratowała w nim to co najpiękniejsze. Dzięki temu Geralt odnalazł dziecko przeznaczenia, małą księżniczkę Ciri. W ostatniej scenie widzimy jak z miłością tuli w ramionach małą dziewczynkę i opuszcza świat przemocy, walki o władzę i udaje się w góry, aby wśród elfów, krasnoludów, ludzi gór wieść normalne życie, którego drogę wytycza miłość, wzajemna życzliwość i wzajemna troska. Matka uratowała w nim, to co jest najpiękniejsze w naszym życiu, uratowała miłość, a wraz z nią uratowała jego człowieczeństwo.
Każda matka chciałaby w sercu swojego dziecka zaszczepić miłość i to co jest najszlachetniejsze w życiu. Matki czynią to przez swoją cudowną obecność, którą odczuwamy w ich codziennej, domowej krzątaninie. Tak czynią matki, które z wysokości nieba przychodzą do nas, dotykają naszej duszy, aby leczyć życiowe rany, chronić w nas to co dobre i ocalić naszą miłość. Przychodzą do nas nie same, ale w towarzystwie Tego, którego za życia ziemskiego wskazywały na krzyżu i mówiły, że to On z miłości do nas umarł na krzyżu. Wtedy te słowa nie do końca były przez nas rozumiane. To przychodziło później. Z tym głosem przychodziły do nas także słowa proroka Izajasza z dzisiejszej Ewangelii: „Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego; każda dolina niech będzie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte niech staną się prostymi, a wyboiste drogami gładkimi. I wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże”. Matki wiedziały, że aby ocalić w nas człowieczeństwo i miłość musimy do swego serca zaprosić Tego, który jest samą miłością, Jezusa Chrystusa. Aby jednak godnie przyjąć zbawiającą Miłość trzeba wyprostować drogi swojego życia, wysprzątać dom swojego serca. Przypomina nam o tym Jan Chrzciciel, który „Obchodził więc całą okolicę nad Jordanem i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów, jak jest napisane w księdze mów proroka Izajasza”.
Prorok Baruch w ma wizję, w której widzi radość wyzwolenia swojego narodu z niewoli, to wyzwolenie staje się obrazem wyzwolenia z niewoli grzechu i śmierci. Dokona tego Mesjasz, którego przyjście ogłosił Jan Chrzciciel: „Wyszli od ciebie pieszo, pędzeni przez wrogów, a Bóg przyprowadzi ich niesionych z chwałą, jakby na tronie królewskim. Albowiem postanowił Bóg zniżyć każdą górę wysoką, pagórki odwieczne, doły zasypać do zrównania z ziemią, aby bezpiecznie mógł kroczyć Izrael w chwale Pana”. Tę myśl odnajdujemy w słowach psalmu na dzisiejszą niedzielę: „Ci, którzy we łzach sieją, żąć będą w radości. Idą i płaczą niosąc ziarno na zasiew, Lecz powrócą z radością niosąc swoje snopy”. Tu również autor natchniony przez obraz ziemskiej rzeczywistości mówi o radości, która rodzi się w bliskości Boga, i która zawsze przemienia łzy bólu w łzy radości. Biblia każe nam patrzeć na radość w najodleglejszej perspektywie jaką jest wieczność. Pełnię tej radości odnajdziemy w przyjściu Mesjasza i naszym spotkaniu z Nim.
O przygotowaniu na to spotkanie mówi św. Paweł w zacytowanym na wstępie Liście do Filipian: „A modlę się o to, aby miłość wasza doskonaliła się coraz bardziej i bardziej w głębszym poznaniu i wszelkim wyczuciu dla oceny tego, co lepsze, abyście byli czyści i bez zarzutu na dzień Chrystusa, napełnieni plonem sprawiedliwości, nabytym przez Jezusa Chrystusa ku chwale i czci Boga”. Św. Paweł modli się o doskonałą miłość dla nas, bo miłość Boga i bliźniego jest najskuteczniejszym narzędziem prostowania dróg naszego życia. Mówi o tym papież Franciszek: „Miłość Boga prostuje nasze błędy, nasze dzieje grzeszników, bo nas nigdy opuszcza, nawet jeśli nie rozumiemy tej miłości”. Ojciec Święty podkreślił, że Jezus przyszedł do nas, aby uporządkować nasze sprawy i poprostować drogi naszego życia. Zaznaczył, że On zawsze czeka na nas i jest z nami na naszej drodze życia. Miłość Chrystusa jest nieraz trudna do zrozumienia: „Ponieważ nasz racjonalizm mówi: ‘Jak to możliwe, że Pan, mając tak wielu ludzi, o których się troszczy, myśli o mnie?” Ale On przygotował dla mnie drogę! Wraz z naszymi mamami, babciami, ojcami, dziadkami i pradziadkami… Tak czyni Pan. Taka właśnie jest Jego miłość: konkretna, wieczna i wyjątkowa. Módlmy się, prosząc o tę łaskę zrozumienia Bożej miłości. Ale nigdy się jej nie rozumie! Czujemy ją, płaczemy, ale nie rozumiemy jej z tej perspektywy. Także i to nam mówi, jak wielka jest ta miłość. Pan, który przygotowuje nas od dawna, kroczy wraz z nami przygotowując innych. Jest zawsze z nami! Prośmy o łaskę zrozumienia sercem tej wielkiej miłości”.
m


