
Bracia: Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Niech wasza łagodność będzie znana wszystkim ludziom: Pan jest blisko! O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem. A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie.
Flp 4,4–7
W piątek, 13 listopada w paryskim klubie Bataclan występował amerykański zespół heavymetalowy Eagles of Death Metal. W trakcie wykonania piosenki „Pocałuj diabła” rozległy się strzały. Tytułowe słowa przybrały przeraźliwie potworny kształt. Pocałunek diabła jest pocałunkiem nienawiści, która niesie cierpienie i śmierć. Prawie sto osób śmiertelnie ucałował diabeł, a jeszcze więcej ranił. Diabeł przybrał ludzki kształt i w swej przewrotności przyzywał Boga. Zbrodniarze strzelając do bezbronnych ludzi wołali: „Allah Akbar”, co znaczy „Bóg jest wielki”. Zapewne wplątywali Boga w swoją zbrodnię, przewrotnie interpretując słowa świętej księgi muzułmanów: „I zabijajcie ich, gdziekolwiek ich spotkacie, i wypędzajcie ich, skąd oni was wypędzili. Prześladowanie jest gorsze niż zabicie. I nie zwalczajcie ich przy świętym Meczecie, dopóki oni nie będą was tam zwalczać. Gdziekolwiek oni będą walczyć przeciw wam, zabijajcie ich! Taka jest odpłata niewiernym!” /Koran 2: 191/. Bóg jest miłością, Bóg kocha człowieka, wbrew temu co śpiewa w jednej ze swoich piosenek wyżej wspomniany zespół: „Bóg nienawidzi nas wszystkich”. Bardzo często ludzie zamieniają świat w piekło, bo wymazują ze swojego życi a Boga miłości i Jego prawa. Zapewne przewodzi w tym Francja. Zamieniają świat w piekło, bo zasłaniają się Bogiem, dopuszczając się najbardziej niecnych czynów i zbrodni. Bez wątpienia przewodzi w tym samozwańcze Państwo Islamskie.
Pośród tego ludzkiego piekła, w trzecią niedzielę adwentu, zwaną niedzielą radości słyszymy wezwanie: radujcie się, gaudete. Ta radość jawi się dla każdego z nas w różnych obrazach. Widzę ją na radosnych buziach kilkudziesięciu małych dzieci, które całym sercem śpiewają: Jesteś radością mojego życia ooo Panie mój. Ty jesteś moim Panem, ty jesteś moim Panem, ty jesteś moim Panem. Na zawsze jesteś Panem mym.
Kilka lat temu, w parafii Świętego Krzyża współtworzyłem z panią Ewą i rodzicami dzieci ten chórek, który przybrał nazwę „Gaudete”. Po raz pierwszy uświetnił on liturgię mszalną w czasie niedzieli zwanej Gaudete. Patrząc na radość śpiewających dzieci, przy ołtarzu czuło się prawie namacalnie źródło tej radości, o którym pisze w zacytowanym na wstępie fragmencie listu św. Pawła do Filipian: „Bracia: Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Niech wasza łagodność będzie znana wszystkim ludziom: Pan jest blisko!”. W autentycznej bliskości Boga rodzi się prawdziwa radość. Ona nie opuszcza człowieka, nawet wtedy, gdy on ostatni raz spogląda na piękny świat, a oczyma wiary dostrzega piękno miejsca, gdzie Bóg wyciąga z miłością swoje ramiona.
O tej radości słyszymy w pierwszym czytaniu z Księgi proroka Sofoniasza: „Pan, twój Bóg jest pośród ciebie, Mocarz, który daje zbawienie. On uniesie się weselem nad tobą, odnowi swą miłość, wzniesie okrzyk radości, jak w dniu uroczystego święta”. Wizje prorockie, które w życiu Narodu Wybranego znajdowały spełnienie w życiu społecznym były zapowiedzią wiecznego spełnienia w Jezusie Chrystusie. Papież Franciszek w rozważaniu na Anioł Pański powiedział: „Ludzkie serce pragnie radości. Każda rodzina, każdy naród dąży do szczęścia. Ale jaka to radość, do której przeżywania i świadczenia powołany jest chrześcijanin? Jest to radość, która pochodzi z bliskości Boga, z Jego obecności w naszym życiu. Od chwili, kiedy Jezus wszedł w historię poprzez swoje narodziny w Betlejem, ludzkość otrzymała ziarno królestwa Bożego, jak gleba, na którą rzucone jest ziarno będące obietnicą przyszłych żniw. Nie trzeba już szukać gdzie indziej! Jezus przyszedł, aby przynieść radość wszystkim i na zawsze. Nie chodzi jedynie o radość spodziewaną czy przełożoną na raj – tu na ziemi jesteśmy smutni, ale w raju będziemy radośni; nie, to nie tak! – jest to radość, która już jest realna i możliwa do doświadczenia w tej chwili, bo sam Jezus jest naszą radością, a nasz dom z Jezusem jest radością. Jezus żyje, On zmartwychwstał i działa w nas i między nami szczególnie poprzez swoje słowo i sakramenty”.
Szukamy radości życia na różnych drogach i nieraz po wielu latach odnajdujemy ją w bliskości Chrystusa. Zapewne ślad takiego szukania można dostrzec w życiu wybitnej polskiej aktorki Kaliny Jędrusik. Była skandalistką, odsądzano ją od czci i wiary. W latach 60. i 70. była polską Marylin Monroe, a jej role i życie osobiste były przepełnione erotyzmem. Do telewizji przychodziły listy od zaniepokojonych żon, żeby Jędrusik nie pokazywać, bo gorszy ich mężów. To dla niej pisarz Stanisław Dygat rozwiódł się z żoną i opuścił dziewięcioletnią córkę. Dom Dygatów stał się miejscem nieustających spotkań, bankietów, przyjęć zakrapianych alkoholem dla wielkiego grona przyjaciół-artystów. Pani Kalina lubiła być w centrum, szokować, prowokować. Jej sposób życia zmienił się całkowicie po śmierci Stanisława Dygata. Reżyser Kazimierz Kutz powiedział: „Ta jawnogrzesznica się nawróciła. Była rozmodlona”. Dziennikarka i pisarka Wiesława Czapińska tak powiedziała o nawróceniu gwiazdy: „To była już zupełnie inna Kalina. Zmieniła tryb życia, porzuciła hulanki, przestała topić smutki w alkoholu”. Aktorka spotkała się z papieżem św. Janem Pawłem II podczas pielgrzymki do Watykanu. Z Rzymu przywiozła zdjęcia Ojca Świętego, które traktowała szczególnie. Oprawiła w ramkę i powiesiła w sypialni.
W każdą rocznicę śmierci Dygata uczestniczyła we Mszy św. odprawianej w jego i intencji. Po Mszy zapraszała przyjaciół do domu. Gromadzono się w pokoju pisarza, który pozostał nienaruszony od jego śmierci. W maszynie do pisania wciąż tkwiła kartka z jego ostatnimi słowami. W tym pokoju artystka wiele rozmawiała z zaprzyjaźnionym księdzem Kazimierzem Orzechowskim, tu się spowiadała i przyjęła sakrament namaszczenia chorych oraz Komunię św.. Na jej pogrzebie ks. Orzechowski powiedział: „Kajałaś się przed Bogiem, zanim czysta odważyłaś się przyjąć Go w komunii”. „Pod maską mistrzowskiego makijażu swym głosem namiętnym, w tajemniczych szeptach, a z niezwykłą ekspresją, jawiłaś się nam inną: opanowana erotyzmem, zamroczona alkoholem, łatwa kobieta. A przecież to nieprawda – to nie Kalina, to maska”. Ksiądz Kazimierz Orzechowski mowę pogrzebową zakończył tymi słowami: „Magdaleny rodzą się zawsze. Może twój życiorys nie nadaje się do opowiadania dzieciom, ale możesz powiedzieć słowami Edith Piaf: ‘Jeśli ktoś jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem. Jeśli ktoś nigdy nie kochał, niech zmówi za mnie pacierz”.
W życiu Kaliny Jędrusik było ciągle obecne pytanie, jakie zadawano św. Janowi Chrzcicielowi: Co robić, aby być przygotowanym na spotkanie z Chrystusem. Jan odpowiadał: „Kto ma dwie suknie, niech jedną da temu, który nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni”. Celnikom: „Nie pobierajcie nic więcej ponad to, ile wam wyznaczono”. Żołnierzom: „Nad nikim się nie znęcajcie i nikogo nie uciskajcie, lecz poprzestawajcie na swoim żołdzie”. To jedno przykazanie, które ciągle przewija się na kartach Ewangelii. To przykazanie Chrystus nazywa „nowym przykazaniem”. Jest to przykazanie miłości, a z tym przykazaniem nierozdzielnie związana jest sprawiedliwość. Na tej drodze spotkamy Zbawcę, o którym Św. Jan Chrzciciel mówi: „Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem”.


