Samotność a samość

Samotni płci wszelkich łączcie się! Twórzcie pary, trójkąty i czworoboki! Zewrzyjcie szeregi! I walczcie! Walczcie! Walczcie z samotnością swoją, albowiem jest to stan najokrutniejszy z wszystkich stanów niemiłych człowiekowi. Co robi samotny przeżywający cokolwiek? Nic nie robi, ponieważ niczego nie przeżywa. Dlaczego nie przeżywa? Bo samotności przeżyć się nie da - albo się od niej ucieka, albo od niej umiera.

Czy być samemu to już znaczy być samotnym? Oczywiście nie. Być samemu jest dobrze od czasu do czasu, ale samotnym być niedobrze jest. Więc co to znaczy samotność? Samotność to znaczy być samemu i tęsknić - nie ma samotności bez tęsknoty. Czy prawdę mówią te osoby, które są same kiedy twierdzą, że im samotność nie doskwiera? Tak, mówią prawdę! A więc jakaś sprzeczność? Otóż nie, tutaj nie ma sprzeczności, ponieważ osoby, którym nie doskwiera samotność, są samotne, przepraszam - same, tylko na pozór, w oczach innych, ale ponieważ nie muszą tęsknić do nikogo, czują się świetnie z sobą samymi. Od czasu do czasu coś je tam oczywiście zakłuje, że może jednak lepiej byłoby z kimś być tu i ówdzie, lub tam i siam, ale cóż to za ukłucie: jak dotknięcie skrzydełka motyla. Albowiem dopóki się myśli, że dobrze byłoby być z kimś takim lub siakim, albo jeszcze z kimś innym, dopóty nie ma się pojęcia o tęsknocie prawdziwej. Stanu, w jakim się znajdują nie nazywałbym samotnością, lecz s a m o ś c i ą.

Tęsknić prawdziwie można tylko i wyłącznie do kogoś, kto ma włosy czarne (albo rude, albo siwe, albo gdy zgoła czaszka jest goła - prawdziwie samotni będą wiedzieć co "niepotrzebne skreślić"). Oczy tego kogoś muszą koniecznie być zielone z wyraźnie ugrowymi centkami (mogą oczywiście być także: bursztynowe, fiołkowe, smoliste, sarnie, kocie a nawet inteligentne, bystre, dra Mabuse [1000], rozmarzone a i rozmazane też czasami one być mogą, zwłaszcza gdy jesteśmy przy temacie z tęsknotą związanym. (niepotrzebne j.w.) Uszy. Uszy muszą być kształtne a nawet najkształtniejsze na świecie (również: odstające, przyległe, ogromne i muskularne, wrażliwe muzycznie, igielne i od śledzia a czasami także w barszczu. Proszę sobie poskreślać). Dalej usta. Osobiście uważam, że powinny być dobrotliwo-uśmieszkowate (ale i do wyboru: karminowe, koralowe, zmysłowe, namiętne, zaciśnięte, łapczywie łapiące powietrze, a także Jaggera. Skreślać, skreślać.). No i głos. Przede wszystkim kojący, ale również lekko schrypnięty z powodu gruzełków na strunach głosowych, które na szczęście okazały się być nie aż tak bardzo niepokojące (a także: wysoki, tubalny, populi [vox], drżący, na puszczy oraz zmarnowany - oddany na kogokolwiek w najbliższych wyborach. Skreślone?). To teraz ręce. Oczywiście wszystkopotrafiące, często umorusane ziemią z ogrodu (oraz: ruchliwe, długie, czyste, złote, twarde, lepkie, związane, niewidzialne, lub sprawiedliwości i Opatrzności oraz brudne, czyli wiadomo czyje. Już?). Proszę bardzo, teraz nogi. Te za którymi optuję są takie, że ho, ho, (ale mogą być: długie, świetne, lewe, stołowe, w galarecie, zakroczne, wykroczne i kompletne, czyli inaczej kandydaci w najbliższych wyborach. Niepotrzebne odrzucić). Wreszcie, żeby nie przedłużać, przejdźmy do omówienia postaci. Postać, według mnie, powinna być ta, która jest zawsze tuż pod powiekami (lub: zwiewna, drobna, zwalista, pozytywna, negatywna, wspaniała, historyczna, litaracka, majacząca [w oddali] oraz niejasna czyli kandydata w najbliższych wyborach).

Po sporządzeniu takiego spisu przymiotów obiektu tęsknoty, oczywiście tutaj spisu bardzo, ze względu na szczupłość miejsca ograniczonego, nie uwzględniającego jakże istotnych tysięcy szczegółów i szczególików, odcieni, barw, tonów, zapachów; osoba p r a w d z i w i e samotna, może przystąpić i zazwyczaj przystępuje, do… wycia. I wyje a wyje nie znajdując nijakiego pocieszenia ani w żadnej fotografii, ani w listach, e-mailach, talefonach i innych tego typu półśrodkach i erzatzach, które nie tylko, że nie łagodzą stanu wycie wywołującego, ale wręcz przeciwnie, mogą dokuczliwość jego pomóc wzmóc.

Jestże więc sposób jakiś, żeby cierpienia samotnych złagodzić, a wycie ich nieznośne uciszyć? Otóż prawdę mówiąc, oprócz tego jednego jedynego, który podpowiada zdradliwie, żeby ręką na wszystko machnąwszy wsiąść do samolotu byle jakiego by ściskając w garści parę zielonych, mieć wszystko w dole; nie ma takiego sposobu.

Przychodzi mi więc do głowy, żeby może, jak bracia nasi w nieszczęściu - alkoholicy, skrzyknąć się w klubach, zjazdach, rautach, konwektyklach w nadziei, że wspólne, bądź co bądź, wycie w poszerzonym gronie jakąś wszelako ulgę w przeżywaniu bólu samotności przynieść może. Wszak już w ubiegłych wiekach zalecali mędrcy mądrość swą przekazując ludowi w formie piosenki: "I wespół w zespół, wespół w zespół by żądz moc móc zmóc". Jakże łatwo sobie wyobrazić jak współnieszczęśnik w samotności w porę przez innego samotnika zaalarmowany bieży co prędzej na pomoc by w ostatniej chwili towarzysza swego przed popełnieniem głupstwa niebotycznego uchronić, a to radą światłą, a to przestrogą.

Pomijając więc wszystkich s a m o s i ó w w absolutnym samozadowoleniu w swej samości tkwiących, do Was się zwracam SAMOTNI, którzy zwłaszcza tu, w Krainie Nadmiaru Wszelakiego w nadmiarze występujecie, z hasłami na wstępie nieniejszego ogłoszonymi. I na znak jakiś czekam.



Wasz współwyjec Michał Osiecimski

Nie ten jest prawdziwie bogaty kto wiele posiada, lecz ten, komu wystarcza to co ma.