Świat wspomina Jana Karskiego
Jan
Karski pisze nowojorski Daily News dyplomata polski, który chciał
zatrzymać Holocaust, nazwany został wczoraj bohaterskim kurierem, którego
przesłanie trafiło niestety na głuche uszy.
W czasie II wojny światowej Karski ryzykował życiem, wkradając się do Getta Warszawskiego, do obozu w Izbicy oraz podróżując przez okupowaną Europę, żeby przynieść Wolnemu Światu wiadomości o Holocauście- napisał prezydent Clinton w liście odczytanym nad trumną Karskiego Były to wiadomości tak straszne, o cierpieniu i o zbrodniach, że rzadko kto mógł w nie uwierzyć.
Prezydent Clinton był w Camp David, uczestnicząc w negocjacjach pokojowych między Izraelem i Palestyną i nie mógł wziąć udziału w uroczystościach pogrzebowych swego niegdysiejszego profesora z Georgetown University.
Należy tu wspomnieć, że jeden dzień po śmierci Jana Karskiego, premier Izraela, E. Barak, i lider Palestyny, Y. Arafat, przerwali negocjacje, by uczcić pamięć zmarłego.
Trumna ze zwłokami eskortowana była przez oficerów Armii Polskiej i Amerykańskiej, a w żałobnej mszy świętej udział wzięli przedstawiciele rządów Polski, Stanów Zjednoczonych i Izraela.
Nad trumną, modlitwę Kaddish za zmarłego odmówił rabin Michael Bernebaum, ulubiony student profesora Karskiego, czcząc pamięć niestrudzonego posłańca sprawiedliwości i wolności, który był katolikiem i Sprawiedliwym Wśród Narodów Świata.
Nadeszły listy z Polski, od prezydenta Kwaśniewskiego. Karski pokazywał, jak interesy triumfują nad moralnością, a siła nad sprawiedliwością napisał między innymi prezydent III RP.
Z kolei Lech Wałęsa w swoim liście odnotował, że ludzie jak Karski nie odchodzą nigdy zupełnie. Jedząc gorzki chleb emigracji, nigdy nie sprzeniewierzył się prawdzie, ani ideałom.
Wracając do listu prezydenta Clintona. Karski oczekiwał od nas tego, czego żądał od samego siebie, abyśmy przenikliwym okiem patrzeli w twarz zła i niesprawiedliwości na świecie. Byśmy, działając z odwagą i rozumem, potrafili stawić im opór.
II wojna światowa była okresem nieszczęsnym, kiedy każdy człowiek musiał wybierać między bohaterstwem i tchórzostwem. To trudny wybór, nadludzki wręcz, i my wszyscy, którzy go podejmować nie musimy, powinniśmy być wdzięczni historii za pokój.
Jan Karski był świadkiem zbrodni w obozie tranzytowym w Izbicy, po którym ostatnim etapem był Bełżec, na własne oczy poznał prawdę o Gettcie Warszawskim, słuchał błagań Żydów skazanych na śmierć, ich błagań o pomoc. Ruszył z posłaniem w świat Francja, Wielka Brytania, USA ale jego świadectwo i żądania spotkały się z brakiem zrozumienia. Wręcz mu nie wierzono.
- W to nie da się uwierzyć! miał mu odpowiedzieć jeden z najwyżej postawionych przedstawicieli narodu żydowskiego w amerykańskiej administracji, sędzia Sądu Najwyższego USA, Felix Frankfurter.
Jan Karski, zgodnie z oczekiwaniami przywódców żydowskich w okupowanej Polsce, proponował natychmiastowe bombardowanie torów kolejowych do obozu śmierci w Oświęcimiu. Bez skutku jednak, choć istnienie tych obozów udowodniły zdjęcia wywiadowcze robione z samolotów alianckich.
Po wojnie, Jan Karski nie mógł wracać do ziemi ojczystej, którą zagarnęli komuniści. Wspomnienia, podobne jego wspomnieniom, pogrążyły Europę w oczach wielu najszlachetniejszych dzieci Starego Kontynentu, lecz ich doświadczenia, ich lekcje, pomogły całej ludzkości w drodze do sprawiedliwszego Jutra.
Cześć Ci, bohaterze, który nie widziałeś dla świata innej perspektywy niż Prawda!
Prawda mimo wszystko.