Dziennikarka, kuratorka, performerka kulinarna. Monika Kucia realizuje wydarzenia artystyczne, które łączą jedzenie i sztukę.

W brooklyńskim Museum of Food and Drink (MOFAD) opowie o polskich tradycjach kulinarnych i zaprosi do wspólnego ucztowania.   

fot. Aleksandra Rózga

Swoje projekty nazywasz wydarzeniami performatywnymi. Zamiast na wystawę, zapraszasz do wspólnego doświadczania. Co wydarzy się podczas listopadowego spotkania przy Polskim Stole?

„Polish Table: Mine, Yours, Ours” to koprodukcja nowojorskiego Museum of Food and Drink (MOFAD) i Instytutu Adama Mickiewicza. Wydarzenie odbędzie się 6 i 7 listopada. Będzie opowieścią o autentycznej polskiej kuchni i tym, jak zmieniała się na przestrzeni wieku. Inspiracją dla nas jest książka „Kucharka polska i amerykańska” wydana w 1917 roku w Ohio. Joanna Jakubiuk, szefowa kuchni, będzie serwowała dania nawiązujące do przepisów, które zostały zebrane w tym tomie. Będziemy również zastanawiać się nad tym, jak dzisiaj wygląda polska kuchnia w Nowym Jorku. Co przetrwało, co umarło, co się zmieniło. Które produkty adaptowały się do amerykańskiej kultury, które dania wrosły w kulinarną panoramę Wielkiego Jabłka. Zaprosiłam do współpracy m.in. Pierogi Boys, polski punkt streetfoodowy serwujący rodzime specjały oraz Karolinę Gumpert, która robi nowoczesny polski catering. Oprócz ekspozycji, będzie instalacja dźwiękowa (nagraliśmy m.in. stukot kieliszków, tłuczenie kotletów, obieranie jajek i odkręcanie słoika), Radio Kuchnia Polska z rozmowami na temat tradycyjnych dań oraz hafty. Współpracuję z Olgą Budzan, która przygotuje m.in. serwety „artystycznie” poplamione polskimi owocami i haftuje słoiki na starych serwetach. Motywem przewodnim jest bowiem słoik, i choć w Polsce to słowo ma raczej pejoratywne konotacje, to jednak jest bardzo dobrą metaforą, kojarzy się z przyjezdnymi, którzy do wielkiego miasta zabierają jedzenie z rodzinnych stron, kawałek historii zamknięty pod wieczkiem.

Będzie też można powąchać Polskę…

Tak, Anna Bojara stworzyła całą gamę unikatowych zapachów, np. świeżego ogórka, nadbałtyckiego bursztynu, ale też gnijących w piwnicy ziemniaków (śmiech). Na polskim stole zaprezentujemy rodzime produkty w formie mapy. Będzie to stół organoleptyczny, z możliwością wąchania i smakowania. Poza częścią eksperymentalno – doświadczalną porozmawiamy m.in. z profesorem Fabio Parasecoli , który opowie o swojej przygodzie z kuchnią polską i badaniach prowadzonych we współpracy z Polską Akademią Nauk. Wystąpi również dr Annie Hauck, współautorka „Gastropolis”, która badała zwyczaje kulinarne polskiej społeczności w Ameryce. A na koniec – wspólna uczta. Kierujemy to wydarzenie zarówno do Polonii jak i do Amerykanów zainteresowanych naszą kuchnią, budujemy most pomiędzy Polską a Nowym Jorkiem. Podsumowując – to wydarzenie artystyczne, dzięki któremu można zdobyć wiedzę, a przy okazji dobrze się najeść (śmiech).

Nowy Jork wyznacza trendy. Zdrowe odżywanie dla wielu stało się obsesją. Modnie jest bez glutenu, bez tłuszczu, raw, vegan. Tymczasem polska kuchnia kojarzy się raczej z tłustym, ciężkim jedzeniem …  

Może tak się kojarzyć, ale nie musi. Przywieziemy zioła, dzikie rośliny. Joanna Jakubiuk fermentuje liście wierzbówki i robi z tego herbatę, która nazywa się Iwan Czaj. Znana jest na wschodzie Polski. To absolutnie naturalny produkt. Poza tym jesteśmy mistrzami fermentacji. Zakwas na barszcz, który otrzymają od nas goście wydarzenia w MOFAD, to przecież coś ultra zdrowego i jednocześnie wybitnie polskiego. Wszystkie soki powstające w procesie fermentacji (z kapusty, ogórków) to absolutnie zdrowe rzeczy, wytwarzane naturalnie, którymi możemy się pochwalić. Chcemy pokazać całą gamę produktów i dań polskich, które nie mają nic wspólnego z kluchą i kotletem schabowym. Trzeba pamiętać o tym, że w dawnej Polsce było aż 200 dni postnych w roku, dlatego mamy jedną z najbogatszych kuchni jarskich na świecie.

Masz na sobie koszulkę z hasztagiem #kochamziemniaki. Muszę się przyznać, że jako dziewczyna z Wielkopolski, też obdarzam to warzywo wielkim afektem.  

Joanna Jakubiuk napisała książkę „Ziemniak”, w której jest ponad 100 przepisów na dania z ziemniaków, łącznie – uwaga!- z deserami. To niedocenione, a jednocześnie niezastąpione warzywo. Zeszłej jesieni w ramach Kulinarnego Domu Kultury robiłam wydarzenie zatytułowane „Ziemniak Interpretacje”, podczas którego nie tylko pokazywaliśmy dania z ziemniaka w interpretacji kucharzy z różnych regionów – Wielkopolski, Śląska i Kujaw, ale także zrobiliśmy wystawę ziemniaczaną w piwnicy i pokazaliśmy instalację dźwiękową Beniamina Głuszka, który podłączywszy wariograf do ziemniaka, umożliwił traktowanie go jako instrumentu; odbyło się „granie na ziemniaku”.

Jak się zostaje performerką kulinarną i co to właściwie znaczy?

Interesowałam się sztuką i literaturą, chodziłam do szkoły muzycznej, grałam w teatrze pantomimy, a potem poszłam na Akademię Teatralną (Wiedza o Teatrze). Po studiach pisałam dla „Gazety Wyborczej”, potem „Newsweeka”. Ponieważ lubiłam gotować i lubiłam jeść, kolega zaproponował, żebym zaczęła pisać recenzje nowych restauracji, które- jak grzyby po deszczu- otwierały się w Warszawie. Wtedy, a był to rok 1999, nikt się tym nie zajmował. Pisanie o jedzeniu jeszcze nie było sexy (śmiech). Następnie, przez dziesięć lat, prowadziłam rubrykę kulinarną w dodatku do „Rzeczpospolitej”. Dużo wtedy podróżowałam, zwiedziłam pół świata: Europa, Ameryka. W 2011 roku wydałam publikację Cuisine PL na czas prezydencji Polski w Unii Europejskiej. To pchnęło mnie w kierunku projektowania wizyt studyjnych dla dziennikarzy i innych gości instytucji. Zaczęłam współpracę z Ministerstwem Spraw Zagranicznych i Instytutem Adama Mickiewicza. Ostatnio np. wygrałam przetarg w KOWR (Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa) na obsługę wizyty blogerek z Dubaju.

Dzisiaj jedzenie jako temat jest bardzo popularne. Masę osób pisze blogi, wydaje książki kucharskie, prowadzi programy kulinarne w telewizji i na YouTube. Nie chcę z tym konkurować. Proponuję coś zupełnie innego. Wydarzenia, na które zapraszam publiczność, są efektem mojej wyobraźni teatralnej, doświadczenia scenicznego, są mocno zakorzenione w literaturze. To tak naprawdę wydarzenia artystyczne, które mają aspekt interaktywny, stąd „performerka kulinarna”. Najbardziej fascynujące jest to, że mogę pracować z kim chcę: kucharzem, hafciarką, ceramiczką, muzykami, innymi performerami. Przestrzeń eksploracji jest nieograniczona. Interesuje mnie aspekt duchowy, to, co dzieje się między ludźmi, rytuał.

Opowiedz, jak to wygląda…

W lutym tego roku, w ramach festiwalu Nowe Epifanie, w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie robiłam wydarzenie zatytułowane „Bieda król”. Rzecz działa się w czasie Wielkiego Postu, który jest czasem produktów biednych, odrzuconych, jak obierki, warzywa korzeniowe, a także tego, co ukiszone czy ususzone. Królewskim jabłkiem może być pomarszczony seler, a z dziko rosnących roślin mogą powstać eliksiry i nalewki dające pokrzepienie całą zimę. Bardzo ważną rolę odgrywał chleb. Olga Głębicka wykonała wspaniały tort według francuskiego przepisu pain perdu, ze starego chleba, jajek i cukru. Obłożony był białym lukrem i skrawkami skórek z chleba. Miał też żurawinowe klejnoty. Kiedy wjeżdżał w słup światła rozlegały się dźwięki „Mszy Koronacyjnej” Mozarta, artystka grała go na pile, a potem uczestnicy jedli na „potłuczonych” talerzach z porcelany.

27 października w Jeleniej Górze, w ramach Festiwalu Obrzędów robię Karkonoskie Dziady. To opowieść o przodkach, komunikowaniu się z duchami, obrzędach związanych ze świętem zmarłych. Z artystką Dominiką Kulczyńską będziemy robić piramidy z tłuczonego szkła, soli i popiołu oraz podamy ziemniaki pieczone w ognisku. To wszystko będzie zanurzone w dźwiękach lamentów cmentarnych, śpiewach z Polesia, które w tamtym regionie funkcjonują w rytuale żałoby. To, co jest najbardziej fascynujące w perfomatywnym działaniu, to niemożność przewidzenia, co wydarzy się między artystą a odbiorcą. W dużej mierze od uczestników zależy jak potoczy się scenariusz spotkania. Ja stwarzam warunki dla wydarzenia, ale to oni wypełniają je treścią. Dlatego sprawia mi to tyle frajdy.

fot. Marta Ankiersztejn

fot. Radosław Pasterski

A co gotujesz w domu i jakie nowojorskie specjały zrobiły dobrze Twoim kubkom smakowym?  

Dzieciom najczęściej gotuję rosół. Robię dobre mielone, wątróbkę, lubię kaszę, soczewicę. Moja córka ma 10 lat i uwielbia ziemniaki z gęsim tłuszczem. Moja mama robi świetny gulasz z kurzych serc i żołądków. Po każdej podróży mam przez jakiś czas ochotę na eksperymenty. Z Indii przywiozłam świetne przyprawy, więc ćwiczyłam się w tamtejszych przepisach. Generalnie stawiam na proste, świeże produkty wysokiej jakości. Lubię dobrą szynkę parmeńską, ser, wino. I ziemniaki, ha ha. W Nowym Jorku ostatnio odwiedziłam knajpkę na Brooklynie serwującą kuchnię bliskowschodnią. Jadłam tam świetny humus z jagnięciną i granatem, sernik z tahini i piłam rewelacyjne czeskie wino. Bardzo smakował mi Ramen w jednej z manhattańskich miejscówek i napar imbirowy, który wypiłam na Union Square Greenmarket.

Raport „Polska na talerzu” podaje, że Polacy rzadko wychodzą do restauracji, najczęściej jedzą w domu. Jaka jest polska kultura stołu?

Nie lubię generalizować. Myślę, że w każdym środowisku wygląda to inaczej. Mówi się, że Polacy nie potrafią biesiadować przy wspólnym stole tak, jak np. Włosi, że teraz jada się w pośpiechu, byle co, przed telewizorem czy komputerem. Ale z drugiej strony, kiedy odwiedzam mniejsze miejscowości, tam panie domu zawsze podają pierwsze i drugie danie, jedzenie jest przygotowywane z wielką pieczołowitością, a tradycja wspólnego posiłku, szczególnie w niedziele i święta, jest kultywowana. Odkąd skończyłam 19 lat i wyprowadziłam się z domu rodzinnego, dbam o to, żeby ugotować i podać sobie posiłek. Ale nie jestem ortodoksem. Zdarza mi się jeść przed ekranem komputera. Często zapraszam gości i wtedy zawsze siadamy wspólnie do stołu. Parę razy w roku urządzamy wspólną ucztę z sąsiadami. Mieszkam w kamienicy na Mokotowie, gdzie wszyscy się znamy i lubimy, dlatego bardzo chętnie celebrujemy lokalnie, we własnym gronie. Myślę, że każdy może stworzyć swoją własną tradycję i zadbać, by przy wspólnym stole było pięknie, radośnie i wyjątkowo.

 

Rozmawiała Weronika Kwiatkowska

 

 

Polish Table: Mine, Yours, Ours.

Wtorek 6 listopada i środa 7 listopada

godzina 19.00 – 21.00

 

Museum of Food and Drink (MOFAD)

62 Bayard Street

Brooklyn, NY, 11222

 

Bilety do kupienia tutaj:

Dzień pierwszy -kliknij: wtorek 6 listopada 

Dzień drugi- kliknij:  środa 7 listopada