Wtedy Apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: „Pójdźcie wy sami osobno na pustkowie i wypocznijcie nieco”. Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu. Odpłynęli więc łodzią na pustkowie, osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich wyprzedzili. Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce niemające pasterza. I zaczął ich nauczać.
Mk 6, 3—34

 

 

Kilka tygodni temu otrzymałem maila od znajomej z fragmentem książki, która wywarła na niej ogromne wrażenie. O tej książce św. Franciszek Salezy powiedział, że nawróciła więcej ludzi niż jest w niej liter. Książka „O naśladowaniu Chrystusa”, bo o niej mowa w mistrzowski sposób przybliża prawdy ewangeliczne, podkreślając równocześnie Jezusa Chrystusa jako jedyny i najwyższy ideał w dążeniu człowieka do doskonałości. Książka mówi jak godnie i mądrze żyć. Jest ona popularna wśród katolików, protestantów, a nawet niewierzących, jako poradnik życia.
Dag Hammarskjöld, szwedzki dyplomata, sekretarz generalny Organizacji Narodów Zjednoczonych, laureat Pokojowej Nagrody Nobla, zginął 18 września 1961 roku w katastrofie lotniczej w Zambii. Po śmierci dyplomaty w kieszeni jego marynarki znaleziono egzemplarz „O naśladowaniu Chrystusa”. Okazało się, że nosił ją ciągle przy sobie i czytał, gdy tylko znalazł wolną chwilę. Adam Mickiewicz znał jej długie fragmenty na pamięć. Rozczytywali się w niej Juliusz Słowacki, Cyprian Kamil Norwid, Bolesław Prus, Jerzy Liebert i Stefan Żeromski. Aleksander Wat pisze, że to dzieło pozwoliło mu przetrwać piekło sowieckich łagrów: „Gdybyśmy jak mocni mężowie usiłowali wytrwać w boju, ujrzelibyśmy niezawodnie zesłaną nam z nieba pomoc Bożą. Gdyż Bóg jest gotów pomagać walczącym i ufającym Jego łasce. On bowiem daje nam sposobność do walki, żebyśmy zwyciężyli”.
Książka rozpoczyna się słowami: „Kto idzie za mną, nie błądzi w ciemnościach – mówi Pan. Oto słowa Chrystusa, w których zachęca nas, abyśmy Go naśladowali, jeśli chcemy naprawdę żyć w świetle i uwolnić się od ślepoty serca. Starajmy się więc rozpamiętywać jak najgorliwiej życie Jezusa Chrystusa. Nauka Chrystusa przewyższa wszystkie nauki świętych, a kto zdobędzie jej ducha, znajdzie w niej mannę ukrytą. Są ludzie, którzy nawet z częstego słuchania Ewangelii niewiele wynoszą gorliwości, bo nie mają w sobie ducha Chrystusowego. A przecież kto pragnie zrozumieć i pojąć w całej pełni słowa Chrystusa, powinien starać się według Niego kształtować całe swoje życie. Cóż ci przyjdzie ze wzniosłej dysputy o Trójcy Świętej, jeśli nie masz współczucia dla
ludzi, a więc nie możesz podobać się Bogu w Trójcy Świętej? Naprawdę, wzniosłe słowa nie czynią świętego ani sprawiedliwego, ale życie prawe czyni człowieka miłym Bogu. Wolę odczuwać skruchę niż umieć ją zdefiniować. Choćbyś znał całą Biblię na wyrywki i wszystkie mądre zdania filozofów, cóż ci z tego przyjdzie, jeśli nie masz miłości i łaski Boga? ‚Marność nad marnościami i wszystko marność” oprócz jednego: miłować Boga i Jemu służyć. To jest mądrość najwyższa: przez odrzucenie świata dążyć do Królestwa niebieskiego. Marnością jest gromadzić bogactwa, które przeminą i w nich pokładać nadzieję. Marnością także – zabiegać o własne znaczenie i piąć się na coraz wyższe szczeble godności. Marnością – iść ślepo za zachceniami ciała i szukać tego, co kiedyś przyjdzie ciężko odpokutować. Marnością jest pragnąć długiego życia, a nie dbać o życie dobre. Marnością – przykładać wagę tylko do teraźniejszości, a o przyszłości nie myśleć. Marnością – miłować to, co tak szybko przemija, a nie śpieszyć tam, gdzie radość nieprzemijająca”.

Tomasz a Kempis, któremu przypisuje się autorstwo tej książki należał do zakonu Kanoników Regularnych. Pisał tę książkę nie tylko z myślą o współbraciach zakonnych. Trafia ona do każdego, bo wskazuje na Jezusa jako Dobrego Pasterza, który prowadzi nas po właściwych ścieżkach życia.
Tomasz a Kempis poszedł za Chrystusem, Dobrym Pasterzem i sam stał się pasterzem dla innych. Każdy idąc za Dobrym Pasterzem otrzymuje misję pasterską. Tak samo odpowiedzialni za te misje są kapłani, jak i rodzice, czy też każdy chrześcijanin. Idąc za Dobrym Pasterzem możemy powtarzać za psalmistą z dzisiejszych czytań mszalnych: „Pan jest moim pasterzem, / niczego mi nie braknie, / pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach. / Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć, / orzeźwia moją duszę. / Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach / przez wzgląd na swoją chwałę. / Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę, / zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną. / Kij Twój i laska pasterska są moją pociechą”. Te słowa mówią o wielkim pokoju jaki rodzi się w naszym sercu, które Chrystus uwalnia od wszelkiego lęku, nawet lęku przed śmiercią.

W dzisiejszym świecie brakuje ludziom takiego spokoju. Lęk, poczucie zagrożenia towarzyszy nawet dzieciom. W maju 2018 po kolejnej masakrze w szkole na okładce dziennika Daily News można było przeczytać: „W tym roku w amerykańskich szkołach zginęło więcej uczniów niż amerykańskich żołnierzy w czasie pełnienia różnych misji wojskowych na świecie”. Można powiedzieć, że amerykańskie szkoły są bardziej niebezpiecznie niż pola bitew amerykańskich żołnierzy. Zapewne wielu z nas pamięta masakrę 20 kwietnia 1999 roku, w Columbine High School, liceum znajdującym w pobliżu miast Littleton i Denver w stanie Kolorado w USA. Eric Harris i Dylan Klebold, dwaj nastoletni uczniowie tej szkoły, weszli na jej teren i przy pomocy broni palnej zamordowali dwunastu rówieśników i jednego nauczyciela, 24 osoby zostały ranne. Sprawcy popełnili samobójstwo zanim do budynku wkroczyła policja. Okazało się, że sprawcy masakry, bardzo dobrzy uczniowie, przygotowywali atak przez rok i świadomie wybrali dzień urodzin Hitlera. Zapewne ten „pasterz” był dla nich inspiracją. Zapewne, nie bez wyłowu byli „pasterze”, twórcy gier komputerowych i filmów pełnych przemocy, którym daleka i obca jest rzeczywistość ewangelicznego pasterza.
Od czasu strzelaniny w Columbine ponad 187 000 uczniów z prawie 200 szkół doświadczyło na własnej skórze horroru strzelaniny w szkole. Prawie na porządku dziennym są ćwiczebne alarmy, które przerażają uczniów. Tysiące szkół prowadzi ćwiczenia, w których dzieci w wieku nawet czterech lat uczą się chować w szafach, łazienkach przed ewentualnymi mordercami. Szkoła nie daje poczucia bezpieczeństwa.
Samantha Haviland rozumie ten strach. W wieku 16 lat przeżyła horror w Columbine. Obecnie jest dyrektorką poradni w systemie szkół publicznych w Denver i całe życie zawodowe poświęciła leczeniu traumatyzowanych dzieci. Sama jednak nigdy w pełni nie uwolniła się od tamtego koszmarnego poranka w Littleton w Kolorado. Doznaje ataków paniki. Nawet teraz, w ramach ćwiczeń obraz dzieci wychodzących ze szkoły z podniesionymi rękami jest zbyt bolesnym przeżyciem.
Samantha Haviland stara się uchronić dzieci przed lękiem, niesie im pokój. Można powiedzieć, że włącza się w misję pasterską Chrystusa, bo tylko w Nim jest pełnia miłości i pokoju, o czym w Liście do Efezjan św. Paweł pisze: wskazując na Chrystusa: „A przyszedłszy, zwiastował pokój wam, którzy jesteście daleko, i pokój tym, którzy są blisko, bo przez Niego jedni i drudzy w jednym Duchu mamy przystęp do Ojca”.

 

ks. Ryszard Koper