Poniedziałek
Z Chaosu powstaliśmy, w Chaos się obrócimy, jeśli sami nie ruszymy tyłeczka. Zjedzą nas rozpraszacze dnia codziennego, fejsbuki, tłyttery, telewizje, bajery, słowem cały szlam codzienności, który czyha na nasze zmysły, aby je zamulać. Jakiej trzeba samodyscypliny, jakiego samozaparcia, aby robić co dobre dla siebie – raczej co Dobre – i nie dać się pogrążyć w chaosie współczesnego – „musisz to mieć, musisz to widzieć, musisz tu być”. A do tego jeszcze rutyna codzienności, tak niedoceniana, która trzyma przy życiu największych wariatów… Nie ma zmiłuj, albo sam się zdyscyplinujesz, albo będziesz niewolnikiem jakiegoś Zuckerberga, Murdocha czy innego palanta od programowania życia i sprzedawania Twoich gałek ocznych reklamodawcom. A czasu coraz mniej, widzę to za każdym „Kolankiem”. Przecież niedawno wysyłałem do redakcji, a dziś znów trzeba pukać w klawiaturę…
Przypomina się gdzieś z młodości – gdy wydawało się, gdy czasu jest od metra, więc nie rozumiałem do końca znaczenia – wiersz Baudelaire’a „Zegar”. Teraz prawda przebija z każdego słowa, znaczy… starzeje się, człowiek:

W godzinę trzy tysiące sześćset razy mija Sekunda szybka mówiąc Pamiętaj! – swym szeptem Insekta;
mówi Teraz: „Oto jestem Przedtem i trąbą niszczycielską życie twoje spijam.”
Pamiętaj, śmiertelny! Remember! Esto memor!

(Ma krtań metaliczna włada każdym z języków.)
Minuty to są złoża kruszcu, rozrzutniku; Nie rzuca się ich, zanim złotą błysną
ziemią! Pamiętaj! Czas jest graczem namiętnym, co wygra Bez szachrajstw każdą partię; to reguła święta.
Dzień się zmniejsza i noc się powiększa; pamiętaj!
Wciąż głodna jest otchłań; opróżnia się klepsydra. Wnet wybije godzina, kiedy
boskie Losy, Kiedy Cnota dostojna, małżonka twa krucha,
Kiedy nawet (ach, zajazd to ostatni) Skrucha Powie: „Kończ, stary tchórzu, nażyłeś się dosyć!.

Wtorek
Wczorajszy wpis nieco płaczliwie zabrzmiał. Ktoś by pomyślał, że to może wymyślone problemy. Ale nie, Czas, Czas Przemijający Tak Szybko, to jedyny nasz problem, tak naprawdę. I straszliwa marnacja talentów i wszystkiego, co moglibyśmy zrobić, kim moglibyśmy być… Nie wierzycie? Natrafiłem w necie (Zuckerberg się jednak do czegoś przydaje, jak się wie jak korzystać z jego wynalazku i w umiarze). Znowu wiersz, wybaczcie towarzyszki i towarzysze, ale poezja – ze względu na dyscyplinę słowa – trafia we mnie najmocniej:
Niewygodne łóżko, twarda poduszka pod głową.
Słaby słuch. Nie widzę ludzi.
Koledzy odeszli dawno do Boga.
W południe przez okno wpada słońce.
Promienie rozgrzewają obolałe ciało.
Łyk zimnej wody rozjaśnia umysł.

Wieczorem pielęgniarka i lekarz.
Uśmiech na twarzach.
Ciepły dotyk dłoni, zastrzyk, opatrunek i masaż.
Mniej boli.
Znów gwiaździsta, ciepła noc.
Uśmiecha się okrągły księżyc.
Słyszę śpiew ptaków.
Nisko leci bocian
z gałązką na gniazdo.
Szczeka pies sąsiada.
Szumią drzewa posadzone w młodości.
Urosły do samego nieba.
Zbliża się czas, że do Boga iść trzeba.

CHCE MI SIĘ ŻYĆ!
Powyższe napisał Radosław Filipczuk, lat 11, pacjent hospicjum dla dzieci. Łyso? Jak się lenisz czasem jak ja, jak Ci się nie chce albo ględzisz „jutro zrobię”, targaj nachy, zwlekaj się z wyra i do roboty! Choćby ze względu na szacunek dla takich jedenastolatków, którym Czas prawdopodobnie nie będzie się nigdy dłużył, bo tak krótko chodzą po tej Ziemi…

Środa
Na Facebooku jeszcze jedna piękna historia, pozwalająca oderwać się od babrania we własnym sosie. I skoncentrowania na innych, bo to jedyny ratunek i ocalanie przed Rozbuchanym Ego i Życiem Bez Sensu. No więc czytajmy:
„Mama ma na imię Jadzia. Ma 79 lat. Owdowiała, kiedy miała 39 lat. Została sama z dziewięciorgiem dzieci. Mieszka na wsi w domu bez wygód. Córka Bożena doprowadziła jej wodę, ale nie stać jej na zainstalowanie pozostałych mediów. Córka się spieszy – właśnie dowiedziała się od onkologa, że ma zajęte węzły chłonne. Chce póki ma czas zebrać pieniądze, żeby zabrać mamę na pierwsze w życiu wakacje i zrobić jej łazienkę i ogrzewanie. Zbiórka idzie powoli, może ludzie są szczodrzejsi dla chorych dzieci niż dla ludzi starszych.”
Wpłaciłem, wpłacili inni, zebrało się ze cztery tysiące w złotych. To jeszcze mało, ale od czegoś trzeba zacząć. Poczułem się dobrze. Co mówię, bardzo dobrze!

Czwartek
Miałem pisać o kompromitacji Trumpa, łaszącego się do Putina w Helsinakach. Ale jestem tak wk…. y tym, co zobaczyłem, że się powstrzymam, bo korekta musiałaby ciąć bluzgi i kropkować. Na naszych oczach Pan Jestem-Wielki-Negocjator-Nikogo-Się-Boję został wciągnięty jedną dziurką od nosa, bez większego trudu przez uśmiechniętego byłego kagiebowca, który będzie w najbliższym czasie ujeżdżał naszego Prezia niczym starą kobyłę na rodeo. I być może pogrzebał całą swoją, do tej pory niezłą, prezydenturę. Kurtyna.

 

Jeremi Zaborowski