Uwielbiam pływać w Morzu Śródziemnym. Nie męczę się w nim, a jego lazurowe i turkusowe wody przedziwnie dobrze wpływają na moje dobre samopoczucie. Mam płuca o sporej pojemności, zatem mogę pływać nawet półtorej godziny, nie odczuwając zmęczenia. Po wyjściu na brzeg czuję się lżejszy i jakby odmłodzony. Wśród śródziemnomorskich fal najlepiej pływało mi się wokół Capri i na Sycylii, m.in. w Palermo, Cefalu i Taorminie. Dobrze też wspominam musujące wody w zatoczkach fiordów Calanques między Marsylią a Cassis oraz w pobliżu Sanary sur Mer i Nicei na francuskiej Riwierze. Miałem tam wrażenie, że pływam w szampańskich bąbelkach. Rzecz jasna nie były słodkie, tylko słone. Jednak nie tak słone jak w Morzu Czarnym.
Źle natomiast wspominam Sorrento i Zatokę Neapolitańską, w której poruszałem się wśród plastikowych torebek i płacht. Podczas tegorocznych wakacji pływam na północno-zachodnim koniuszku Malty, w tamtejszej Rajskiej Zatoce i w przepięknej Błękitej Lagunie na wyspie Comino. Woda jest tak ciepła i przezroczysta, że nie chce mi się z niej wychodzić. Na przemian lazurowa i turkusowa, czasem także szafirowa i zielona. Rozświelona słońcem od rana do wieczora. Nade mną ogrom błękitnego nieba, przede mną sródziemnomorski bezkres, za mną skały, zatoki i zatoczki. Muszę je zdobyć. Muszę! Płynę zatem i opływam. Płynąc, podziwiam i obmyśłam jak to wszystko zapisać, m.in. w „Kartkach z przemijania”. Niestety nie mogę notować a vista, zatem po wyjściu na brzeg część obmyśleń przepada w niepamięci.

$

Lecąc samolotem z Warszawy na Maltę widziałem przy świetnej widoczności spory kawał Europy – Węgry, Słowenię, Chorwację, południową część Włoch i Sycylię. Rozmarzyłem się, by wszędzie tam być, zwłaszcza na Półwyspie Dalmatyńskim, którego jeszcze nie znam. Pomachałem po drodze do dymiącej Etny, do której zamierzam jeszcze wrócić. Malta widziana z tegoż samolotu objawiła mi się jako wyspa skalista i kamienista. I taką okazała się w rzeczywistości; gdzie nie spojrzeć, tam skały i kamienie. Dziwiłem się, że na malutkich żwirowych pólkach rośnie zboże i widać na nich sporo winnic, drzew owocowych i upraw warzywnych. Architektura zabudowań mieszkalnych i gospodarczych jest tak inna od architektury europejskiej, że miałem wrażenie, że wylądowałem w kraju arabskim. Dopiero po jakimś czasie zacząłem dostrzegać wpływy budownictwa z sycylijskiego południa. Zwłaszcza w co bardziej okazałych willlach, pałacykach i budynkach rządowych. Wiele z nich jest ozdobionych oszklonymi balkonami z wewnętrznymi okiennicami. Niemal wszystkie okna są w różny sposób zasłonięte przed słońcem i można odnieść wrażenie, że mieszkańcy żyją w dzień w pomieszczeniach zaciemnionych lub przy świetle elektrycznym. Nigdy nikogo na tych balkonach nie widziałem. Widziałem natomiast wiele domów sypiących się lub na wpół zrujnowanych. Bywa, że w tej samej kamienicy część mieszkań jest w pełni użytkowana a część w ruinie. I to na tym samym piętrze. Podobne obrazki zapamiętałem w Palermo. Tam nawet pałace były częściowo zamieszkałe a częstościowo zrujnowane, z otworami po oknach, z których wyfruwały wielkie ptaki lub z otworami po drzwiach, z których wylatywały bezpańskie psy.

$

Dla osób lubiących pocztówkowe widoki i wypoczynek nad ciepłym i czystym morzem Malta jest miejscem wymarzonym. Jej brzegi są urozmaicone – od klifowych po piaszczyste i kamieniste. Oprócz otwartego morza, można korzystać z zatok i zatoczek oraz opalać się na skałach w odludnych miejscach. Nurkowie mogą zanurzać się w najróżniejsze głębiny. Na jachtach i łodziach można wpłynąć do licznych przystani. Nudyści, czy jak to woli – naturyści, nie mają czego tu szukać, albowiem Malta jest krajem ultrakatolickim. Złośliwi mówią, że ilość kościołów, kaplic, świętych figur i obrazów oraz wszechobecnych kapliczek przewyższa liczbę mieszkańców, których jest – wedle różnych informacji – około 430 tysięcy. Wciąż żywy jest kult św. Pawła Apostoła, który w roku 60 n. e. przebywał trzy miesiące w okolicach dzisiejszego Rabatu i Mdiny. Stąd wrócił do Rzymu. Kościoły powstawały najczęściej w stylu baroku sycylijskiego. Honorem wierzących Maltańczyków są świątynie bogato zdobione. Nie ma w nich ani jednego miejsca niezapełnionego. Ściany pokrywa rzeźbiarska ornamentyka lub szlachetne tkaniny. Obrzędy religijne mają teatralno-plenerowy charakter. Biorą w nich udział tłumy wiernych niosących wielkie święte obrazy i fenetrony z jeszcze większymi figurami świętych. Niektóre z nich są dobrymi rzeźbami. Sklepy z dewocjonaliami są wszędzie. I tak jak w Polsce panie w wieku dewocyjnym przesiadują w kościele już od rana.

$

Malta jest również atrakcyjna dla turystów lubiących wędrówki lub jazdę na rowerze po pasmach wzgórz i dolin skalistych lub zazielenionych uprawami. Ci, którzy lubią zabytki, mogą rozkoszować się nimi m.in. w Rabacie, Mdinie i Valleccie, zaś militaryści mogą być usatysfacjonowani w fortecach, fosach, strażnicach i portach wojennych. Miłośnicy przyrody poczują się dobrze w palmowych parkach pełnych śródziemnorskich kwiatów i drzew, także owocowych. Sam zjadłem kilka pomarańczy w ogrodzie przy Pałacu Prezydenckim w Valleccie. Mało soczystych niestety. Esteci mogą podziwiać wszechobecne piękne widoki na tle morza praz piękne kamieniczki w Valleccie i w Victorii na wyspie Gozo. Wszyscy natomiast zażyją szczęśliwości na owej Błękitnej Lagunie, która jest nie do zapomnienia. Bez wątpienia jest to jedno z najpiękniejszych miejsc w basenie Morza Śródziemnego. Zamierzam doń wracać i opływać tamtejsze skały i skałki. Sama wyspa Comino jest też ciekawa dla osób, które lubią połączenie krajobrazu górskiego z morzem. Co chwila ukazuje się tu inny pejzaż. Miary wrażeń dopełnia zapach wszechobecnego dzikiego tymianku i kminku oraz widok jaszczurek wygrzewających się w słońcu. Nie uciekały, kiedy się do nich zbliżałem. Wszak czuły, że je lubię.
Niea należy wybierać się na Comino w weekendy, bo wtedy przypływa tu tak wielu Maltańczyków i turystów, że robi się niesamowicie tłoczno. Na wzgórzach od strony Błękitnej Laguny, na każdym kamieniu ktoś siedzi i czeka na wolne miejsce przy wodzie. Natomiast wzgórza te widziane z drugiej strony Laguny przypominają wielkie mrowisko. W tej sytuacji odpoczywałem po pływaniu na samotnych skałkach po tej drugiej stronie. Im jestem starszy, tym bardziej boję się ludzkich zagęszczeń.

$

Chodząc po Valleccie natykam się m.in. na ślady Caravaggia i Byrona. Ten pierwszy zostawił tu dwa przepiękne obrazy- „Ścięcie św. Jana Chrzciciela” i „Piszącego św. Hieronima”, drugi zaś jeden z najsłabszych swoich utworów „Farewell to Malta”.

$

W Rajskiej Zatoce zaatakowała mnie spora ośmiornica, alem ją pokonał. Czuję się teraz prawie jak mitologiczny bohater.

Andrzej Józef Dąbrowski