„Bardzo chciałabym schudnąć, chociaż sabotuję wszystkie diety, treningi” – mówi Ania Dąbrowska, wokalistka. „Nie jestem zawzięta i chyba zbyt realistycznie oceniam swoje możliwości. Nie potrafię szukać sztucznej motywacji. Nie wycinam z gazet zdjęć modelek, łudząc się, że za pół roku będę wyglądać jak one. Nie kupuję też za małych sukienek, by się w nie wcisnąć po kilku miesiącach diety. Myślę wtedy: po co się tak katować? Czy to jakaś presja? Czy muszę komuś coś udowodnić? Potrafię wszystko usprawiedliwić” – śmieje się. Przez wiele lat była idolką nieszczęśliwie zakochanych nastolatek, ale publiczność dojrzała razem z nią. Nie ukrywa, że po latach rozstała się z mężem i sama wychowuje dwoje dzieci. Choć w domowych pieleszach było jej wygodnie, w końcu pojawiła się z nową płytą i udowodniła, że potrafi pisać przeboje. „Na chwilę zostałam typową matką Polką, pogrążoną w rozmowach o wyrzynających się ząbkach, zakopaną w pieluchach i grzechotkach. Im dłużej siedziałam w domu, tym trudniej mi było opuścić strefę komfortu, którą sobie wtedy stworzyłam” – wspomina. „W show-biznesie trzeba mieć grubą skórę. Ścianki, bankiety nie zawsze są przyjemne, chociaż obecność na nich wymusza moja praca. Głód muzyki okazał się jednak silniejszy. Śpiewanie jest jak narkotyk, z którego nie umiałabym zrezygnować” – dodaje. „Matka to też człowiek, ma własne ambicje, pasje, plany. Dzieci kiedyś dorosną, a ja muszę mieć swoją przestrzeń, która będzie moją polisą na przyszłość” – mówi Dąbrowska. „Wspaniale jest po kilku dniach trasy koncertowej wrócić do domu pełnego ciepła i dziecięcego uśmiechu. Funkcjonuję w dwóch światach: jeden to poranne pobudki, podróże busem i koncerty do późna, drugi – dzieci, normalność. Pewnie gdybym miała tylko jedno albo drugie, czułabym, że mi czegoś brakuje” – stwierdza. „Macierzyństwo to ciężka praca, zwłaszcza jeśli jest się aktywnym zawodowo, dlatego daję sobie prawo do popełniania błędów” – mówi Ania i przyznaje, że czasem nie pamięta o płaceniu rachunków, bywa chaotyczna i niezorganizowana. Dzieci to dla piosenkarki priorytet. Nigdy nie musiały konkurować z muzyką, karierą. Nie jest jednak „nowoczesną mamą”, raczej pozostaje wierna tradycyjnemu modelowi wychowania. „Staram się słuchać potrzeb dzieci, pytam, co je interesuje, nie wymagam, by były prymusami w każdej dziedzinie. Staś na przykład uwielbia samoloty, dlatego szukam dla niego zajęć, które rozwijałyby go w tym kierunku. Nie należę do rodziców organizujących dzieciom cały dzień: rano tenis, potem pięć godzin w prywatnej szkole, trzy języki, a wieczorem jazda konna. W rezultacie wychodzilibyśmy wtedy z domu o siódmej, wracalibyśmy przed północą i nie mielibyśmy czasu na życie rodzinne, a to przecież ważne” – zauważa. Czasem rozpieszcza swoje dzieci, bo „w końcu od tego jest dzieciństwo”, ale uważa, że przyjemności trzeba dawkować. „Nasze pokolenie musiało o wszystko walczyć, nie chciałabym, żeby moje dzieci były pozbawione umiejętności zdobywania” – mówi Dąbrowska. Stasia i Melę wokalistka wychowuje samotnie. „Nie jestem matką heroiczną, ale też nie dramatyzującą, rozhisteryzowaną. Staram się być w miarę zrównoważona, chociaż gdy sytuacja tego wymaga, podnoszę głos. Nie dlatego, że chcę się wyżywać na dzieciach, ale po to, by być dla nich autorytetem i pokazać, że nie akceptuję pewnych zachowań” – mówi. „Z bezsilności rozpłakałam się dwa razy” – dodaje. Na dołki artystka ma niezawodną receptę: praca. „Jeśli siedzę za długo w domu, mam czas na rozmyślania… Uwielbiam więc nie mieć czasu!” – śmieje się. „Mam wspaniałe życie i codziennie to sobie powtarzam. Ale chyba za dużo analizuję, rozkładam wszystko na czynniki pierwsze” – zastanawia się. Pewnie dlatego jej piosenki cieszą się popularnością już nie tylko wśród „naiwnych marzycieli”, ale też całkiem dojrzałych i zmęczonych życiem.
*
Młody. Piękny. I bogaty. A do tego zdolny. Poznajcie Charliego Siem’a. 32 – latek urodził się w Londynie, jest synem norweskiego miliardera Kristiana Siema i pochodzącej z RPA Karen Ann.
Zaczął grać na skrzypcach w wieku trzech lat zainspirowany grą Yehudi Menuhina. Jest absolwentem Eton College oraz muzykologii na uniwersytecie w Cambridge, w latach 1998–2004 studiował grę na skrzypcach u Izaaka Raszkowskiego w Royal College of Music w Londynie, a od kilku lat współpracuje z innymi wybitnymi mistrzami wiolinistyki, z którymi występuje w najlepszych filharmoniach świata. Swoją spontanicznością i naturalnością podbija serca publiczności, co sprawia, że mówi się o nim jako o Nigelu Kennedym XXI wieku.
Oprócz słuchu absolutnego Charlie charakteryzuje się również nieprzeciętną urodą, która zjednała mu tysiące fanek i fanów na całym świecie. Oprócz występów na scenie Brytyjczyk rozwija również karierę… modela. Wystąpił w kampaniach takich domów mody jak Boss, Armani czy Dior. Patrząc na zdjęcia artysty, można tylko zanucić z Anią Dąbrowską: och Charlie, Charlie. Ty masz taki czar, ty masz w oczach blask…
*
Jeśli mieszkacie w Nowym Jorku, to na pewno jesteście zmęczeni. Jeśli mieszkacie w Nowym Jorku i zmęczenie dopadnie was w okolicy Soho, możecie wpaść do The Dreamery – miejsca, w którym „mieszkańcy mogą zrelaksować się lub wyspać w drewnianych kapsułach”. Firma produkująca materace Casper, których beznadziejne reklamy często pojawiają się w wagonach metra, zrealizowała projekt pod hasłem: „lepszy sen dla większej liczby osób i w większej liczbie miejsc”. Powstała specjalna strefa, która ma zachęcić odwiedzających do relaksu, odświeżenia się i drzemki. Pomieszczenia może zarezerwować na 45 minut za cenę 25 dolarów poprzez stronę internetową, specjalne aplikacje lub osobiście. W mieście, które nigdy nie zasypia, jest to dość ekstrawagancki pomysł. Czy się przyjmie?
*
„Od urodzenia miałam problem. Ponoć przez pierwsze trzy miesiące darłam się wniebogłosy. Darłam się tak głośno i przejmująco, że w matczynej mleczarni ustała produkcja” – pisze w swojej książce Katarzyna Nosowska. Tak, nie przesłyszeliście się. Wokalistka „Heya” stała się autorką. I to całkiem popularną, zważywszy na nakłady anty – poradnika pt. „A ja żem jej powiedziała…”. To, co czytelnikom podoba się najbardziej, to „szczerość i autentyczność” przekazu. „Mama mówiła, że facetom nie wolno ufać, że kobiety są wredne. Mówiła: „Co ludzie powiedzą?”, „Bogaty? Pewnie nakradł”, „Jak taka będziesz, nikt cię nie zechce”, „Nikomu nie ufaj”, „Nie jedz tyle, bo będziesz gruba”, „Nie skub tego, bo dostaniesz raka”. Mając dwadzieścia jeden lat, wyjechałam do Warszawy. Z walizką, pikowaną kołdrą po babci i samooceną niższą niż Tom Cruise. Ze Szczecinem łączy mnie pięćset pięćdziesiąt kilometrów metaforycznej, napiętej jak postronek pępowiny, na której końcu tętni wspomnienie dzieciństwa” – pisze Kasia. „Trzydzieści dziewięć lat szłam w stronę katafalku, korzystając z map rozrysowanych przez rodziców, rodzinę, nauczycieli. Czułam swąd, ale mapa mówiła: „Prosto”, więc brnęłam boso w żar. Do czterdziestki, podług wskazówek, nie zaufałam nikomu, a że niska samoocena chętnie się brata z chorobliwą ambicją – nie ufałam również sobie. Obejmowana – wierzgałam. Węszyłam w poszukiwaniu zdrady. Względnie spokojna czułam się tylko, mając w polu widzenia neon z napisem „Exit”. W czterdzieste urodziny pomyślałam: „Basta!”. Postanowiłam spalić mapy, odkurzyć trzecie oko i ruszyć w stronę wieczności godna własnych zmarszczek!”. Wynikiem przemiany jest nowe, instagramowo – literacko – muzyczne wcielenie Nosowskiej. Polecamy.
Weronika Kwiatkowska