Rano jedzie się szybko. Półtorej godziny i jesteśmy w Hamilton, małym miasteczku pod Trenton. To tutaj jest jeden z najbardziej niezwykłych i magicznych parków jakie widziałam. Ground for Sculpture – to park, w którym mieszkają rzeźby.

 

Przed wjazdem do parku, wita nas rozbawiona grupa ludzi z transparentami. Ale stoją dziwnie, nieruchomo. Jakby zamarli.
Dopiero po chwili okazuje się, że to rzeźby.
Wjeżdżamy w magiczny świat wymyślony i zaprojektowany przez kontrowersyjnego, amerykańskiego artystę-rzeźbiarza Sewarda Johnsona.
Rzeźby, ukryte są w wśród egzotycznych kwiatów, krzewów i drzew przywiezionych z całego świata, pojawiają się nad brzegami małych jeziorek, na mostkach, w zadrzewionych zakamarkach. Albo stoją na ścieżce. Pojawiają się niespodziewanie. Jedne, jakby wyjęte z impresjonistycznych obrazów, inne współczesne. Są wielkości dorosłego człowieka.
Przede mną stoi dwóch facetów w garniturach, mówię przepraszam aby przejść. A oni nic. Stoją. Dopiero po chwili zauważam, że to rzeźby!
Z zarośli wyłania się grupa osób, co to piknikują na trawie. Podchodzimy bliżej. Dwóch facetów w melonikach, naga kobieta, kosze z owocami, winem, serami. To przecież „Sniadanie na trawie” Maneta! Wszyscy bohaterowie tego obrazu, jakby wyjęci z ram, powiększeni i przeniesieni do parku. Dalej postaci jak z obrazu Moneta pt „Taras nad morzem w Sainte-Adress”. Dziewiętnastowieczne damy z parasolkami, wytworni panowie. Ten obraz wisi w Metropolitan Museum w Nowym Jorku. A tu stoją sobie wszyscy bohaterowie tego obrazu! Można podejść, ukryć się pod parasolem damy albo wziąć pod rekę wytwornego pana!

W parku jest ponad 29 rzeźb zainspirowanych impresjonistycznymi obrazami. Steward Johnson mówił, że to francuscy impresjoniścy byli pierwszymi artystami z zachodniej kultury, ktorzy rozkoszowali się kontaktem z naturą. I to malarstwo impresjonistów podpowiedziało mu pomysł utworzenia parku rzeźb.
Park otwarto w 1992 roku. Na poczatku było w nim kilkadziesiąt rzeźb samego Johnsona. Dzisiaj jest ich ponad 300. I to nie tylko wzorowanych na impresjonistach. Są rzeźby współczesnych artystów z całego świata. Jest tam na -przykład rzeźba Magdaleny Abakanowicz i kilka prac Andrzeja Pityńskiego.

 

Zanim powstał park, Johnson otworzył na tym terenie Johnson Atelier. Na początku były to pracownie dla rzeźbiarzy, poźniej powstało tam również centrum edukacyjne. To tutaj, od lat, pracuje i tworzy znany m.in. z autorstwa Pomnika Katyńskiego w Jersey City, Andrzej Pityński a jego olbrzymich rozmiarów rzeźba Światowid stoi przed wejściem do Johnson Atelier.

Kim jest twórca tego niezykłego parku rzeźby? Seward Johnson, weteran wojny koreańskiej, artysta przez jednych uwielbiany przez innych znienawidzony, to syn słynnego Johnsona, właściciela firmy Johnson&Johnson.
Zanim oddał się sztuce pracował z ojcem w rodzinnej firmie. Ale w 60tych latach ojciec wyrzucił go z pracy za lenistwo i brak zainteresowania biznesem. Seward odetchnął wtedy z ulgą i zaczął tworzyć. Całe dnie spędzał w swojej rzeźbiarskiej pracowni. Jego niezwykłe prace, przez jednych nazywane szmirą a przez innch sztuką są dzisiaj na całym świecie. Jego rzeźby nie są tworzone po to aby stać w muzeach, gdzie nie można ich dotknąć. Zgodnie z jego filozofią, są one po to aby odbiorca mógł wchodzić w bezpośrednią interakcję ze sztuką. Czyli żeby mógł je dotykać, oglądać z każdej strony, czuć ich fizyczną obecność.
Swoje realistyczne postacie, wielkości człowieka, odlane w brązie, pomalowane, Johnson umieszczał w przestrzeni publicznej czyli na ulicach, na skwerach, przed budynkami. Chciał aby ludzie czuli obecność sztuki, żeby ich szokować. Jego postaci z brązu to ludzie ulicy. Zaklęci w rzeźbę urzędnicy z teczkami, robotnicy odpoczywający na ławkach, uliczni grajkowie, zakochane pary.

W parku rzeźby można spędzić cały dzień i to chyba nie wystarczy aby poznać każdy jego zakątek, obejrzeć każdą rzeźbę. Ale można się w nim zrelaksować, zagubić, zapomnieć o rzeczywistości i podziwiać sztukę. Jedne rzeźby prowokują do refleksji i zadumny, inne bawią i śmieszą. Bo jak mawia o sobie, twórca parku, ponad 80 letni dziś Steward Johnson, sztuka wymaga od odbiorcy wrażliwości i poczucia humoru.
W parku jest również znakomita, ze zwiariowanym, artystycznym wystrojem wnętrz francuska restauracja Rat`s, czyli restauracja pod szczurem. Trochę droga, ale kawę zawsze można wypić. Są też inne, równie urocze i znacznie tańsze kafejki i znakomita lodziarnia.
Wejście do parku kosztuje kosztuje 18 dolarów. Dla seniorów 15. Dzieci do 15 lat nie płacą nic.

 

Tekst i zdjęcia: Małgorzata Kałuża