29 czerwca zmarła Irena Szewińska. Najwybitniejsza lekkoatletka w dziejach polskiego sportu, uznana najlepszą sportsmenką globu w 1974 r. Rekordzistka Polski, Europy i świata w biegach na 100, 200, 400 metrów, w skoku w dal i sztafetach. „Odeszła Pani Irena Szewińska – Pierwsza Dama polskiego sportu i Dama Orderu Orła Białego. Zdobywczyni siedmiu medali olimpijskich, wielokrotna rekordzistka świata. Wielka strata i wielki żal. Szanowna Pani Ireno, dziękujemy! Na zawsze pozostanie Pani w naszej wdzięcznej pamięci!” – napisał prezydent Andrzej Duda.
W 2014 r. u gwiazdy polskiego sportu wykryto raka. Krótko po tym przeszła chemioterapię. Wszystko wskazywało na to, że  wygrała walkę z chorobą, ale nowotwór  powrócił. Sportsmenka do końca zachowała jednak sportowego ducha walki – pomimo poważnych problemów ze zdrowiem w lutym zeszłego roku poleciała do Soczi  na zimowe igrzyska olimpijskie, aby na miejscu wspierać polskich sportowców.
Irena Szewińska zaczęła uprawiać lekkoatletykę w wieku 14 lat. Siedem razy stawała na podium podczas igrzysk olimpijskich, co czyni ją najbardziej utytułowaną lekkoatletką w dziejach polskiego sportu. Swój pierwszy medal olimpijski zdobyła w 1964 roku w Tokio w sztafecie 4 x100 metrów. Swoją karierę zakończyła w 1980 roku, ale nie rozstawała się ze sportem. W latach 1980-2009 była członkinią zarządu Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. Od 1997 do 2009 roku pełniła funkcję prezesa. Za wybitne osiągnięcia w 2016 r.została odznaczona Orderem Orła Białego.
*
Katarzyna Bonda to piękna blondynka, która lubi wysokie obcasy i czerwone sukienki. A przy okazji jest autorką bestsellerowych powieści kryminalnych i scenarzystką. Właśnie ukazała się jej najnowsza książka „Czerwony pająk”. „Mieszkaliśmy w trzypiętrowym bloku przy głównej ulicy Hajnówki. Wokół inne takie same bloki, skwerki z ławkami i huśtawkami. A więc miasto, ale takie, gdzie wszędzie można dojść pieszo. Miałam może ze cztery minuty spaceru do Puszczy Białowieskiej. Tam na skraju lasu jest stadion, gdzie się odbywały zawody sportowe i mecze piłkarskie, a dalej „harcerska górka”, gdzie robiliśmy ogniska. Niesamowite wrażenie – pieczesz kiełbaski, a tu podchodzi stado żubrów. Już w liceum latem organizowaliśmy sobie nocowania w puszczy. Braliśmy na noc karimaty i śpiwory. Spanie w lesie ma moc. Widzisz gwiazdy, jest dojmująca cisza, oswajasz strach, nasłuchujesz” – wspomina. „Czy piliśmy w czasie takich wypadów alkohol? Ja nie. Byłam grzeczna i nudna. Prowadziłam samorząd szkolny, redagowałam szkolną gazetkę, grałam w siatkówkę, no i grałam na pianinie. Aż na biwaku, chyba pod koniec podstawówki, któraś z koleżanek namówiła mnie, żebym poszła do sklepu i kupiła tanie wino. Mnie, takiej wzorowej i grzecznej, na pewno sprzedadzą. Nie wiem, pewnie byłam tak beznadziejnie naiwna, ze niosłam to wino na widoku – w ogóle nie miałam poczucia, że robię coś złego, bo i tak nie zamierzałam tego pić; w każdym razie któryś z nauczycieli mnie przyłapał. Zrobiła się afera, zawołali moją mamę. Obiecałam po prostu, że już nigdy się w nic takiego nie wpakuję i było po sprawie. Pierwsze piwo wypiłam jakoś przed maturą. Papierosów nie paliłam do 25. roku życia. Zaczęłam z policjantami jako dziennikarka „Super Expressu”. Wódki odmawiałam, ale bez papierosów się nie dało. Żeby się czegokolwiek dowiedzieć trzeba było zapalić fajkę pokoju. A ponieważ z natury jestem obsesyjna, jak już zaczęłam, to na ostro” – opowiada autorka. I wspomina wakacje na wsi. „To był okres, kiedy już czytałam książki. Dzieciaki uważały, że to głupota, przecież szkoła się skończyła, już nie trzeba nic czytać. Poza tym takie leżenie na ławeczce z lekturą to było lenistwo. Wakacje, nie wakacje, trzeba było pracować w polu. Jak kazali mi zbierać truskawki, to inni zbierali po 20 koszyczków dziennie, a ja dawałam radę jedynie dwa i strasznie się męczyłam. Byłam miastowa, miękka. Straszliwie cięły mnie komary, na dodatek miałam alergię i wielkie odczyny na całym ciele. Ale najgorsze było to, jak zabili kurę i w ramach zabawy rodzina się zebrała po całym dniu pracy patrzeć, jak kura biega po podwórku bez głowy. Z nerwów zwymiotowałam” – opowiada autorka bestsellerowych kryminałów. A Wy jak wspominacie PRL-owskie wakacje u „dziadków na wsi”?
*
Czy polska aktorka ma szansę na przyszłorocznego Oscara? Joanna Kulig z rolą w „Zimnej wojnie” to zdaniem amerykańskiego portalu filmowego The Playlist obok Nicole Kidman, Violi Davis czy Amy Adams jedna z głównych kandydatek do najważniejszej nagrody filmowej na świecie. Natomiast „Zimna wojna” – według krytyków – to nie tylko pewniak jeśli chodzi o kategorię „najlepszy film anglojęzyczny”, ale również ma dużą szansę w głównej kategorii na najlepszy film. Z kolei nazwisko Pawła Pawlikowskiego pojawia się w kategorii „najlepszy reżyser” obok Spike’a Lee czy Damienne’a Chazelle’a. Do ogłoszenia oscarowych nominacji zostało pięć miesięcy, ale amerykańscy krytycy już w połowie sezonu filmowego rozpoczynają pierwsze oscarowe przymiarki. Podobno typy krytyków zwykle się sprawdzają. Trzymamy kciuki.
*
A na koniec dobra wiadomość dla fanów kryminału i PRL-u. W wakacyjne czwartki o godz. 20:00 TVP Kultura zaprasza na spotkania z legendarnym Teatrem Sensacji „Kobra”, który przez dziesięciolecia gromadził przed ekranami telewizorów widzów spragnionych dobrej rozrywki z wątkiem sensacyjnym. Tak jak przed laty, miłośnicy kryminałów pamiętający czwartkowe przedstawienia będą mieli okazję poczuć dreszczyk emocji oglądając na antenie TVP Kultura kultowe spektakle z lat 60. i 70. Dla wielu widzów, zwłaszcza młodszych, będzie to okazja do obejrzenia na ekranie legendarnych, nieżyjących już aktorów, takich jak Edmund Fetting, Jerzy Kamas, Ignacy Machowski, Bogusz Bilewski, Roman Wilhelmi czy Władysław Kowalski. Dla całej reszty – powrót do przeszłości zaklętej na małym ekranie. m
Weronika Kwiatkowska