Nowojorscy miłośnicy muzyki klasycznej należą do uprzywilejowanej grupy melomanów. W mieście określanym mianem kulturalnej stolicy świata, zamieszkanym i odwiedzanym rocznie przez tysiące artystów, nietrudno o uczestnictwo w fantastycznym koncercie i o kontakt z wybitnymi indywidualnościami sceny muzycznej.

W sezonie koncertowym niemal każdego dnia można wysłuchać kilku znakomitych wykonawców i niejednokrotnie, amatorzy muzyki stają przed trudnym wyborem – na który koncert się zdecydować, który dostarczy największych wzruszeń i wrażeń estetycznych wysokich lotów.
Wszechobecność mediów społecznościowych tego zadania nie ułatwia, zasypując nas lawiną zawiadomień o koncertach, których żadną miarą nie powinniśmy przeoczyć. Każdy, kto choć raz pod wpływem impulsu zakupił bilet na koncert lub spektakl, które pozostawiły go obojętnym, zgodzi się, że rozczarowanie jest wtedy spore. Wspaniale jest natomiast, gdy ulegając sugestiom bierzemy udział w wydarzeniu niezapomnianym – takim, które poruszy nas estetycznie, zainspiruje artystycznie, lub też po prostu pozwoli nam cieszyć się pięknym muzyki i talentu wykonawców. Takiego właśnie koncertu miałam okazję wysłuchać kilka tygodni temu w Merkin Concert Hall. Znajdujący się nieopodal Lincoln Center zespół sal koncertowych gości w sezonie artystycznym muzyków lokalnych i wizytujących, oferując nadzwyczaj bogatą ofertę występów solowych, kameralnych i orkiestrowych.
W ostatnią niedzielę czerwca jedna z kameralnych sal stała się miejscem interesującego wydarzenia muzycznego – koncertu duetu skrzypcowo – fortepianowego.
Duo Trouvaille powstał stosunkowo niedawno, jednak oboje tworzący go muzycy to dojrzali artyści, działający na nowojorskiej scenie muzycznej od lat. Urodzona w Rosji pianistka Yulia Dusman i skrzypek z Warszawy Krzysztof Kuźnik edukację muzyczną rozpoczęli w swoich rodzinnych stronach, lecz studia zdecydowali się kontynuować właśnie w Nowym Jorku. Po ukończeniu uczelni muzycznych oboje rozpoczęli ożywioną działalność koncertową i pedagogiczną – do szczegółowych biografii artystów odsyłam na adres strony internetowej zespołu (duotrouvaille. net).
Ich spotkanie przed niespełna rokiem było dziełem przypadku i zaowocowało wspólnymi koncertami.
Program dwugodzinnego występu wypełniła w całości muzyka kompozytorów dwudziestego wieku – słuchacze mieli okazję usłyszeć dzieła klasyczne i kompozycje mniej znane, wszystkie jednak spojone wspólnymi motywami przewodnimi: eklektyzmem, pastiszem i humorem.

Wieczór otworzyła „Suita w starym stylu” Alfreda Sznitke – jedyny z utworów koncertu w oryginale napisany na skrzypce, a pochodzący z dojrzałego okresu życia kompozytora i nawiązujący tak w formie jak pod względem środków kompozytorskich do muzyki baroku. Prosta, lecz niepozbawiona finezji tkanka muzyczna „Suity” nie znosi gry zmanierowanej, toteż eleganckie i pozbawione patosu wykonanie duetu posłużyło za pełen humoru i wdzięku wstęp do koncertu. Kolejny punkt programu wprowadził diametralnie różny nastrój – Trzy Preludia George’a Gershwina, oryginalnie skomponowane na fortepian solo, tu zaś zaprezentowane w aranżacji Jaschy Heifetza, to kompozycje w swoim czasie uchodzące za nadzwyczaj nowatorskie. Pełnymi garściami czerpiąc z muzyki nowojorskich klubów jazzowych czasów prohibicji, szokowały współczesnych sobie śmiałymi figurami rytmicznymi, pochodami akordów i oktaw oraz melodyką bezpośrednio przejętą ze skal jazzowej i bluesowej. Także i dziś muzyka preludiów zachowuje polor świeżości i nowości, zwłaszcza, gdy wykonana jest ze swadą i zadziornością muzyków z Duo Trouvaille. Skomplikowane rytmy i kaskady oktaw stały się w ich interpretacji kanwą dla pełnych humoru obrazków muzycznych, które porównać można do fajerwerków.
Ostatnim punktem pierwszej części wieczoru były „Tańce Rumuńskie” Beli Bartoka – cykl sześciu miniaturowych utworów bazujących na ludowych melodiach z Transylwanii. Orginalnie napisane na fortepian solo, później zorkiestrowane przez samego kompozytora, „Tańce…” na skrzypce i fortepian to utwór nadzwyczaj często wykonywany na koncertach. Niemały wpływ na tę popularność ma niezwykle udana aranżacja Zoltana Szekely, eksplorująca możliwości techniczne skrzypiec przez zastosowanie efektownych pochodów dwudźwiekowych, sztucznych flażoletów i wirtuozowskiej techniki smyczka. Duo Trouvaille efektownie odmalowało ludowy koloryt, prezentując gamę nastrojów – przez skupiony i liryczny do rubaszno-rustykalnego, kończąc finałowy taniec z żywiołowym temperamentem.

Drugą część koncertu wypełniło w całości jedno, lecz za to monumentalne dzieło – sonata na skrzypce i fortepian op. 94 Bis Sergiusza Prokofiewa. W oryginalnej wersji na flet z fortepianem, Sonata została zaaranżowana na skrzypce przez samego Prokofiewa na prośbę jego przyjaciela, wybitnego wirtuoza Davida Ojstracha. Samo dzieło nawiązuje czteroczęściową budową do formy klasycznej sonaty, w której to różniące się nastrojem i tempami ogniwa środkowe okolone są szybkimi częściami bazującymi na technice kompozytorskiej przetworzenia kontrastujących tematów muzycznych. W warstwie dźwiękowej wszechobecne są popisowość i ornamentyka, elementy utożsamiane zwykle z utworami skomponowanymi na instrumenty wysoce wirtuozowskie – jak flet lub skrzypce właśnie. Perfekcyjna równowaga pomiędzy liryzmem a brawurą oraz elegancją a humorem przyczyniają się do niezwykłej popularności sonaty. Trudno o lepsze zwieńczenie koncertu pomyślanego jako hołd humoru muzycznego, aniżeli właśnie błyskotliwa sonata, która znalazła w muzykach Dua Trouvaille godnych wykonawców.
Już od pierwszych taktów Allegro Moderato jasnym było, że jesteśmy świadkami znakomitej współpracy dwojga silnych osobowości muzycznych. Finezyjna i pogodna część pierwsza ustąpiła pola żywiołowemu scherzo, w którym artyści zaangażowali się w przekorną wymianę motywów muzycznych, ani na chwilę nie tracąc kontroli nad karkołomnym tempem. Chwilowe wytchnienie przyniosła część trzecia – nastrojowe i pastelowe w kolorycie Andante, w którym muzycy mieli okazję pokazać bardziej subtelne emocje, nawiązując wyrafinowany dialog w dynamice piano. Finał, pełne werwy Allegro con Brio, to prawdziwa apoteoza żywotności i muzycznego humoru. Spiętrzenie trudności technicznych i specyficzny, ocierający się o manieryzm język muzyczny stawiają tu przed wykonawcami spore wyzwania, którym mniej dojrzali muzycy częstokroć nie potrafią sprostać. Duo Trouvaille postawiło na witalność i potęgę brzmienia, nie zaniedbując jednak żartobliwego tonu i nie popadając w nadmierny patos. Finałowa koda, pełna perlistej ornamentyki i fanfarowo brzmiących akordów znów przywiodła na myśl pokaz ogni sztucznych, stając się jakże stosownym zwieńczeniem koncertu celebrującego humor i radość muzyczną.
Imponująca współpraca dwóch silnych indywidualności zaowocowała w przypadku Dua Trouvaille prawdziwą rasowością brzmienia. Bezkompromisowej wirtuozerii i dyscyplinie dialogu muzycznego towarzyszyło wyczucie stylu i spójność języka wypowiedzi artystycznej, zaś magnetyzm osobowości artystów trzymał publiczność w napięciu od początku do końca występu.

To zaledwie drugi z koncertów zespołu, lecz inteligentny, przemyślany i konsekwentnie realizujący wizję, której brakuje wielu współczesnym wykonawcom.
Dwie godziny spędzone w Merkin Concert Hall dostarczyły zgromadzonym nie tylko wzruszeń estetycznych, ale też jakże potrzebnej inspiracji intelektualnej. Jest pewnym, że na nowojorskiej scenie kameralnej pojawił się nowy fascynujący zespół, rozwojowi którego należy się przyglądać z dużą uwagą. Czekając na kolejne koncerty Dua Trouvaille pragnę życzyć muzykom wielu równie udanych występów.

 

Sabina Nemtusiak