Poniedziałek

Przy poniedziałku błogosławił będziesz Świętą Codzienność. Powtarzające się obowiązki, prace, które trzymają Cię przy normalności, które nie pozwalają odlecieć za bardzo w opary umysłowego absurdu albo nicości terroru emocji, które uczą dojrzałości ale i odpowiedzialności. No i które pozwalają, jakoś opanować zwiększający się terror Czasu, który ucieka tym szybciej, im jesteśmy starsi. A tak dostajemy ramy, od poniedziałku do poniedziałku, od odprowadzania do szkoły po odprowadzanie do szkoły, z pracy do pracy, z wakacji w kolejne wakacje, od pisanie „Kolanka” do następnego pisania „Kolanka” (czyli znak że mija u mnie kolejny tydzień).

 

Wtorek

Mnie czasami zajmuje z godzinę „wejście w dzień”: wstanie, medytacje, czytanie Pisma, nakręcenie się pozytywną energią… Wstawałem świergolić zaczynały ptaki. Godzinę później, śpiewają mniej, już jasno, suszarka sygnalizuje koniec 20-minutowego cyklu…

 

Czwartek

Orwell mój ulubiony. Przybliżony znów przez super publikację z netu, na którą każdy zapisać się może. To „Teologia Polityczna Co Tydzień”, łatwa do znalezienia po wpisaniu w wyszukiwarkę internetową. Wydanie sprzed dni kilku o Orwellu właśnie. Miodzio, po prostu, bo już od tytułu dobrze: „Orwell: adwokat rzeczywistości”. Tekstów jest kilka, warte po nie sięgnąć. Poniżej małe co, nieco ze wstępu:

„Orwell to pisarz wprawiający – jak to się ładnie i uczenie mówi – w dysonans poznawczy. Gdy na serio weźmie się jego teksty do ręki, na każdym kroku wychodzi jego nieprzystawalność do ukutych pierwotnie założeń. A to za bardzo lewicowo spogląda w stronę robotników i ludzi marginesu społecznego, a gdy przerzucić kolejne kilka stron, innych będzie uwierał twardy antykomunizm i antysowieckie przekonania, kolejne kilkadziesiąt stron absolutnie przekona nas, że jesteśmy prowadzeni przez brytyjskiego patriotę, który nie boi się konfrontacji z agendą własnego państwa. Ktoś by zapytał, a gdzie tu taka heca. Czy nie pełno na świecie socjalistów, patriotów i antyutopistów? Racja! Ale czy często spotykamy ich wplecionych w jedną postać wyposażonych w takie zasoby literackiego talentu?”

A wszystko pisane w 115. Rocznicę urodzin Georga Orwella, a właściwie Erica Arthura Blaira. A więc jak to w polskiej rzeczywistości: jest rocznica, można pisać. Ale bez żartów. Czytamy dalej o „postaci niezwykłej, która ukształtowała nie tylko imaginarium literackie, ale i modus politycznego opisu totalitaryzmów. Co więcej, to on ukazał oblicze świata mogącego załamać się pod samym sobą. Na pozór autor W hołdzie Katalonii jawi się jako pełen sprzeczności – socjalistyczny syn imperium; inteligent włóczęga; niedoszły policjant, który stał się pisarzem i radiowcem; sprzymierzeniec robotników zwalczający wpływy Związku Sowieckiego; oddany obywatel Korony, wypominający błędy własnemu państwu – bez wątpienia wyłamuje się dzisiejszym podziałom. Taki był! W jego działalności i pisarstwie uwidacznia się dążenie do zespolenia myśli i czynu, bez meandrów znanych politycznemu niuansowaniu prawdy”.
I jeszcze: „Można powiedzieć, że Orwella nie interesują idee jako takie i w ogóle wszelkie dywagacje na tematy ujęte abstrakcyjnie – on zmaga się z rzeczywistością. Zarówno zastaną, jak i tą pojawiąjącą się za rogiem historii. To nie przypadek, że tuła się razem z włóczęgami, pracuje z robotnikami, zamiast pisać jedynie o nich i ich prawach w zaciszu inteligenckiego gabinetu. Wedle tego samego wzorca wyrusza obserwować walki w toczące się w Hiszpanii, aby zobaczyć jak wygląda słowo ideologii wcielone w czyn. Smakuje dzieje, mierzy je ręką, dotyka ich bebechów. Nie daje się ponieść wielkim narracjom, które rysują i opowiadają świat za jego oknem. Staje się swoistym adwokatem rzeczywistości – bez ugłaskiwania paradoksów przynależnych ideologiom. Takie podejście pozostawia go wolnego do opisywania tego, co widzi – nazywając kłamstwo fałszem, a niegodziwość podłością. Jest wierny sobie i – trzeba tu użyć tego wielkiego słowa – prawdzie. Właściwie wypełnia stare dobre arystotelesowskie ujęcie prawdy – zgodności sądów z rzeczywistym stanem rzeczy, którego ten sąd dotyczy.

To człowiek, który może służyć dziś jako metron podejścia do spraw wspólnotowych. Bez ideologicznej zaciekłości, rzetelnie, z pełnym wachlarzem argumentów, ale bez oporu na racje stojące bliżej rzeczywistości.

Czy nie brakuje nam dzisiaj tego we współczesnej debacie – od Nowego Jorku, przez Londyn, Paryż, Berlin do Warszawy? Wyobraźmy sobie przez chwilę świat, w którym wszelkie łamy i szpalty są wypełniane przez „orwello-podobnych” autorów. Bylibyśmy w innej rzeczywistości – jakże ciekawej (idąc tropem myśli Józefa Mackiewicza, że „tylko prawda jest ciekawa”) ! Jednak pora zejść na ziemię – tak też zrobiłby bohater tego tekstu. Niech to stanowi dla nas pewne memento.”

Parafrazując znany wierszyk zakończę: Czytajcie Orwella, dziewczęta/ czytajcie i chłopcy, do jasnej cholery!

 

Jeremi Zaborowski