O najstarszym polonijnym biurze podróży – American Travel Abroad, Małgorzacie Kałuży opowiada jego właściciel, Zbigniew Węgiel.

 

Godzina druga po południu. Manhattan. Kolorowy, rozkrzyczany tłum biegnie we wszystkich kierunkach. Przy budkach z fast foodami kolejki. Mieszają się zapachy jedzenia z całego świata. I ludzie z całego świata. Samochody trąbią jak oszalałe, gońcy na rowerach manewrują pomiędzy nimi klnąc we wszystkich językach.

 

8 Aleja i 35 ulica to biznesowe serce miasta. To tutaj pod numerem 505, na ósmym piętrze mieści się American Travel Abroad, najstarsze polonijne biuro podróży.

W tym roku AMTA obchodzi 70 urodziny – mówi właściciel agencji, Zbigniew Węgiel.

– Założył ją w 1948 roku Amerykanin żydowskiego pochodzenia. Był to czas, kiedy Żydzi z całego świata przygotowywali się do powstania państwa Izrael. A on organizował im wyjazdy do Palestyny. Biznes kwitł. Tysiące ludzi z różnych stron świata korzystało z jego usług.

W 1970 roku wyjazdy do Izraela zmiejszyły się i ówczesny właściciel zdecydował się sprzedać biznes. Wtedy kupiła go moja rodzina. Mój stryj prowadził wcześniej agencję w Massachuset, miał doświadczenie i zaczęliśmy działać. Później ja i mój kuzyn Aleksander przejęliśmy firmę. Otworzyliśmy również oddział AMTY w Chicago, który prowadzi mój syn. I tak działamy przez 48 lat.

Dla Zbigniewa Węgla, AMTA, to amerykańska przygoda, pasja i sposób na życie.

– A wszystko zaczęło się w 1965 r. – wspomina pan Węgiel. Zaciągnął mnie do Ameryki mój stryj. Po szarej, komunistycznej Polsce zobaczyłem inny, kolorowy świat! Stwierdziłem, że tu mam szansę na ciekawe życie. Oczywiście na początku nie było łatwo. Pierwsze kroki stawiałem w fabryce w New Britain. Pracowałem fizycznie ale szybko awansowałem i z pracy na tokarce przeniesiono mnie do biura. Stanąłem wtedy na nogi. Choć gdyby nie stryj, to pewnie pracowałbym tam do końca życia. Ale on postanowił, że zatrudni mnie w swojej agencji i będziemy razem działać. Dzięki niemu, krok po kroku zaczęliśmy budować rodzinny biznes. I tak to, po latach, stałem się właścicielem AMTY- opowiada pan Zbigniew.

 

Było to wtedy małe biuro podróży i korzystali z niego głównie Polacy. Powoli AMTA rosła w siłę, stając się hurtownikiem biletów lotniczych, nawiązując współpracę z liniami lotniczymi, polonijnymi i amerykańskimi agencjami podróży oraz promując zorganizowane wyjazdy do Polski.

Biznes zaczął kwitnąc po 1978 roku kiedy to kardynał Wojtyła został papieżem. Tysiące ludzi, Polonusów i Amerykanów zaczęło tłumnie jeździć do kraju, w którym urodził się pierwszy słowiański papież.

Ludzie chcieli zobaczyć miejsca związane z Janem Pawłem II. Papież-Polak był na pierwszych stronach wszystkich amerykańskich gazet. Jego wybór na głowę kościoła katolickiego na świecie był główną wiadomością we wszystkich mediach. I to była również najlepsza promocja Polski, która napędzała turystykę.

AMTA kwitła zyskując znakomitą opinię i coraz większe zaufanie zarówno wśród prywatnych turystów jak i agentów podróży. Zaczęto organizować toury nie tylko po Polsce ale i po Europie. Zapracowani Amerykanie, co to mają niewiele wakacji, jadąc do Polski, chcieli nie tylko przejść się śladami Jana Pawła II ale przy okazji zwiedzić inne, historyczne miejsca.

– To były czasy hossy – wspomina Zbigniew Węgiel. Biznes rozwijał się znakomicie. Ugruntowała się nasza pozycja na amerykańskim, turystycznym rynku. Coraz więcej amerykańskich agencji podróży korzystało z naszych usług, bowiem jako hurtownik biletów lotniczych oferowaliśmy atrakcyjne ceny i ciekawe wyjazdy…

Ale przyszedł rok 1981, stan wojenny w Polsce i wszystko się załamało. Zaczęły się gromadzić czarne chmury nad naszym biznesem. Dzięki Bogu udało nam się przetrwać. Musiało jednak upłynąć kilka lat zanim znowu stanęliśmy na nogi.

Po upadku komunizmu Polska znowu stała się atrakcyjna zarówno dla Polonii jak i Amerykanów. Kusiła nie tylko niskimi cenami wakacyjnych wyjazdów ale i możliwością inwestowania, zakładania biznesów. Jeździli więc polonijni i amerykańscy biznesmeni nie tylko do Polski ale i do innych pokomunistycznych krajów.

Staraliśmy się reagować na tę korzystną sytuację i trzymać rękę na pulsie. Rozwinęliśmy więc współpracę z nowymi liniami lotniczymi, z nowymi agencjami podróży, organizowaliśmy coraz więcej zbiorowych i biznesowych wyjazdów. Ale, że nic nie może trwać wiecznie, znowu dostaliśmy po głowie – wspomina Zbigniew Węgiel. Zamachy terrorystyczne na Nowy Jork i Waszyngton doprowadziły do kolejnego załamania turystyki. Ludzie przestali latać nie tylko do Europy. Kryzys dotknął całą światową turystykę. Mając wiele lat doświadczenia, wiedzieliśmy, że ludzie wcześniej lub później znowu zaczną podróżować. Że trzeba zacisnąć pasa, przeczekać – przetrwać trudny czas.

AMTA poradziła sobie. Dzisiaj współpracuje z 15 liniami lotniczymi. Dzięki znakomitej reputacji na amerykańskin rynku turystycznym jest w stanie wynegocjować dobre, hurtowe, ceny biletów. I to nie tylko do Europy ale coraz częściej do Azji. Oferowane przez AMTĘ, wakacyjne wyjazdy na Karaiby czy do Meksyku cieszą się powodzeniem zarówno wśrod Polonii jak i Amerykanów.

W nowej ofercie znajdują się wyjazdy do polskich sanatoriów, które mają coraz lepszą opinię na świecie. Te organizowane przez AMTĘ będą tańsze niż wyjazdy na własną rękę. Będzie to atrakcyjna oferta nie tylko dla rodaków ale i Amerykanów. Jeden dzień pobytu w polskim sanatorium z pełnym wyżywieniem, noclegiem i zabiegami kosztuje tyle, ile godzinny masaż w eleganckim, amerykańskim spa! Polskie sanatoria to olbrzymi, nie wykorzystany jeszcze potencjał!

Każdego roku to najstarsze, polonijne, biuro podróży sprzedaje ponad 60 tysięcy biletów. Obroty firmy przekraczają rocznie 40 milionów dolarów. AMTA współpracuje z 70 polonijnymi agencjami podróży i setkami amerykańskich agencji podróży.

-W naszej pracy nie można się nudzić. U nas nie ma biurowej monotonii – mówi Zbigniew Węgiel. Praca w turystyce to niekończąca się przygoda i podróż. Czasami myślę, że może już czas pójść na emeryturę, odpocząć. Ale coś mnie tutaj trzyma. Boję się, że bez pracy moje życie stałoby się po prostu nudne.

Rozmawiała Małgorzata Kałuża