Przestrzegam trzech zasad:
1. obiecałem Naszym, że będę z Nimi – więc nie krytykuję;
2. cieszę się z sukcesów i chwalę – ale jeśli jest za co;
3. nigdy nie załamuję rąk, wyciągam wnioski, bo jutro też jest dzień i trzeba iść do przodu. Biało-Czerwoni stało się. Trudno. Głowa do góry!
Andrzej Duda, Prezydent RP

 

Polska reprezentacja przegrała dwa pierwsze mecze na Mistrzostwach Świata w Rosji i praktycznie została wyeliminowana z dalszych rozgrywek.

 

Porażka mogła być do przewidzenia. W wiosennych spotkaniach sparingowych drużyna Adama Nawałki nie wypadła zbyt dobrze. Polska ledwo zremisowała z reprezentacją B Chile. Wynik 4: 0 z bardzo słabiutką Litwą jakby rozwiał pewne niepokoje.

Od kilku miesięcy pompowano do granic możliwości atmosferę przedmundialową. Specjalnie przygotowany na tę okazję przebój „Polska drużyna się nie zatrzyma” nadawany był setki razy w radio i TV. Towarzyszyło temu wszędzie hasło „Orły do boju”. Stacje benzynowe Orlenu zostały udekorowane na biało-czerwono a widzowie telewizyjni byli bombardowani reklamami zabarwionymi akcentami piłkarsko-patriotycznymi. Nawet prezes PZPN Zbigniew Boniek wystąpił, co wydaje się kontrowersyjne, w reklamie piwa „Tyskie”. Niektórzy komentatorzy twierdzą, że mieliśmy do czynienia z sojuszem biznesu, mediów i hurrapatriotów.

Doświadczenia sprzed kilkunastu lat nie nauczyły Polaków ostrożności.

W roku 2002 rozbujano nastroje do maksimum. Pamiętam, jak ktoś z kierownictwa polskiej reprezentacji powiedział, że już widzi kapitana naszego zespołu wychodzącego z samolotu na lotnisku Okęcie z Pucharem Świata. Samo zakwalifikowanie się na mistrzostwa potraktowano jako olbrzymi sukces. Polskich piłkarzy wynoszono pod niebiosa. Nic więc dziwnego, że niektórzy z nich spoczęli na laurach. Wkrótce na głowy kibiców wylano kubeł zimnej wody. W pierwszym meczu z Koreą Południową przegraliśmy 0: 2 a w następnym, z Portugalią, 0: 4. Zwycięstwo nad przeciętną drużyną USA nie miało żadnego znaczenia. Cztery lata później sytuacja z grubsza powtórzyła się. Później, przez 12 lat, nie udało się nam zakwalifikować na mistrzostwa.

Piłka nożna jest najbardziej popularną dyscypliną sportową. Nic więc dziwnego, że mundialowe sukcesy danego kraju podwyższają jego prestiż na światowej arenie a nawet mają wpływ na sytuację wewnętrzną. Od dawna wiadomo, że sportu od polityki nie da się oddzielić.

Widać to najlepiej w Ameryce Łacińskiej, gdzie futbol jest traktowany prawie jak religia. Władze aplikują czasami meczowe zwycięstwa jako remedium na problemy społeczno-gospodarcze. Jak wiadomo, w roku 1969 doszło do kilkudniowej „wojny futbolowej” między Hondurasem i Salwadorem, po przegranej Hondurasu w spotkaniu ze swym sąsiadem.

Sukcesy polskiej reprezentacji na Mundialu 1974 (całkiem zasłużone) wykorzystywały ówczesne władze komunistyczne. Tak się złożyło, że obchodzono wówczas okragłą rocznicę utworzenia PRL. Powracająca do kraju drużyna Kazimierza Górskiego witana była transparentami o treści: „Srebro nam wieziecie na trzydziestolecie”.

Również tym razem władze rządowe w Polsce włączyły się aktywnie w gorączkę przedmundialową. Prezydent Duda i premier Morawiecki spotkali się z narodową reprezentacją i kilkakrotnie wydawali oświadczenia popierające polski zespół. Andrzej Duda oglądał mecz Polska – Kolumbia w „marynarskiej” strefie kibica na ORP Generał Kazimierz Pułaski. W kręgach „twardej” opozycji mówi się, że niedzielna klęska spowoduje frustrację wśród wielu kibiców, co będzie miało wpływ na notowania obecnej ekipy rządowej.

 

*

 

Polityczne zamieszanie dotyczy również kraju-gospodarza obecnych mistrzostw. Elita rządowa Rosji włożyła dużo wysiłku aby uzyskać prawo zorganizowania Mundialu 2018. Po aneksji Krymu przez Moskwę oraz rozpętaniu wojny domowej na wschodzie Ukrainy w roku 2014, podniosły się liczne glosy w świecie zachodnim aby rozgrywki mundialowe przenieść do innego kraju. Tak się jednak nie stało. Faktem jest jednak, że przywódcy prawie wszystkich państw biorących udział w mistrzostwach zbojkotowali uroczystą inaugurację imprezy 14-go czerwca.

Dobrze, że wśród zakwalifikowanych do mundialu drużyn nie ma piłkarskiej jedenastki z Ukrainy. Kibice z Kijowa mogliby wtedy powiedzieć: jak tu grać, skakać i weselić się w kraju, który najechał i zajął kawał naszej ojczyzny.
Putin niewątpliwie wykorzystuje rolę gospodarza do podniesienia prestiżu Rosji i rozkręcenia nastrojów patriotycznych. Ogólnie wszystko na razie mu sprzyja. Wygląda na to, że reprezentacja Federacji Rosyjskiej zajmująca 70-te miejsce w światowym rankingu FIFA (za takimi „potęgami” futbolowymi jak Albania i Jamajka) wyszła ze swojej grupy i kwalifikuje się do dalszych rozgrywek.

 

Kazimierz Wierzbicki