Koniec marzeń, koniec snów. Orłom Nawałki przetrzepano piórka, w które reprezentacja tak pięknie stroiła się przed mundialem. „Wstyd! Żenada! Kompromitacja! Cieniasy!”- posypały się inwektywy, a pierwsze strony polskich gazet zaroiły od dramatycznych tytułów: „Zawód i upokorzenie. Wszystko źle!”, „Spadaj Polsko!”, „Polska wykopana na aut” itp. „Bardzo nie chcieliśmy zrobić takiej okładki. Ale nasze wróble Nawałki nie dały nam wyboru” – skomentował Robert Feluś, redaktor naczelny „Faktu”. „Oszukaliście nas, królowie reklamy. Wstyd na cały świat! Butiki wam otwierać, a nie koszulki z orłem zakładać” – podsumował grę piłkarzy zaraz po zakończeniu meczu. Z kolei „Przegląd Sportowy” na pierwszej stronie stwierdził, że gra naszych piłkarzy to „Dziady. Futbolowy dramat w 2 aktach” oraz przypomniał, że w podobny sposób – po dwóch pierwszych przegranych meczach – reprezentacja Polski odpadła z mundiali w 2002 i 2006 roku.

Sukces, jak wiemy, ma wielu ojców, a porażka… do niej przyznać się najtrudniej. Nazajutrz po „masakrze w Kazaniu” podczas konferencji prasowej, kapitan reprezentacji tłumaczył: „Ja nigdy nie mówiłem, że jesteśmy faworytem. Moim zdaniem trafiliśmy do najtrudniejszej grupy. Każdy wierzył w reprezentację, chciał, by odniosła sukces, by było pozytywnie. My też wierzyliśmy, że trafimy z formą. Próbowaliśmy, ale nie byliśmy w stanie przeskoczyć pewnego poziomu. Stoję murem za trenerem, sztabem i piłkarzami”. „Towarzyszą nam negatywne emocje. Jeśli porównamy sobie to, jaki każdy z nas miał sezon poprzedzający Euro i mundial, to widać różnicę. Ciężko przygotować zespół w 2-3 tygodnie. Wyciskaliśmy 110 procent” – tłumaczył Lewandowski. „W niedzielę było widać różnicę klas. Eliminacje i awans były sukcesem. Na więcej nie było nas stać. Ciężko jest zdobyć punkty tylko walką – na mundialu samo zaangażowanie to za mało”- przekonywał. I szczerze przyznawał: „Jestem rozczarowany tym, jak zagraliśmy. Nigdy nie mówiłem, że to może być mój turniej życia. Nie wiem, jakie argumenty za tym przemawiały. Okazji do strzelenia gola miałem niewiele. Czuję się odpowiedzialny za porażki, ale nie pod względem osobistym. Piłka nożna to sport zespołowy. Nic więcej nie mogłem zrobić” – rozkładała ręce nasza największa gwiazda. Komentatorzy przypominają, że Polacy pojechali na mistrzostwa jako ósma drużyna świata – taką pozycję zajmowaliśmy w rankingu FIFA. Jednak na boisku pokazaliśmy, że nie potrafimy grać w piłkę. „Porażkę z Senegalem próbowano jeszcze jakoś tłumaczyć, ale baty, które dostaliśmy od Kolumbii nie są do usprawiedliwienia” – napisał rozczarowany kibic. „Nasi chłopcy umieją grać. Ale w reklamach” – wtórował mu inny. „Nigdy w historii nie przestawałem kibicować w trakcie gry. Ale to jest przesada. Zachodzę w głowę, jak żeśmy się tu dostali i uważam, że to pomyłka. To nie jest w ogóle turniej dla nas” – grzmiał zagorzały fan piłki nożnej. „Nie sprostaliśmy zadaniu”- stwierdził szczerze Lewy i przekonywał, że nie można stawiać krzyżyka na reprezentacji – „Patrząc w przyszłość, nie możemy się poddać, trzeba wciąż wierzyć w tę kadrę. Najłatwiej wszystko zburzyć, ale po co to robić? W ostatnim meczu z Japonią zagramy o honor, a potem dalej będziemy tą kadrą, która zaprowadziła nas tam, gdzie jesteśmy”- przekonywał Lewandowski. „Czyli w ciemnej d….”- podsumował komentator sportowy, któremu puściły nerwy.

Szkoda, że zabawny wierszyk, który krążył w sieci przed rozpoczęciem mundialu, okazał się… profetyczny:

 

Piłka jest okrągła, a bramki są dwie/ chłopców jedenastu, wszyscy grają źle

Dwie mamy brameczki i okrągłą piłkę
Nikomu się nie chce wykazać wysiłkiem

Bramki mają słupki, chyba tak ze cztery
Lubią se w nie trafiać nasze kanoniery

Okrągły jest stadion, murawa zielona Znów nie wyszli z grupy, zabawa skończona.

*

Marcin Dorociński użyczył głosu postaci Ryszarda Kapuścińskiego w pełnometrażowej animacji „Jeszcze dzień życia” (Another Day of Life) w reżyserii Damiana Nenowa i Raúla de la Fuente. W pozostałych rolach wystąpili m.in. Olga Bołądź, Arkadiusz Jakubik, Tomasz Ziętek. „Film opowiada historię dziennikarza piszącego reportaż o wojnie domowej w Angoli w przededniu odzyskania niepodległości w 1975 roku. Podczas wyprawy reporter zdaje sobie sprawę, że jest świadkiem wydarzeń, których znaczenie będzie wymagać wyjścia poza rolę obserwatora. By opowiedzieć historię Angoli sam będzie musiał stać się jej częścią”- czytamy. Film na podstawie książki najsłynniejszego polskiego reportera wejdzie do polskich kin 2 listopada, jednak już teraz święci triumfy za granicą. Właśnie został nagrodzony Specjalnym Wyróżnieniem Jury na festiwalu Biografilm w Bolonii.

 

*

 

„To uwłaczające twierdzić, że wydawałem 30 tysięcy dolarów na wino”- stwierdził Johnny Depp. „Wydawałem dużo więcej” – przyznał z dumą. „A co z pogłoską, że wydałeś trzy miliony dolarów na wystrzelenie prochów Thompsona ze specjalnie zbudowanej armaty?” „To nie były trzy miliony. To było pięć milionów” – odpowiedział aktor. O jego szczerym wywiadzie, którego udzielił magazynowi „Rolling Stone” rozpisują się magazyny plotkarskie na całym świecie. Gwiazdor opowiedział o braniu narkotyków, wydawaniu niebotycznych kwot na alkohol, a także o walce z depresją po rozstaniu z Amber Heard. „Byłem w tak kiepskim stanie, w jakim tylko można być. Następnym krokiem byłoby pojechanie gdzieś z otwartymi oczami, a wrócenie z zamkniętymi. Nie mogłem tak cierpieć każdego dnia” – stwierdził. Wybrał się więc w trasę ze swoim zespołem The Hollywood Vampires i zaczął pisać pamiętnik. „Każdego ranka nalewałem sobie wódki i pisałem, aż łzy napłynęły mi do oczu i nie widziałem już kartek” – wspomina. „Zastanawiałem się, co zrobiłem, że na to zasłużyłem. Starałem się być dla wszystkich dobry, pomocny i szczery. Prawda jest dla mnie najważniejsza. A mimo to to wszystko mi się przydarzyło” – narzekał. Czy „pirat z Karaibów” podniesie się z upadku i wróci do formy? Jak mawiał Ksiądz Koper- na razie mamy przyznanie się do winy, ale gdzie żal za grzechy i pokuta? No właśnie.

 

Weronika Kwiatkowska