Starania rządu polskiego o utworzenie stałej bazy sił zbrojnych USA na terenie RP nie odnoszą pozytywnych skutków.

 

Przyznała to otwarcie Kay Hutchinson, amerykańska ambasador przy NATO, nominowana już przez Donalda Trumpa, a więc poza podejrzeniami o chęć politycznej manipulacji. Na pytanie jednego z polskich dziennikarzy obecnych na spotkaniu ministrów obrony Sojuszu, ambasador Kay Hutchinson odpowiedziała: „Sądzę, że żadne działania w tej sprawie ze strony USA nie zostały podjęte. Polska jest wspaniałym sojusznikiem i silnym członkiem naszego natowskiego Sojuszu, ale w tej chwili nie ma planów żadnej nowej bazy w Polsce. Oczywiście, jeśli Kongres poprosi o analizę i to zatwierdzi, taka analiza zostanie sporządzona”.

Z polskiej perspektywy ten Sojusz jest najważniejszy i jedyny; dla Ameryki jest zapewne najważniejszy, ale nie jedyny.
Sytuacja w Azji Wschodniej nadal wymusza na USA obecność wojskową w Korei, Japonii lub na Filipinach. W Europie mimo wszystko jest spokojniej. Ambasador Hutchinson wręcz dementuje sugestię jakichkolwiek negocjacji, używając sformułowania, iż kwestia „nie leży obecnie na stole”. Polska propozycja stałej bazy z dofinansowaniem 2 mld dolarów jest więc tylko naszą ofertą, na razie niepodjętą. Co nie znaczy, że nieistotną.

Fiasko obecnej próby nie oznacza rzecz jasna, że perspektywa stałego bazowania wojsk USA w regionie jest na zawsze unicestwiona. Wiele zależy jednak od rozwoju sytuacji bezpieczeństwa, szczególnie od działania władz rosyjskich. Wielką niewiadomą jest czy Rosja złagodzi swą agresywną politykę, czy też będzie nadal prowokować.

Natomiast wszystko wskazuje na to, że tymczasowy, rotacyjny pobyt wojsk amerykańskich w Polsce będzie kontynuowany.

W sprawie możliwości utworzenia bazy wypowiedział się ostatnio na łamach „Politico”, dobrze znający realia Europy Wschodniej, amerykański generał Frederick Hodges. Jest on zdania, że ważniejsza od liczebności wojsk i ich konkretnej lokalizacji jest polityczna i oparta na wspólnocie wartości jedność Sojuszu. To ona może zagwarantować, że gdy przyjdzie do politycznej decyzji o zastosowaniu art. 5. w celu kolektywnej obrony, nikt się nie zawaha. Dlatego jakiekolwiek pomysły czy inicjatywy dzielące sojuszników są z definicji szkodliwe, nawet jeśli któremuś z nich chwilowo wydają się bardzo korzystne.

Niewątpliwie pewne zaniepokojenie na Kremlu wywołała opinia Hodgesa, że rotacyjne jednostki NATO mogłyby być rozmieszczone w państwach Europy Wschodniej nie będących członkami Sojuszu Atlantyckiego, jak np. Ukraina lub Gruzja. Moskwa uznaje niepodległość tych krajów, ale uważa, że powinny one znajdować się w strefie wpływów Federacji Rosyjskiej.

*

Sceptycznie o amerykańskich bazach w Polsce wypowiada się również kandydatka na stanowisko ambasadora USA w Polsce, biznesmenka i przyjaciółka prezydenta Trumpa, Georgette Mosbacher.

Podczas przesłuchania w amerykańskim senacie Mosbacher przywołała słowa Donalda Trumpa o znaczeniu Polski jako silnego, demokratycznego kraju i lojalnego członka NATO.

Zaznaczyła również, że „ma świadomość aktualnych obaw dotyczących poszanowania instytucji demokratycznych w Polsce”. Chodzi o proces reformy systemu sądownictwa, do którego odnoszą się krytycznie niektóre kraje Unii Europejskiej.

Kandydatka na ambasador USA w Polsce odpowiadając na pytanie dotyczące wzrostu antysemityzmu w Europie stwierdziła: „Niestety został on wywołany przez prawo dotyczące Holokaustu, które Polska niedawno uchwaliła”. Była to wypowiedź na temat uchwalonej niedawno przez Sejm RP nowelizacji Ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej.
Oświadczenia te wywołały pewną konsternację w Warszawie. Sprawę tej wypowiedzi miał poruszyć w rozmowach w Departamencie Stanu przebywający w Waszyngtonie wiceminister spraw zagranicznych Bartosz Cichocki.

Wypowiedź Mosbacher skomentowała rzeczniczka Prawa i Sprawiedliwości Beata Mazurek. Jej zdaniem takie słowa „w ogóle nie powinny paść”. Mazurek zaznaczyła, że Amerykanka nie objęła jeszcze stanowiska ambasadora.
Mosbacher w swoim wystąpieniu powiedziała, że East Chicago w stanie Indiana, gdzie mieszkała jej babcia, było otoczone przez polską kulturę. Przyszła ambasador dodała: „Gdziekolwiek spojrzałam, widziałam tych ciężko pracujących imigrantów, głęboko oddanych, pracowitych ludzi”.

Szef gabinetu Prezydenta RP Krzysztof Szczerski oświadczył: „Jeśli Georgette Mosbacher zostanie wysłana do Polski, prezydent Andrzej Duda przyjmie od niej listy uwierzytelniające, pomimo jej niepotrzebnych i błędnych wypowiedzi w Senacie USA.”

 

Kazimierz Wierzbicki