Ostatnio dość często słyszy się opinie znanych osób, które deklarują, że wstydzą się być Polakami oraz ukrywają swoją polskość podczas zagranicznych wizyt.

 

Inni boją się obecnej władzy, która sprawuje rządy od przeszło dwóch lat.

O swoich kłopotach z polskością pisał przeszło 30 lat temu były premier Donald Tusk. W ankiecie miesięcznika „Znak” w 1987 r. oznajmił: „Polskość kojarzy mi się się z przegraną, z pechem. Wywołuje u mnie niezmiennie odruch buntu”.
Podobne poglądy wyraża od szeregu lat wybitny skądinąd aktor Jerzy Stuhr, który dołączył do narracji głoszonej przez swego syna Macieja. Obydwaj panowie nie ukrywają, że nie są zwolennikami partii rządzącej w Polsce.

Na pytanie, jakim jesteśmy społeczeństwem, pan Jerzy odpowiada: „Niedouczonym. Niewychowanym. Jakbyśmy byli bardziej obywatelsko douczeni, to byśmy nie zrobili takich głupstw, że w rankingu największego zaufania wygrywa pani premier, która jest podwładną pana prezesa, który w tym samym rankingu ma najwięcej nieufności”. Aktor zdradza także, że zdarza mu się tłumaczyć z Polski za granicą i wyjaśniać, że nad Wisłą nie stosuje się tortur i kary śmierci. W jednym z wywiadów wyznaje dziennikarce: „Jak się mnie pani pyta, jak się czuję jako Polak za granicą, to powolutku już mówię żonie na ulicy: Tylko nie za głośno po polsku”. W wydanej kilka lat temu książce „Tak sobie myślę” Jerzy Stuhr pisał, że stan wojenny w roku 1981 uratował Polskę przed nacjonalistyczną dyktaturą (!).

Podobnie niewygodnie jest z polskością byłej pierwszej damie Annie Komorowskiej. Niedawno stwierdziła, że smuci ją pogarszająca się pozycja Polski na arenie międzynarodowej, a przykładem tego mogą być jej znajomi: „Było mi strasznie przykro, jak powiedzieli, że jeżdżą rok rocznie na narty i że przedtem z dumą rozmawiali po polsku, a teraz się wstydzą. To na mnie zrobiło wrażenie”. Komorowska uważa również, że obecna władza odwołuje się do do mrocznych stron w człowieku.

Wielu celebrytów i polityków twardej opozycji mówi o strachu, który rzekomo panuje obecnie w Polsce. Takie opinie reprezentuje m.in. znany aktor Andrzej Seweryn, który uważa, że kultura i sztuka nie może rozwijać się w atmosferze „strachu”.

Chyba nikt zdrowo myślący nie zaprzeczy, że w dzisiejszej Polsce panuje wolność twórczości i publikacji. Świadczą o tym powieści, wydawnictwa, inscenizacje lub filmy, w których nie tylko obraża się uczucia patriotyczne ale również opluwa Kościół oraz wartości moralno-religijne. Nawet władza „ludowa” w czasach PRL-u, która wyznawała ideologię materialistyczną, nie zezwalała na tego rodzaju „swobody”.

Co do strachu to listę tych, którzy mogą się bać tworzą następujące osoby:
1. Złodzieje i aferzyści
2. Skorumpowani wójtowie, burmistrze i inni urzędnicy
3. Skorumpowani lekarze
4. Właściciele szemranych mediów mający trudności z wyjaśnieniem skąd wzięli pieniądze na stworzenie swoich imperiów
5. Właściciele firm o złodziejskim rodowodzie
6. Członkowie i współpracownicy mafii węglowej, paliwowej, AMBER GOLD itp.
7. Ubecy – biznesmeni posiadający „czarną” kasę z PRL-u
8. Tajni współpracownicy SB, których „teczki zaginęły”
9. Sprytni i „zaradni” politycy i samorządowcy PO mający lepkie rączki
10. Wszyscy ci, którzy za swoje przestępstwa, w każdym normalnym i praworządnym kraju stanęliby przed nieskorumpowanym obliczem wymiaru sprawiedliwości.

 

*

65 lat temu doszło do pierwszego, masowego buntu przeciw rządom komunistycznym w Europie Wschodniej. Poznański Czerwiec 1956 czy rewolucja węgierska w tym samym roku to wydarzenia dość znane. Natomiast rewolta robotników czeskich w Pilźnie 1 czerwca 1953 r. nie doczekała się zbyt wielu opracowań, książek lub filmów dokumentalnych.

31 maja 1953 r. ogłoszono w Czechosłowacji reformę walutową. Szybko zorientowano się, że decyzja ta będzie bardzo niekorzystna dla społeczeństwa. Następnego dnia rano zastrajkowali robotnicy zakładów Skody, znanych wówczas jako Zakłady im. W. Lenina. Do strajkujących przyłączyli się robotnicy, urzędnicy, nauczyciele z innych przedsiębiorstw i instytucji. Kilkutysięczny tłum zebrał się w centrum miasta. Władze, jak to miało miejsce w podonych sytuacjach w okresie późniejszym, były kompletnie zaskoczone. Nikt nie próbował podjąć rzeczowej dyskusji z robotnikami. Zniecierpliwiony tłum zaatakował budynek ratusza oraz miejscowych sądów. Palono portrety Stalina i czerwone flagi. Wywieszono portret ostatniego prezydenta demokratycznej Czechosłowacji Edwarda Benesza.

Dopiero po kilku godzinach władze skierowały do miasta siły bezpieczeństwa, które jednak nie zdołały zaprowadzić porządku. Po południu do Pilzna wkroczyły oddziały wojskowe. Wieczorem rewolta została stłumiona i rozpoczęły się represje. Kilkuset uczestników protestu aresztowano, niektórzy zostali wyrzuceni z pracy. Strajki i zamieszki na mniejszą skalę miały również miejsce w Pradze, Ostrawie i kilku innych miastach. Zachodnie agencje podały, że w zajściach zginęło dziesięć osób a ponad dwa tysiące zostało rannych. Liczby te prawdopodobnie były zaniżone. Zupełnie niemożliwa była jednak ich weryfikacja. Do upadku komunizmu w roku 1989 jakiekolwiek informacje o buncie pilzneńskim były ściśle utajnione.

Warto zauważyć, że pierwsza rewolta w bloku sowieckim nie była dziełem walecznych Polaków ani buntowniczych Węgrów ale znanych z pacyfizmu „szwejkowatych” Czechów.

 

Kazimierz Wierzbicki