Krąży znana anegdota o malarstwie Jacksona Pollocka. Prawdopodobnie zmyślona, ale dobrze ilustrująca istotę sztuki amerykańskiego artysty.
Listonosz z lekceważeniem wyraził się o obrazie malarza, wiszącym w domu znanego konesera sztuki. „Tak to każdy potrafi malować” – miał się wyrazić ów doręczyciel listów. Na co właściciel dzieła Pollocka zachęcił owego domorosłego krytyka, aby sam spróbował swych sił i wynagrodzi go dostatnio, jeśli jego naśladownictwo będzie równie dobre, jak oryginał. Gdy listonosz zjawił się ze swoim dziełem, nawet on musiał przyznać, że jego dokonanie równać się nie może z obrazem stworzonym przez artystę.
Bardzo wielu może odnieść podobne wrażenie po obejrzeniu prac Pollocka: „też mi sztuka – powie. – Spryciarz po prostu ciurkał farbą na płótno i uznano go za niemal geniusza”.
Tak, to było i jest wielkie osiągnięcie. Choćby potrójne. Po pierwsze, wymyślił nową technikę malarską. Niezrównany był w tym dziele: manipulując puszkami farby, wylewał cienkie strużki różnokolorowej cieczy na płótno, nakładał, mieszał, splątywał, formował wstążki olejnych barwników, tworzył kombinacje wężowych, poskręcanych linii, plamek, kleksów, połączeń, wspólnie tworzących skomplikowaną sieć powiązań, zestawień barwnych, kompozycyjnych połączeń- nieoczekiwanych kolorystycznych splotów.
Dlaczego nie można tej techniki powielać? Była ona znakiem rozpoznawczym dzieł Pollocka. Jest wiele dróg w sztuce, on stworzył nową, własną, oryginalną. Każdy, kto poszedłby za nim, byłby artystą wtórnym, a może nawet zgoła plagiatorem.
To tak jak ze sztuką Ryszarda Semki. Nawiasem, wszystkie uwagi na temat Jacksona Pollocka dotyczą także i polskiego twórcy, naszego najwybitniejszego neoekspresjonisty. W tej właśnie technice tkwi istota jego twórczości, poprzez nią się wyraża; to jest jego indywidualny styl i specyficzny dlań sposób obrazowania.
Abstrakcyjny ekspresjonizm tworzyła luźno powiązana ze sobą grupa amerykańskich artystów w latach czterdziestych i pięćdziesiątych. Łączyło ich wspólne przekonanie, iż proces twórczy ma charakter spontaniczny, żywiołowy, przezeń wyraża się energia świata. Artysta jest tym, który jakby gromadzi tę energię i następnie daje jej ujście w dziele sztuki; albo – jest swoistym medium, poprzez które wyrażają się siły, moce, energie przyrody, fluidy i prądy natury. Abstrakcja najlepiej odpowiada tak pojętej twórczości, gdyż siły te mają charakter chaotyczny, niezorganizowany, bezładny, układają się na płótnie w pasy barwne (Rothko), ogromne, skłębione fale (Motherwell), mogą przyoblekać się w realne kształty (de Kooning), albo właśnie przyjmować postać energetycznych, poskręcanych konwulsyjnie, barwnych prążków, jak u Pollocka.
Obrazy Pollocka należą do najdoskonalszych przykładów tego nurtu artystycznego – i to jest drugi powód, dla którego trzeba cenić jego sztukę.
Nie ma takiego przymusu, ale w końcu abstrakcje Pollocka są po prostu bardzo piękne. Tworzą atrakcyjną, barwną kompozycję, każdorazowo inną. Nawet jednemu obrazowi można przyglądać się długo: splątane pasemka kolorowej farby tworzą na płótnie swoisty obłok linii i kolorów. Zmienia się w oczach, kłębi w zależności od koncentracji uwagi. Radzę zajrzeć do Museum of Modern Art i popatrzeć na dzieła Pollocka.
Faktem jest, że w wielkim nagromadzeniu stają się nieco nużące. Lata temu wielka wystawa jego prac raczej mnie zmęczyła. Sala za salą, a w każdej to samo kłębowisko kolorowych zawijasów. Jedne ładniejsze, drugie mniej, ale w końcu podobne.
Sam artysta zdawał sobie z tego sprawę. Chciał odejść od takiego malarstwa, przedstawił inne kompozycje, czarno białe. Nie sprzedały się. Handel sztuką to wielki biznes. Zmuszono Pollocka do powrotu do dawnego sposobu tworzenia. Artysta męczył się, miotał, uciekał od ludzi w ustronie na Long Island, pił coraz więcej (wcześniej też pił na umór). Mógł się sprzeciwić, w końcu bieda nie była mu straszna, przecież prawie całe życie biedował – powodzenie, sława i pieniądze stanowiły stosunkowo krótki epizod jego życia. Natomiast świadomość porażki twórczej, myśl o tym, że jego oryginalna technika malarska ma ograniczony potencjał, była nieznośna. Dość dobrze tę matnię artysty oddaje film biograficzny z Edem Harrisem w roli głównej.
Pollock stał się więźniem własnej twórczości, katorżnikiem sławy i powodzenia. Komercja wykończyła niejednego twórcę, spotkałem takich. Nie chciał tworzyć w typowym dla siebie stylu, a nie miał dość siły, aby zerwać ze swoją sztuką, a więc i ze światem, który skrępował go i zniewolił. Galerie brały jego obrazy, płacono mu coraz więcej, krytycy wychwalali. Czy trzeba czegoś więcej – powodzenia, pieniędzy, uznania? Jemu wyraźnie brakowało – wewnętrznego poczucia spełnienia.
Jackson Pollock był świetnym artystą – neurotycznym i tę nerwową, niespokojną naturę najlepiej oddają jego prace; wyrażają właśnie wewnętrzne rozedrganie twórcy, kłębowisko jego myśli, emocji, wyobrażeń, każdy wątek inny, każdy w inny stronę, a wszystkie łącznie się znoszą, paraliżują nawzajem, tworzą splot jak węzeł gordyjski, matnię właśnie, z której nie ma wyjścia. Można więc powiedzieć, iż był on artystą par excellence: jego obrazy są nim samym. m
Czesław Karkowski