Mija 70. rocznica utworzenia państwa Izrael.

Gdy 14 maja 1948 r. Dawid Ben Gurion, szef Światowej Organizacji Syjonistycznej, ogłaszał Deklarację Założenia Państwa Izrael, większość zebranych wówczas w sali Muzeum Tel Awiwu mogłaby swobodnie rozmawiać po polsku. Sam Ben Gurion, a właściwie Dawid Grün, pochodził z Płońska, a studiował na uniwersytecie w Warszawie. Tak wspominał później swe rodzinne miasto: „Nigdy osobiście nie cierpiałem od antysemickich prześladowań. Płońsk był wolny od tego (…) I to Płońsk, w porównaniu z podobnymi wielkością miastami w Polsce, wysłał największą liczbę Żydów do Ziemi Izraela. Nie wyemigrowali, uciekając z negatywnych przyczyn, ale mając pozytywny cel odbudowy ojczyzny”.

Polscy Żydzi wyjeżdżali do Izraela przed I wojną światową i później, w okresie międzywojennym, płynąc tam zresztą polskimi statkami pasażerskimi. Do 1936 r. na Bliski Wschód wyemigrowało z Polski sto tysięcy ludzi. Po zamknięciu granic przez Brytyjczyków trwała emigracja nielegalna; liniowcem „Polonia” podczas 123 rejsów na rzekome „wakacje” dotarło z rumuńskiej Konstancy do Hajfy kilkanaście tysięcy Żydów. Przewożono także potajemnie broń dla organizacji żydowskich. W tym czasie Polska czynnie wspierała ideę stworzenia państwa żydowskiego. Jednak celem działaczy organizacji syjonistycznych nie było tylko ratowanie ludzi, lecz przede wszystkim powstanie państwa Izrael. Do tego potrzebni byli wysoko wyszkoleni specjaliści wojskowi. I w tym zakresie organizacje syjonistyczne uzyskały w Polsce daleko idącą pomoc, bo gdzie było szukać lepszych specjalistów, jak nie w kraju, który niedawno walczył o swoją niepodległość. Polska wsparła te organizacje zarówno finansowo jak i poprzez szkolenia m.in. z Zofiówce na Wołyniu, w Poddębinie k. Łodzi, czy też poprzez tajny kurs w Andrychowie przeznaczony dla najwyższej klasy specjalistów, podczas którego przekazywano matematyczne i naukowe podstawy niszczenia konstrukcji betonowych i stalowych.

Kurs w Andrychowie przeznaczony był dla oficerów Irgunu, podziemnej organizacji założonej przez Władimira Żabotyńskiego. Irgun był organizacją, w której – jak twierdzi pisarz Artur Koestler – dowództwo tworzyli młodzi polscy intelektualiści wychowani na tradycji romantycznych zrywów niepodległościowych. Kursy te były efektem umowy między Żabotyńskim a władzami polskimi. Ze strony żydowskiej nadzorował je Abraham Stern.

Benjamin Gepner, historyk i członek antybrytyjskiej partyzantki, pisał w liście do Apoloniusza Zarychty, dyplomaty II RP: „My Żydzi Polscy w Izraelu, i to bez różnicy partii politycznej, czujemy, że ta pomoc przez Rząd Polski udzielona naszej sprawie wolnościowej jest perłą w Koronie Polski, dowodem, że to, czego się w ławach szkolnych uczyliśmy o Kościuszce i Mickiewiczu nie jest frazesem, lecz tradycją”.

*

Dużą część żołnierzy i oficerów armii generała Andersa ewakuowanej z Rosji w roku 1942 stanowili Polacy pochodzenia żydowskiego. Rozkaz generała Sikorskiego stanowczo zakazywał jakichkolwiek form niechęci wobec żołnierzy wyznania mojżeszowego. Pojawienie się polskiej armii w Palestynie było dobrze przyjęte przez bojowników żydowskich. Szybko nawiązano kontakty pomiędzy dowództwem polskim a bojownikami żydowskimi, co z pewnością ułatwiały znajomości nawiązane w czasie szkoleń. Dzięki temu ustalono, że specjalne oznaczenie wozów oraz mundurów żołnierzy będzie chroniło Polaków przed jakimikolwiek atakami ze strony partyzantów żydowskich. Oddziały Sterna oraz Irgun kierowane przez urodzonego w Polsce, późniejszego premiera Izraela, Menachema Begina, zasilili uciekinierzy z armii Andersa.

Po wojnie, komunistyczne władze w Polsce wraz ze Związkiem Sowieckim i innymi krajami Europy Wschodniej popierały utworzenie Izraela. Reżim warszawski uznał powstanie nowego państwa już kilka dni po ogłoszeniu jego niepodległości w 1948 r. Polskie statki uczestniczyły w transportach broni czeskiej do Tel-Avivu. Wielu historyków uważa, że dostawy te zadecydowały o zwycięstwie Izraela w pierwszej wojnie z krajami arabskimi. Propaganda komunistyczna głosiła wówczas, że młode państwo żydowskie walczy o swe istnienie z agresją „arabskich feudałów popieranych przez imperializm amerykański”. Już wkrótce polityka ta uległa zmianie w rezultacie wykrycia sfingowanego „spisku syjonistycznego” przeciwko krajom socjalistycznym. Jednak w roku 1948 poparcie Moskwy, Warszawy i Pragi dla Izraela miało znaczenie decydujące.

*

W niedzielę, 27 maja 2018 r., odbyły się w Polsce uroczystości rocznicy mało znanych wydarzeń zielonogórskich z 1960 r. W maju tego roku władze przystąpiły do zajęcia Domu Katolickiego w Zielonej Górze. 30 maja doszło do walk między kilkutysięcznym tłumem protestującym przeciw decyzji rządu i interweniującą milicją. Uczestniczący w uroczystości prezydent Andrzej Duda zaznaczył w swoim wystąpieniu: „To było nic innego jak desperacki akt bohaterskiej obrony podstawowych praw obywatelskich, ludzkich, tych, które przynależą się każdemu człowiekowi, z których każdy człowiek ma prawo korzystać. (…) Na ziemi zielonogórskiej po II wojnie światowej miało nie być wiary i Kościoła, lecz miała istnieć tylko „ideologia socjalistyczna, wiara w Lenina”. Tu miał żyć wyjałowiony człowiek, któremu siłą wpajano ideologię, z którą sam z reguły nie miał nic wspólnego. Nie udało się to dzięki Bogu, dzięki wam, dzięki waszym pradziadkom, dziadkom, ojcom, nie udało się wydrzeć tego, co tak polskie, co tak naprawdę w wielkim stopniu o Polsce stanowi”. Prezydent odznaczył uczestników dramatycznych wydarzeń sprzed pięćdziesięciu ośmiu laty.

Kilkaset osób, uczestników protestu 1960 r., zostało aresztowanych. Niektórym wymierzono kary więzienia. Wielu straciło pracę. Ksiądz Kazimierz Michalski, proboszcz miejscowej parafii, został wysiedlony z Zielonej Góry bez prawa powrotu do miasta. Budynek przejętego Domu Katolickiego władze przeznaczyły na filharmonię.

 

Kazimierz Wierzbicki