Zbigniew Herbert – „Osiągnięcie prawdy nie jest możliwe bez pewnej dozy niedyskrecji”.

$

Zanurzam się z wielką ciekawością w biografię tego poety napisaną przez Andrzeja Franaszka i wydaną w kwietniu przez „Znak”. Przywiózł mi ją w prezencie pan Dariusz Gałązka z Opola, który czujnie podejrzał na Facebooku, jakie książki mogą być obiektem mego pożądania. I – jak się okazało w późniejszej bezpośredniej rozmowie – jest całkiem nieźle zorientowany w moich zainteresowaniach. Wdzięcznym bardzo, bo jest to najpełniejsza biografia bardzo bliskiego mi twórcy z mnóstwem nowych informacji, przypisami i znakomicie dobranymi zdjęciami. Pan Darek ofiarnie ją dźwigał, nie zważając na jej ciężar i objętość. A składa się ona z dwóch grubych tomów, ważących prawie pięć kilogramów i liczących sobie razem 1820 stron! Oba napisane są tak, że trudno się od nich oberwać; z miejsca wciągają w życie i sprawy jednego z najwybitniejszych poetów w skali świata. Tak jest – świata! Nic a nic nie przesadzam. Zresztą nie ja jeden tak twierdzę. Amerykańscy znawcy poezji również tak piszą o Herbercie. Jego niezwykle klarowne wiersze są zrozumiałe w każdym tłumaczeniu i pod każdą szerokością geograficzną. Przejmują i są nierzadko drogowskazem. A to w dzisiejszym bezideowym świecie wartość bezcenna. Ich forma jest tak prosta, że aż wyrafinowana. I co ciekawe – autor przejęty prywatnie do szpiku kości sprawami polskimi, jest w swej twórczości poetą uniwersalnym i ponadczasowym. Wieńczy lapidarnie przemyślenia własne i największych myślicieli, którzy go inspirowali. Sięgał do antyku i chrześcijaństwa. O swej rzymsko-katolickiej religijności mówił, że jest bardziej rzymska niż katolicka.
Dzielo Andrzeja Franaszka dopełnia, rozszerza i weryfikuje to wszystko, co dotychczas napisano o Herbercie. Jego życie jest przedstawione rok po roku z zawiłościami, jakie pozostały w pamięci lub zostały zapisane przez ludzi go znających. Tom pierwszy – „Niepokój” obejmuje lata od narodzin do końca roku 1963, zaś drugi – „Pan Cogito” aż do śmierci 28 lipca 1998 roku. Ostatnim rozdziałem jest bardzo dokładne kalendarium, ułatwiające poruszanie się po sprawach, wydarzeniach, miejscach i relacjach z innymi ludźmi. Franaszek dokladnie poznał twórczość autora „Pana Cogito” pisząc „Ciemne źródło. Esej o twórczości Zbigniewa Herberta”. Jego wcześniejsza, obsypana nagrodami, biografia Czesława Miłosza była wydarzeniem nie tylko w historii literatury, ale także w całej biografistyce polskiej. I do tej pory jest najobszernieszym kompedium wiedzy o życiu tego noblisty. Będzie nią zapewne także i obecna biografia Herberta,
Franaszek w oparciu o wiele źródeł pokazał go jako człowieka o bardzo bogatej i zarazem nie końca przenikniętej osobowości, złożonej ze zdumiewających przeciwieństw. Część z nich była wynikiem cyklofrenii z elementami manii prześladowczej, część stala się efektem ciągów alkoholowych z napadami agresji, część wynikała z nie do końca rozpoznanych lęków i negatywnych emocji oraz osobliwej potrzeby „zgubienia się”. Na kartach biografii widzimy Herberta jako bardzo lubianego dowcipnisia i kawalarza oraz jako człowieka wpadającego z głębokiej depresji w niekontrolowany gniew. Raz zniewala osobistym urokiem i męskim wdziękiem, raz budzi przerażenie skłonnościami do awantur i gotowością do bójki. Jest dobry, życzliwy, przyjazny, otwarty i hojny, ale bywa też złośliwy, zawistny i niesprawiedliwy. Słonimskiego uwielbia a potem chce go bić. Miłosza, najpierw bezgranicznie kocha miłością artystyczną a potem go bezgranicznie nienawidzi. A to właśnie Milosz obdarzał go opieką, wprowadził do światowej literatury i uczynił sławnym! Herbert mówi i pisze o etycznych zasadach, ale sam nie jest wierny żonie, ani lojalny w kolejnych związkach z kobietami. Podróże po świecie, uznanie miłośników poezji, nagrody i ciekawe relacje międzyludzkie przeplatane są psychicznymi załamaniami i pobytami w szpitalach psychiatrycznych. W Polsce i we Francji. Na szczęście zawsze mogł liczyć na żonę i oddanych mu przyjaciół.

Nigdy nie zapomnę jak jak bliskie Herbertowi teatralne małżeństwo reżyserskie – Irena i Tadeusz Byrscy prosili mnie – bardzo młodego wówczas dyrektora artystycznego Teatru Ziemi Pomorskiej, żebym zatrudnił go jako kierownika literackiego. Wiedzieli, że racji chorobowo-alkoholowych nie będzie on w stanie pełnić tego stanowiska, ale godzili się wykowywać potajemnie pracę za niego, byleby miał on z czego żyć. Herbert wówczas niczego legalnie nie drukował i był wrogo traktowany przez władze. Podjąłem to ryzyko, choć groziło mi zwolnienie, gdyby sprawa się wydała. Poeta jednak był w takim stanie, już to zdrowotnym, już to alkoholowym, że nie można było się z nim porozumieć. Bardzo nad tym bolałem, zachodząc jednoczesnie w głowę, jak on mógł być wcześniej kierownikiem literackim Teatru w Gorzowie Wielkopolskim pod dyrekcją tychże Byrskich. Czy i wtedy była to fikcja?

Franaszek pisząc tę biografię musiał się również odnieść do mitomańskich zmyślań i heroizacyjnych upiększeń, jakich dokonywał Herbert w swym życiorysie i do spraw ukrytych lub przemilczanych. Uczynił to bez pasji demaskatorskiej, tłumacząc, że poetę ponosiła potrzeba kreowania własnego życiorysu na miarę bohaterów, których podziwiał i – jak to z literatami bywa – wyobrażenia i marzenia myliły mu się z rzeczywistością. W pisaniu chciał prezentować siebie, nie takim, jakim jest, tylko jakim chciał być. Trudniej było Franaszkowi wytłumaczyć plagiatorskie „zapożyczenia” Herberta i przeskoczył ten temat bez zagłębiania się weń. Inni przed nim też tak zrobili.

Słynny spór Herberta z Miłoszem, zapoczątkowany pamiętną awanturą w 1968 roku, wynikał w dużej części z tego, że Herberta zaczęła drażnić lewicowość Miłosza, sam zaś mówił o sobie, że jest centroprawicowy. Miłosz natomiast widział w nim endeka, co nie zawsze było zgodne z prawdą. Herbertowi było bowiem daleko do idei państwa narodowego, choćby ze względu na autriackie pochodzenie jego ojca i półniemieckie pochodzenie matki. Potrafił powiedzieć, że „stuprocentowy Polak to stuprocentowy idiota”, dodając, że „dotyczy to także stuprocentowego Francuza czy Amerykanina”. W roku 1980, w rozmowie z bohaterskim wtedy Adamem Michnikiem, mówił, że „ideał państwa jednolitego, w którym mamy tylko Polaków i wszyscy są jednego wyznania to ideał faszystowski”. Miłosza znienawidził, ale do końca liczył się z jego zdaniem. „Beczał ze wzruszenia” podczas transmisji z wręczenia mu Nagrody Nobla. Później Miłosz upominał się o nią dla Herberta. Podkreśłał, że jest on wielkim poetą, a pytany o ów spór między nimi, odpowiedział – „zostanie poezja”. Miał rację. Została. I co by dziś nie mówić o tymże sporze i o samym Herbercie, jego poezja trwa. W moim przekonaniu jest silniejsza od poezji Miłosza i niemal wszystkich poetów, począwszy od lat 60 ubiegłego wieku. I jak już napisalem – jest wielki w skali światowej, co docenili m.in. równie wielcy Wystan Hugh Auden i Josif Brodski.

$

Podpis Herberta na pocztówce wysłanej z Paryża – „Zbigniew Coucou na Mougnu”.

 

Andrzej Józef Dąbrowski