Któż nie lubi malarstwa Giuseppe Arcimboldo, manierystycznego artysty włoskiego z XVI wieku? 
Prace Arcimboldo są pomysłowe, dowcipne, stanowią zabawę dla wzroku, wyobraźni i intelektu. Na pierwszy rzut oka – głowa człowieka, przy bliższym przyjrzeniu się wizerunek ów rozpada się na elementy składowe, zwyczajne przedmioty: owoce i warzywa; książki, zeszyty, papier; ryby, morskie żyjątka. I tak dalej. Każdy z owych fantazyjnych portretów tworzy rodzaj rebusu, który oglądający z przyjemnością odczytuje, skoro reguły rozwiązania podane są przez artystę. Wystarczy dokładniej przyjrzeć się, aby nie tylko dostrzec elementy składowe, ale i pomysłowe ich kombinację, trafny dobór, oraz konsekwencję przedstawienia: artysta używa tylko takich elementów obrazkowych, które wchodzą w skład zakresu pojęciowego danej podobizny, charakteryzują postać: jeśli maluje wodę jako jeden z żywiołów, komponuje swój wizerunek wyłącznie z namalowanych obiektów tradycyjnie kojarzących się z wodą; jeśli „Bibliotekarza” – to tylko z książkami, papierem, foliałami i rulonami.
Jego obraz pt. „Vertumnus” w istocie jest portretem cesarza Rudolfa II. Arcimboldo zachował podobieństwo do rzeczywistego panującego, toteż porównując z oryginalnym wizerunkiem władcy, dzieło artysty można uznać za swoistą karykaturę. Ale zapewne nie miał takiej intencji. Tytuł jego dzieła dotyczy imienia rzymskiego boga pór roku, pana zmiany zgoła przyrodniczej, jakiej podlegają, na przykład, rośliny, które przyjmują rozmaity wygląd w zależności do sezonu. Czyli cesarz jest Vertumnusem, nieustannie zmiennym, rozmaitym, a jednocześnie szafarzem dóbr wszelakich, dostatku i obfitości. Jest samym bogactwem; on, cesarz, jest źródłem łask i przywilejów. Jego decyzja jest prawem, a może ją zmieniać podług woli.
Cesarz Rudolf II Habsburg występuje na portrecie jakby w potrójnej roli – jest sobą na wizerunku, a zarazem pojawia się w przebraniu rzymskiego boga (typowy element dworskie przebieranki, kostiumowej zabawy), którego „istotą” są dobra natury – tu manierystyczny „rebus”, skoro portret ten rozłożony na czynniki pierwsze to nic innego, jak ogórki, kwiaty, dynie, winogrona, jabłka i co kto jeszcze wypatrzy w pomysłowej kompozycji. Czyli, składając ów rebus z powrotem w całość: on, Rudolf jest każdym poszczególnym owocem tej ziemi, łącznie – jej dobrobytem, szafarzem dostatku; jest bogiem starożytnego Rzymu, jest cesarzem rzymskim, Habsburgiem.
Krąży wśród historyków sztuki domysł, że Arcimboldi był chyba niespełna rozumu. Malował brednie, głupstwa, niestworzone obrazy, o jakich nikomu się w jego czasach nie śniło. Nie sądzę, a przede mną wielu innych miało podobne zdanie.
Arcimboldo był doskonałym dworskim artystą. Komponował na płótnie dokładnie to, czego oczekiwał możny patron, cesarz Maksymilian II, który sprowadził malarza z Mediolanu do Wiednia. Tworzył ku uciesze dworu. Po śmierci władcy Arcimboldo wyjechał wraz z następcą tronu, Rudolfem II, do Pragi, dokąd przeniósł się dwór. Pozostał na nim prawie do końca swych dni. Na dwa lata przed śmiercią w 1593 roku, wrócił do Mediolanu. Prędko potem zapomniano o nim kompletnie na cztery następne wieki.
No, może nie całkowicie. Kiedy w czasie Wojny Trzydziestoletniej wojska szwedzkie na krótko okupowały Pragę, swoim dawnym zwyczajem, rabowały, co się dało. W tym obrazy Arcimbolda, które szczególnie przypadły im do gustu. Stąd dzisiaj wiele obrazów tego malarza zobaczyć można w szwedzkich muzeach.
Podobny los spotkał dzieła Hieronima Boscha. Hiszpanie, którzy w XVI wieku panowali w Holandii, upodobali sobie obrazy tego właśnie malarza i niemal wszystkie wywieźli do swego kraju, toteż dzisiaj prace Boscha można oglądać niemal wyłącznie w muzeach hiszpańskich, ale nie w holenderskich.
W każdym razie wokół Arcimboldo zapanowała cisza. Pozostał malarzem nieznanym przez czterysta lat, aż przypomnieli o nim XX-wieczni surrealiści. W poszukiwaniu przodków, antenatów, którzy swymi nazwiskami uświetniliby młody ruch artystyczny, dodali mu powagi patyną lat i wieków, odszukali między innymi malarza z XVI-wiecznego Mediolanu. Jego sztuka doskonale odpowiadała światopoglądowi artystów nowoczesnych: nieoczekiwane skojarzenia, fantazja wykraczająca daleko poza rzeczywistość bezpośrednio doświadczaną, pogląd, iż rzeczy nie są takie, jakimi się wydają, zatarcie granicy między jawą a wyobrażeniem.
Jeśli światem rządzą żywioły – według starożytnych wyobrażeń, odrestaurowanych w renesansie, elementów pierwszych: wody, powietrza, ognia i ziemi – zatem nic nie jest całością niepodzielną. Rzeczywistość można rozłożyć na czynniki pierwsze – dowolne.
Uczone wywody tego odgrzanego antyku Arcimboldo przekształca w zabawę, groteskę, umowny pozór. Jak w każdym manieryzmie, gra bierze górę nad powagą, jest nieodłączną częścią istnienia, poprzednio branego z cała powagą: każdy ogrywa jakąś rolę i wówczas jest tą postacią. W szczególności na dworze pańskim panuje taka zabawa – w przenośni i dosłownie. Niekiedy ludzie przebierają się w rozmaite kostiumy, udają kogoś innego. Jak w życiu. Arcimboldo podejmuje karnawałowy wątek: bawmy się, udawajmy, przebierajmy się. Pozór i maskarada rządzą światem. m
Czesław Karkowski