Prawdopodobnie wczesną jesienią 1981 r. kierownictwo PZPR podjęło ostateczną decyzję o wprowadzeniu stanu wojennego. Czekano tylko na odpowiedni moment.

 

Społeczeństwo było zmęczone przedłużającym się konflitem między rządem i „Solidarnością”. Nastroje rezygnacji potęgowała fatalna sytuacja w zaopatrzeniu ludności w żywność. Miało to duże znaczenie zwłaszcza ze względu na nadchodzącą zimę.

Przywódcy „Solidarności” starali się załagodzić napięcie społeczne i nawoływali do zaprzestania akcji strajkowej. Niektóre strajki były jednak celowo prowokowane przez Służbę Bezpieczeństwa lub aparat partyjny. Tak było pod koniec października, kiedy „nieznani sprawcy” podrzucili trującą substancję przed kopalnią „Sosnowiec”.

18. X Wojciech Jaruzelski został wybrany I sekretarzem KC PZPR. Oznaczało to powierzenie mu nieograniczonej władzy nad rządem, partią i wojskiem. Jaruzelski deklarował, że istnieje jeszcze szansa porozumienia z „Solidarnością” ale były to tylko pozory. Na początku listopada generał spotkał się z Lechem Wałęsą i prymasem Glempem. Rozmowy nie przyniosły żadnego efektu, chociaż część mediów głosiła możliwość historycznego pozrozumienia rządu, Kościoła i związków zawodowych.

2. XII doszło do próby sił. Jednostka desantowa wojska złamała strajk okupacyjny studentów w warszawskiej Wyższej Szkole Pożarniczej. Deklaracje niektórych działaczy stołecznej „Solidarności” o planach obrony szkoły okazały się całkowicie puste. Zapewne w tym czasie ustalono już datę wprowadzenia stanu wojennego na 13 grudnia. Informację tę przekazał do Waszyngtonu płk. Ryszard Kukliński, który od szeregu lat współpracował z wywiadem amerykańskim. Nie wiadomo dlaczego administracja prezydenta Reagana zdecydowała się nie ostrzegać kierownictwa „Solidarności” o planach rządu. Być może uważano, że pociągnełoby to za sobą dodatkowe ofiary wśród robotników i działaczy związku.
Z drugiej strony w strukturach „Solidarności” panowała atmosfera niewiary w możliwość rozwiązania siłowego. Nadchodzące wiadomości o mobilizacji wojska i milicji z reguły ignorowano. Waldemar Kuczyński, redaktor tygodnika „Solidarność” wspominał, że kiedy zjawił się 12. XII wieczorem w stołecznej siedzibie związku, jedna z działaczek zapytała go: „Ty też panikujesz z powodu ruchów wojska i milicji?”.

 

*

 

Już w sobotę, 12 grudnia późnym wieczorem rozpoczęto aresztowania działaczy „Solidarności”. Przed północą przerwano w całym kraju połączenia telefoniczne. Zatrzymanie kierownictwa związku odbyło się dość łatwo. Tego samego dnia miało miejsce posiedzenie Krajowej Komisji „Solidarności”. Większość przywódców regionów została obudzona i aresztowana w gdańskim hotelu nad ranem. Jednym z nielicznych, któremu udało się pozostać na wolności był Zbigniew Bujak, który przebrany w mundur kolejarski szczęśliwie dojechał do Warszawy. Lech Wałęsa został zatrzymany we własnym mieszkaniu i przewieziony do jednej z rezydencji rządowych w okolicach Warszawy. Z punktu widzenia prawa stan wojenny był zamachem stanu. Dopiero po północy zebrała się Rada Państwa PRL aby zatwierdzić dokonane fakty.

O 13 grudnia o 6:00 rano telewizja nadała przemówienie generała Jaruzelskiego, które powtarzano przez cały dzień. Jaruzelski nakreślił sytuację kraju w czarnych barwach stwierdzając, że „ojczyzna znalazła się nad przepaścią”. Podkreślił zagrożenie państwa przez rzekomy chaos, demoralizację, przestępstwa. Wezwał do podporządkowania się rygorom stanu wojennego. Z ugodowym apelem, skierowanym zapewne do robotników, wystąpił prymas Józef Glemp: „Będę prosił, nawet gdybym miał boso iść i na kolanach błagać: nie podejmujcie walki Polak przeciwko Polakowi”.
Pomimo zaskoczenia dość duża liczba zakładów podjęła akcję strajkową. Strajki były systematycznie łamane przez ZOMO wspierane przez oddziały wojska. W nocy z 14 na 15 XII złamano siłą strajk okupacyjny w Stoczni Gdańskiej i Szczecińskiej. Do najbardziej tragicznych wydarzeń doszło w kopalni „Wujek” na Śląsku, gdzie oddział ZOMO, za aprobatą ministra spraw wewnętrznych gen. Kiszczaka, ostrzelał strajkujących. W rezultacie śmierć poniosło dziewięciu górników a kilkudziesięciu zostało rannych. Najdłużej, do 28. XII, trwał strajk w kopalni „Piast”, w której górnicy odmawiali wyjazdu na powierzchnię przez dwa tygodnie.

Dokładna liczba ofiar grudniowej pacyfikacji jest nieznana. Oficjalna liczba 15 zabitych jest na pewno zaniżona. Tysiące osób zostało rannych podczas ataku sił porządkowych na fabryki i inne zakłady pracy. Wprowadzenie stanu wojennego odbyło się stosunkowo łatwo. Zadecydował tu moment zaskoczenia, zmęczenie społeczeństwa oraz ugodowa postawa Episkopatu. Nie bez znaczenia była również wzorowa organizacja przewrotu. Profesor Norman Davis określił przeprowadzenie stanu wojennego jako niemal perfekcyjne.

Czy była możliwość uniknięcia stanu wojennego? W roku 1981 mogloby się to stać tylko gdyby „Solidarność” dobrowolnie skapitulowała i podporządkowała się władzom komunistycznym. Historyk Jerzy Holzer w swej monografii „Solidarność 1980-1981” pisał: „Alternatywą „wojny grudniowej”, fizycznego zniewolenia społeczeństwa, byłoby jego duchowe zniewolenie, gotowość włożenia głowy w pętlę za obietnicę, że pętla ta nie zostanie zaciśnięta (…). Przy korzystnym biegu wydarzeń mogłoby się okazać, że to nie pętla, że to tylko obroża”.

 

Kazimierz Wierzbicki