Niestety, nie sprawdziły się zeszłotygodniowe proroctwa i „Zimna woda” nie otrzymała Złotej Palmy w Cannes, ale za to Paweł Pawlikowski został uznany najlepszym reżyserem. „To dobra wiadomość, a naprawdę trzeba nam dziś w Polsce dobrych wiadomości. Dziękuję bardzo” – mówił Pawlikowski ze sceny. „Widzę moich aktorów – Borysa [Szyca], Asię [Kulig] i Tomka [Kota], którzy znosili tortury z mojej strony. Mocno ich wymęczyłem podczas kręcenia tego filmu. Mam nadzieję, że po obejrzeniu go w zeszłym tygodniu, wybaczyli mi. Bo to, co zrobili, było wyjątkowe”- dodał. Reżyser podziękował również pozostałej części ekipy, ze szczególnym uwzględnieniem operatora Łukasza Żala (nominowanego wcześniej za „Idę” do Oscara) oraz producentek Ewy Puszczyńskiej i Tanyi Seghatchian. „Pomogły nam stworzyć naprawdę niełatwy, niespecjalnie komercyjny film. Dały mi przestrzeń, w której mogłem ten film kształtować, nieomal rzeźbić. Wielu producentów zwolniłoby mnie po pierwszym tygodniu” – powiedział reżyser „Zimnej wojny”. Nagrodę zadedykował Januszowi Głowackiemu, współscenarzyście filmu, który zmarł w zeszłym roku. „Miał w sobie wiele rzeczy, które kocham w Polsce: poczucie humoru, odwagę, delikatność, otwartość na resztę świata. I o te rzeczy musimy walczyć, żeby duch Janusza Głowackiego i ludzi jemu podobnych pozostał w Polsce” – podsumował Pawlikowski. „Zimna wojna” to pierwszy od 2002 r. i „Pianisty” polski film w konkursie głównym festiwalu. Sądząc po reakcji widzów i krytyków, ekipę czeka jeszcze wiele zaszczytów. Oby nie odbiła im… palma.

 

*

 

Przez wiele tygodni świat, a przynajmniej jakaś jego część, żył ślubem księcia Harry’ego i Meghan Markle. Od piątku tysiące osób koczowały na ulicach Windsoru w nadziei, że zobaczą na żywo młodą parę. Fani rodziny królewskiej przyjechali nie tylko z odległych zakątków Wielkiej Brytanii, ale nawet całego świata. W sobotę, 19 maja o godzinie 10 rano na zamku w Windsorze pojawili się pierwsi goście. Wśród nich między innymi amerykańska prezenterka telewizyjna i producentka Oprah Winfrey, David Beckham z małżonką Victorią (której ciemnogranatowa kreacja oraz woalka wzbudziły konsternację komentatorów: „czyżby pomyliła ślub z pogrzebem?”- pytano), nie zabrakło George Clooney’a, spacerującego pod rękę z piękną Amal. Żona aktora na tę uroczystość wybrała żółtą sukienkę oraz odpowiedni kapelusz. Pojawił się również Elton John z mężem i wielu innych znamienitych gości, łącznie 600 osób, w tym około 30 członków rodziny królewskiej na czele z królową Elżbietą II.

Podobnie jak Kate Middleton podczas ślubu z księciem Williamem w 2011 roku, a wcześniej księżna Diana podczas ślubu z księciem Karolem w 1981 roku, Meghan nie zobowiązała się w trakcie przysięgi do posłuszeństwa mężowi, co w przeszłości było tradycyjnym elementem uroczystości. Zdecydowano się również uwspółcześnić nieco słowa składanej przez nowożeńców przysięgi, rezygnując ze staroangielskich słów.

Dużo uwagi poświęcono sprawie brody księcia Harrego. Surowe zasady etykiety mówią o tym, że występując w galowym mundurze trzeba się ogolić. Książę jednak postawił na swoim i miliony na całym świecie mogły oglądać jego rudy zarost, oraz lekko zaczerwienioną (od słońca?) twarz. W przeciwieństwie do swojego starszego brata, Harry będzie także nosił obrączkę małżeńską, która- jak podały media – wykonana jest z platyny, podczas gdy na palcu panny młodej zalśnił klejnot z walijskiego złota. Brytyjskie dzienniki podkreślały, że młoda para zdecydowała się na liczne zmiany w przebiegu ceremonii, które miały na celu podkreślić niezależność i feminizm Meghan oraz jej afroamerykańskie korzenie, a także oddać hołd zmarłej matce Harry’ego, księżnej Dianie. Po raz pierwszy w historii Panna Młoda samotnie pokonywała większą część drogi do ołtarza, dopiero od połowy prowadził ją książę Karol. Przysięgi małżeńskie odebrał arcybiskup Canterbury Justin Welby, a płomienne kazanie wygłosił biskup amerykańskiego kościoła episkopalnego Michael Curry. Obecny w kaplicy chór gospel wykonał utwór „Stand By Me”.

Jednak – jak łatwo można się domyślić – największe emocje wzbudzała suknia ślubna panny młodej. Nazwisko projektanta do końca było trzymane w tajemnicy. Okazało się, że bardzo skromną, gładką, bez żadnych dodatków białą sukienkę z dekoltem w łódkę i długim trenem zaprojektowała Clare Waight Keller, dyrektor kreatywna domu mody Givenchy. Meghan miała na sobie również przepiękną tiarę należącą do królowej Marii, którą – na tę uroczystość- wypożyczyła od Elżbiety II. Naturalnie ułożone włosy oraz delikatny makijaż, podkreślał dziewczęce rysy księżnej, która – co złośliwie zauważają tabloidy – „nie wygląda na swoje 37 lat”.

Kilka godzin po ceremonii szczęśliwi nowożeńcy opuścili zamek Windsor i udali się na przyjęcie we Frogmore House, którego gospodarzem był książę Karol. Panna młoda zamieniła suknię ślubną z domu mody Givenchy na suknię wieczorową zaprojektowaną przez Stellę McCartney. Była to kreacja w kolorze białej lilii, wykonana z jedwabnej krepy, z odsłoniętymi ramionami. Księżna Sussex założyła buty od Aguazurry wykonane z jedwabistej satyny z podeszwami w kolorze niebieskim, oraz pierścień z kamieniem w kolorze akwamaryny, który niegdyś należał do księżnej Diany. Media spekulują, że to prezent od księcia Harry’ego dla małżonki. Fryzura księżnej Sussex została wystylizowana przez George’a Northwooda. Para wsiadła do srebrno – niebieskiego Jaguara z 1968 roku i żegnana przez tłumy gapiów odjechała na przyjęcie.

Koszty imprezy – jak wyliczyli eksperci to ponad 32 miliony funtów. Pierścionek kosztował 50 tysięcy funtów, sukienka 400, kwiaty 110 tysięcy funtów, 90 tysięcy trzeba było zapłacić za 20 posrebrzanych trąbek, które ogłosiły zaślubiny, 50 tysięcy funtów kosztował tort cytrynowy z dodatkiem czarnego bzu, pokryty kremem i ozdobiony świeżymi kwiatami, który został przygotowany przez Claire Ptak, mistrzynię cukiernictwa, w której żyłach płynie polska krew. Szefowa cukierni „Violet Cakes” urodziła się w Kalifornii, ale jej babcia była Polką. To właśnie z cukierni pani Ptak zamówiono ślubny przysmak. Podobno państwo młodzi osobiście układali menu „pragnąc, by goście poczuli na talerzu… wiosnę”. Czy się udało? Tego nie wiemy. Na pewno poczuli luksus i bogactwo. Oby nigdy nie stanęło im w gardle.

 

Weronika Kwiatkowska