Poniedziałek

Trochę się powtórzę, bo pisałem podobnie już w innym miejscu. Ale sprawa ważna, więc pozwalam sobie. Rzecz dotyczy Pomnika Katyńskiego w Jersey City i wpływu batalii o jego ocalenie na sytuację Polonii, przynajmniej na Wschodnim Wybrzeżu, a może i w ogóle.

Obcesowy sposób w jaki burmistrz Fulop potraktował polonijną społeczność, bezczelna chęć wpisania sporu w „polski antysemityzm” podziałały jak płachta na byka. Polonia z New Jersey, pobliskiego Nowego Jorku ale także Pensylwanii czy Connecticut poczuła zew działania. To nie tylko akcja w internecie, ale także dwa pozwy w sądach i demonstracje pod Pomnikiem Katyńskim, które miały odbyć się w weekend 11-13 maja. Wokół działającego od lat Komitetu Pomnika Katyńskiego skupiło się kilka innych organizacji, budując koalicję zadaniową. I od razu widać było efekt synergii: nawiązano kontakty z trójką radnych Jersey City, miejscowymi weteranami, społecznościami czarnoskórą i azjatycką, organizując wspólny protest przeciw decyzji burmistrza. Słowem zaczęło się normalne, polityczne działanie: budowanie koalicji potrzebnej do wywarcia skutecznej politycznej presji, która jest w stanie wymusić zmianę niekorzystnej decyzji. To dobry prognostyk na przyszłość, zwłaszcza że w sprawę pomnika nie angażował się KPA (poza pojedynczymi, lokalnymi działaczami) zajęty rzekomo „wielką polityką” czyli próbą wpłynięcia na Biały Dom, aby zawetował ustawę S. 447.

Był, bo w międzyczasie doszło do kompromisu. Zdaje się, że Pomnik Katyński zostanie ocalony – nie zniknie, ale będzie przeniesiony w inne miejsce. To dobrze. Jest jeden mały zgrzyt – porozumienie negocjował polski rząd, właściwie oznajmiając jego rezultaty zaangażowanym przedstawicielom Polonii. Demonstracje odwołano, entuzjazm wygaszono – nie dając szansy na choćby maleńki smak zwycięstwa… Wiem, wiem, kompromis pewnie zawierał element braku demonstracji, żeby nie robić koło pióra burmistrzowi Fulopowi. Ale to, co dobre dla Warszawy, nie musi być super-rozwiązaniem dla nas, Polonii.

A to prowadzi do konkluzji: jak mówił podczas V Forum Polonijnego w Amerykańskiej Częstochowie profesor Marek Chodakiewicz z Waszyngtonu, Polonia powinna koncentrować na sprawach amerykańskich. I co ważniejsze, aby wsparła własną retorykę pieniędzmi, które umożliwiają efektywne działanie – jak to czyni choćby społeczność żydowska. „Pokażcie szczodrobliwość, choćby jak wtedy, gdy ratujecie polskie kościoły przed zamknięciem. Polonia nie może odbudować Polski w Ameryce. Przyjmijcie do wiadomości, że jeśli jesteście tutaj, to jesteście Amerykanami, powinniście się organizować tutaj. Popierajmy sprawy które są życzliwe Polsce, ale koncentrujmy się na Ameryce” – mówił pan profesor. Święte słowa, zwłaszcza wobec faktu, że wiele organizacji polonijnych uczyniło sposób na życie z organizowania imprez pod kątem przyjeżdżających z Polski polityków, po których to uroczystościach nie zostaje żaden, znaczący efekt dla siły i przyszłości Polonii w Ameryce. Ale politykom z Polski podoba się taka darmówka, jubelki, przyjątka, więc po co cokolwiek zmieniać?

 

Wtorek

Mądry ksiądz Dariusz Kowalczyk w internecie: „Główne problemy KK, to: dyktatura politycznej poprawności oraz ideologia przyjemności, w tym panseksualizacja, która dotyka już dzieci. Poprawność polityczna niszczy myślenie, ideologia przyjemności niszczy wolę.” KK to oczywiście Kościół katolicki, do którego poprawnościowa gadka-szmatka zaczyna też przenikać. No i panseksualizacja czyli wszystko sprowadzane do przyjemności, seksu, wojen płci czy innych tego typu dyrdymałów, które rozszarpują intymność człowieka, wyrzucając go – często obdartego z godności i upodlonego – na żer złych ludzi. A może i prawdziwych biesów…

Jeszcze ksiądz Kowalczyk: „Francuska Rada Równouprawnienia walczy o zmianę ostatniego słowa w haśle: liberté, egalité, fraternité. Braterstwo dotyczy braci, a więc mężczyzn. Uradzono, że trzeba fraternité zastąpić wymyślonym adelphité, które łączy braterstwo z siostrzeństwem. Po naszemu brasiorstwo”. Całkiem nietypowo, jak na… jezuitę. A my dożyliśmy czasów, gdy dowcipy z filmu „Seksmisja” (choćby z nieśmiertelnym zawołaniem „Kopernik też była kobietą!”) zaczynają być opisem wziętym z życia realnego.

 

Środa rano

Staram się nie pisać tego, co ktoś inny wyraził lepiej. Więc zacytuję Witolda Jurasza, byłego dyplomatę a teraz człowieka o szerokim spojrzeniu, który wziął się za dziennikarstwo: „Izraelskie wojsko zabiło w czasie zamieszek na granicy ze Strefą Gazy w ciągu jednego dnia 58 Palestyńczyków, w tym 13 dzieci. Według strony izraelskiej otwierano ogień do terrorystów. Rządzący strefą Gazy Hamas owszem jest organizacją terrorystyczną, ale dzieci nie są terrorystami, a i dorosłych nieuzbrojonych demonstrantów trudno nazwać terrorystami. Nie wolno też potępiając Hamas udawać, że warunki życia z Strefie Gazy spełniając jakiekolwiek minimalne standardy.

W Radzie Bezpieczeństwa ONZ oczywiście żadna potępiająca Izrael rezolucja nie może zostać przegłosowana, bo zawetują ją zawsze Stany Zjednoczone. Dla Polski dobre relacje z Izraelem są bardzo ważne i rozumiem przyczyny dla których stanowisko polskiej dyplomacji bliższe jest Waszyngtonowi, a nie naszym partnerom z Unii Europejskiej, którzy w zawoalowany sposób, ale jednak Izrael potępili. Polska w sprawie tego co się stało musi kierować się swoim interesem, a nie moralnością. Inna sprawa, że gdybyśmy nie uchwalili głupio napisanej i politycznie szkodliwej nowelizacji ustawy o IPN moglibyśmy powiedzieć więcej. Nie możemy z własnej nieprzymuszonej woli. Jeśli jednak są tacy, którzy uważają, że Polska powinna zabrać głos i potępić Izrael i równocześnie są zdania, że nowelizacja ustawy o IPN była nieskazitelnie napisana, politycznie mądra i dyplomatycznie przemyślna to znaczy, że osoby te – z całym szacunkiem – albo nic nie rozumieją z polityki międzynarodowej, albo świadomie chcą by Polska znalazła się na kursie kolizyjnym z tym mocarstwem, od którego – traf chce – akurat zależy nasze bezpieczeństwo narodowe.

Równocześnie bawią mnie jednak reakcje tych, którzy broniąc Izraela robią to tak gorliwie, że aż gotowi są nazywać antysemitami tych którzy z kolei rozumiejąc potrzebę bezpieczeństwa Izraela nie uważają, że normalnym jest traktowanie wszystkich mieszkańców Strefy Gazy jako ludzi drugiej kategorii, stosowanie zasady odpowiedzialności zbiorowej, czy też – jak to miało miejsce obecnie – strzelanie z użyciem ostrej amunicji do nieuzbrojonych ludzi i zabijanie dzieci. Mam wrażenie, że antysemityzm w Europie odradza się – pomijając już oczywiście tych, którym żadne preteksty do antysemityzmu potrzebne nie są – również za sprawą takich oto obrońców Izraela”. Koniec cytatu. Sam lepiej bym tego nie ujął.

 

Jeremi Zaborowski