Dobrze, że słońce jest jeszcze za darmo. Korzystam zeń na majówkach spędzanych u znajomych w New Jersey i Pensylwanii. Wdycham świeże powietrze, zanurzam się w równie świeżą zieleń, biegam boso po łąkach, nucąc sobie pod nosem oberka z „Historii” Gombrowicza – „na bosaka, na bosaka, na bosaka…”. Mieszkając 26 lat na Manhattanie, tak już przywykłem do widoku wszechobecnych wieżowców, że czuję się jakoś dziwnie w miejscach, gdzie ich nie ma. Nie, nie tylko w innych miastach i miasteczkach, także także miejscowościach rezydencjalnych. Tam z kolei patrzę z przyjemnością na drzewa. Od dzieciństwa przykuwają moją uwagę. Wychowałem się wśród nich i pod nimi. W amerykańskich ogrodach zamożnych rodaków rośnie wiele okazów, których nie znam. Podpytuję zatem o nie. Jadąc w plener, zawsze zapominam zabrać kieszonkowy atlas drzew, a po powrocie do domu, zapominam sprawdzić w nim, jakie nieznane gatunki widziałem. Żeby było śmieszniej, atlas czeka na widocznym miejscu w przedpokoju, mijam go kilka razy dziennie.

$

W nowojorskich parkach odwiedziłem już zaprzyjaźnione drzewa. Przetrwały zimę. Niestety kilku największym okazom odpiłowano potężne konary, co mocno mnie zabolało. Może były zagrożeniem? Moje balkonowe śliwki nie obudziły się po zimie, choć przecież nie była mroźna. Uschły, mimo że podlewałem je co najmniej dwa razy w tygodniu. I pomyśleć, że we wrześniu jadłem z nich pyszne ich owocki.

$

Wygłosiłem kolejny wykład o polskich poetkach i pisarkach postrzeganych na tle literatury europejskiej i amerykańskiej. Tym razem dla nauczycieli z Polskiej Szkoły „Ogniwo” w Levittown. Odbiór był znakomity. Aplauz wielki. Inna rzecz, że temat sam w sobie atrakcyjny i niekiedy sensacyjny. Wbrew kąśliwym uwagom o twórczości kobiecej, mieliśmy w historii naszej literatury całkiem sporo utalentowanych i nierzadko pięknych pań. Śp. profesor Jadwiga Maurer z Indiana University twierdziła nawet, iż najwięcej na świecie. Twórczość wielu z nich nie ustępowała poziomem i głębią intelektu najlepszym dziełom napisanym przez mężczyzn.

$

Lubię prowadzić wykłady połączone z prezentacjami, brać udział w dyskusji, jakie w ich wyniku powstają i odpowiadać na pytania. Udaje mi się szybko nawiązać dobry kontakt ze słuchaczami a nierzadko i zdobyć ich sympatię. Cieszę się, że jestem komunikatywny w gronach różnych odbiorców. Zazwyczaj zapraszają mnie ponownie, bywa, że piszemy do siebie listy i wymieniamy informacje. Jeden ze znakomitych profesorów z Sydney, po wysłuchaniu mojego wywiadu o dziejach teatru polskiego na tle dziejów teatrów Europy zaprosił mnie aż… do Australii. I teraz biję się z myślami, czy i tam nie pojechać, np. via Izrael, dokąd również mam zaproszenie. Jednym z zagadnień, jakie pojawiają się najczęściej po wykładach o literaturze, jest poziom twórczości najnowszej i pytanie o wartość poszczególnych dzieł. W odpowiedziach unikam generalizowania i nakłaniam do stosowania metody porównawczej. Niestety w pokoleniach idących – biorąc rzecz umownie – po obecnych starszakach nie widzę twórców, których twórczość dorównuje myślowo i formalnie, nie tylko wielkim klasykom, ale także i owym starszakom. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje. Nie biorą mnie zupełnie samokreacje, epatowanie własną dziwnością oraz wszelkie przejawy ekshibicjonizmu i narcyzmu. A tych widzę najwięcej. I gdzie nie spojrzeć, tam pycha wynikająca, jak nie z przekonania o własnej nadzwyczajności, to pokrywająca kompleks niższości i brak wiedzy. Brak wiedzy właśnie i miałkość myśli to najczęstsze cechy literackich średniaków i młodszaków. Oni niewiedzy się nie wstydzą. Niewiedza w ich przekonaniu jest teraz cool.

$

Wiesław Myśliwski – w moim przeświadczeniu nasz najwybitniejszy obecnie prozaik – „Żyć warto byłoby i bez tych książek, które napisałem. Nie uważam, że sztuka jest najważniejsza w życiu. Najważniejsza jest miłość. (…) Właśnie taka jest moja hierarchia. Sztukę stawiam na drugim miejscu. Jako dopełnienie sensu mojego życia. Niezależnie od tego, co się z moimi książkami stanie w przyszłości. Mam świadomość, że sztuka jest tylko próbą zmierzenia się z dramatem nieistnienia, z której to próby mało kto wychodzi zwycięsko. Mimo to warto podjąć taką próbę.”

$

Maciej Wojtyszko – znakomity reżyser teatralny i telewizyjny – „Taki na przykład Adam Mickiewicz łapiący papieża za pantofel i wołający do niego: „Duch Boży jest dziś w piersi paryskiego ludu!” – to lewak, czy nie lewak? (…) Może należy powołać na wzór innych Bardzo Ważnych Komisji jakąś Komisję Weryfikacyjną Literatury Narodowej i przepuścić przez sito naszych sumień politycznych wszystkich tych Tuwimów i Iwaszkiewiczów, Brzechwów, Leśmianów, Słowackich, Słonimskich, Prusów, Żeleńskich czy Andrzejewskich? Wykazanie ich lewactwa, a zatem zaprzaństwa, jest palącą potrzebą naszej rodzącej się obecnie na nowo Ojczyzny”.

Od siebie dodam, że Mickiewicz, nie tylko nie złapał papieża za pantofel, którego także nie ucałował, jak to wówczas było w zwyczaju, ale ściągnął go z podestu i nakazał mu rozmowę jak równy z równym! Był to niebywały szok. Polacy towarzyszący Mickiewiczowi mdleli z przerażenia! Papież odmówił pobłogoslawienia Legionu Polskiego, o co zabiegał nasz wieszcz. Napisałem drzewiej dramat ten temat. Cenzura kościelna, współpracująca ściśle z państwową, unicestwiła jego publikację i sceniczną realizację.

$

Ciekawe, że w kraju tak konserwatywno-katolickim jak Polska, myśl konserwatywno-katolicka jest aż tak uboga. Wielkich teologów mieliśmy tyle, co kot napłakał, zaś literatura o tematyce religijnej jest bardzo skromna. I ilościowo, i jakościowo. Wielcy mistycy nie bywają bohaterami naszych powieści i dramatów. Notabene ludzie szlachetni, czy chociażby tylko dobrzy, też nieczęsto się w nich pojawiają. A jeśli już, to są zazwyczaj nieciekawie przedstawieni. Tęsknimy niekiedy do pięknych osób, ale jakoś nie umiemy ich stworzyć w prozie, poezji, dramacie i w scenariuszu. Negatywne typy i typki oraz swojskie cwaniaczki udają nam się znacznie lepiej. Czyżby dlatego, że jednak bardziej nas pociągają ludzie źli? A może dlatego, że sami tacy jesteśmy? Uczynić dobro czymś atrakcyjnym udawało się niewielu naszym pisarzom i reżyserom. Podkreślam – udawało się. Na przykład Henrykowi Sienkiewiczowi i Marii Dąbrowskiej.

$

Kult martyrologii i śmierci za ojczyznę wciąż się w Polsce i w wśród Polonii rozwija, wzmagany przez politykę historyczną PiS-u i proPiSowskie organizacje. Kultu mądrości, dobrej pracy i życia dla ojczyzny wciąż nie ma.

$

Generał George Patton, dowódca 3 Armii USA w Europie – „Nikt nigdy nie wygrał wojny umierając za ojczyznę. Wojny wygrywa się zmuszając wroga, by umarł za swoją”.

 

Andrzej Józef Dąbrowski