Piątek

W internecie pełno jest obrazów przemocy. Natrafiam na nie choćby wchodząc na Facebooka. Ostatnio np. zdjęcia z Chin, gdzie hycel z zimnym profesjonalizmem wyciąga z klatki pięknego psa szczypcami a potem bije pałką po głowie. Biedne zwierzę próbuję gryźć narzędzia, ale za chwilę w konwulsjach leży pod klatką. Na to wszystko patrzą jego pobratymcy, którzy pewnie podzielą jego los stając się jedzeniem na stołach człowieczych…

Nie jestem naiwny, te historie toczą się od setek lat, ale wcześniej nie było kamer z komórek i Facebooka, żeby to widzieć. Co nie zmienia faktu, że ta przemoc, ta zła energia, choćby w adrenalinie oszalałych ze strachu przed śmiercią zwierząt trafia do naszych żołądków. Nie, nie jestem fanatykiem ekologicznym, ale jednak każe się zastanowić nad jedzeniem mięsa. Inaczej, może ograniczać się tylko do tych sytuacji, gdy trzeba i mając choć jaką taką pewność, że hodowcy nie dokładają się do cierpienia naszych Braci Mniejszych. Takie moje małe postanowienie…

 

Poniedziałek

Czytając „Kurier” zawsze natrafię na coś ciekawego. Osobiście lubię czytać analizy obrazów klasyków Czesława Karkowskiego. Otwierają mnie na świat znaczeń, których raczej mógłbym się domyślać, niż je znać. Ważne zdania o ostatnim obrazie, dziele: „nie jest ono specjalnie intelektualnie wyrafinowane, całkowicie i od razu zrozumiałe dla ówczesnych odbiorców. Ale nie dla nas. Mieszkańcy ówczesnego świata – artyści i konsumenci, wykształceni i prostaczkowie – posługiwali się językiem alegoryczno-symbolicznym, mową wspólną na pograniczu pojęć abstrakcyjnych i wyobrażeń konkretnych; opowieści mitologicznych. Narracja legendy były jej specyfiką, układem odniesienia wspólnego komunikatu. Dziś tylko specjaliści i znawcy rozwikłać mogą (i to nie do końca) sens obrazu”. Właśnie – jak rozróżnić różne konteksty pojęć i znaczeń? Najlepszy przykład: jak lewicowy baranek oskarżający Polaków, że w czasie niemieckiej okupacji nie pomagali dość prześladowanym Żydom, a to poprzez strajki choćby, lub chodzenie na przekór Niemcom do żydowskich lekarzy. O czym tu mówić? Przecież nawet nie ma „układu odniesienia wspólnego komunikatu” …

 

Wtorek

„Spokojnie więc podążaj od jednej powinności do następnej (…) cisza i spokój sprzyjają dobru, zgiełk i niepokój mogą go zniszczyć” napisane mądrze. „Nie zajmuj się swoim bezwartościowym wczoraj, ani nie rozważaj jutra własnej beznadziei. Jedyne co się liczy, to dobre wykonywanie swoich zadań dzisiaj” usłyszane w chrześcijańskim radiu. Mądre i do zastosowania…

 

Czwartek

Kolejny dowód, że rosyjsko-niemiecka przyjaźń nie rdzewieje, zwłaszcza podsypywana ruskim pieniądzem. Oto na portalu „Der Spiegel” ukazał się artykuł. Relacje pomiędzy Berlinem a Moskwą, zawsze są ważne z punktu widzenia Warszawy, szczególnie kiedy w grze mamy budowę Nord Stream 2 i podział wpływów. W artykule pojawia się szokująca teza, wedle której Zachód powinien zgodzić się na rosyjską strefę wpływów!

W artykule czytamy o podziale jaki panuje wśród niemieckich polityków w tej kwestii. Kiedy z kolei w Brukseli stwierdzono, że Komisja Europejska narusza prawo międzynarodowe, próbują zablokować budowę rurociągu, ambasadorzy Niemiec w Moskwie z radością wysłali wiadomości do szerokiej listy odbiorców. „Projekt jest nie tylko ekonomicznie lukratywny, ale stał się także symbolem stosunków niemiecko-rosyjskich. I ma szczególne miejsce w sercu Putina. Debata o Nord Stream od dawna stała się debatą na temat stanowiska Niemiec i Europy wobec Rosji. Obecnie spór koncentruje się na tym, kto jest odpowiedzialny za zatwierdzenie gazociągu —czytamy.

O wiele ciekawsze, a nawet bulwersujące i straszne są jednak tezy stawiane przez autorów tekstu dotyczące podziału wpływów. „Putin chce, aby Zachód w końcu zaakceptował, że Moskwa uznaje poprzednie państwa Związku Radzieckiego – za wyjątkiem krajów bałtyckich – jako część rosyjskiej sfery interesów, w której Kreml żąda głosu. (…) Niemcy oczywiście nie mogą zaoferować takiego oficjalnego uznania, ale de facto lepiej byłoby uwzględnić te interesy. Los Ukrainy pokazuje, że dla Zachodu nie ma sensu kontynuowanie nalegania na jego zasady, gdy nie może ich bronić przed pozbawioną skrupułów Rosją. Berlin potrzebuje podejścia Realpolitik, jeśli chodzi o Moskwę —piszą autorzy.
No i tak kochani wygląda „solidarność europejska” według dużej części polityków z Berlina. Ubijać deale z Putinem, kosztem innych, byleby tylko sprzedawać te swoje volkswageny i mercedesy. Ważne, żeby nie mieć zbyt wielu złudzeń.

 

Jeremi Zaborowski