Unia Europejska rozpoczyna dyskusję o budżecie na lata 2021 – 2027. W jej wyniku Polska i Węgry mogą otrzymać znacząco mniej środków niż dotychczas.

 

Pieniądze, które jak wiadomo w Unii Europejskiej płyną od krajów bogatych do biedniejszych, to najpoważniejszy, by nie powiedzieć jedyny argument jakiego UE może użyć w sporze o przestrzeganie wartości europejskich, o łamanie których Polska i Węgry nieustannie są oskarżane.

Argument bardzo poważny biorąc pod uwagę, że inwestycje w infrastrukturę w Polsce w ponad 60 proc. pokrywane są ze środków Unii Europejskiej, a na Węgrzech w 55 procentach. Oba te kraje od dłuższego czasu strofowane są za zwiększanie kontroli państwa nad systemem sądowniczym i mediami i wprowadzanie rządów quasi autorytarnych. Według wielu krytyków taka polityka, w połączeniu z silnymi sentymentami nacjonalistycznymi, to najpoważniejsze w tej chwili zagrożenie dla przyszłości całej wspólnoty europejskiej.

Dotychczasowe próby skłonienia Polski i Węgier do zmiany postępowania, groźby sankcji itd. nie przynosiły rezultatów, gdyż zgodnie z prawem UE musiałyby za tym głosować wszystkie kraje członkowskie. Węgry i Polska mogą się więc wzajemnie bronić używając weta. Stąd właśnie pojawiający się w Komisji Europejskiej pomysł, by zmienić zasady rozdzielania unijnych pieniędzy i przyznawanie nowych środków w budżecie na lata 2021 – 27 połączyć nie tylko z sytuacją gospodarczą, ale także z oceną wiarygodności systemu sądownictwa i przestrzegania innych wartości europejskich. Taka zmiana pozwoliłaby niejako przesunąć ciężar dyskusji z debaty o europejskich wartościach na sprawy finansowe. Co ważniejsze wymaga ona jedynie większości głosów, a nie zgody wszystkich członków wspólnoty.

Oczywiście to na razie tylko dyskusja i nie wiadomo czy opisywany wyżej pomysł uda się przeprowadzić. Gdyby nawet, byłby on wcielony w życie najwcześniej w roku 2021.

 

„Starzy” członkowie Unii Europejskiej są jednak zdeterminowani m.in. z powodu brexitu. Po wyjściu z Unii Europejskiej Wielkiej Brytanii wspólnota będzie miała znacząco niższy budżet i tym samym mniej pieniędzy dla biedniejszych członków UE.

Mniejszy budżet UE ani dla Polski, ani dla Węgier nie może być wiadomością pomyślną zważywszy, że w tej chwili mniej więcej 9 proc. całego budżetu wspólnoty trafia do tego pierwszego kraju, a 2,5 do znacznie mniejszych Węgier.

Warto przypomnieć, że pieniądze te, zwane Funduszem Spójności, przyznawane są przez UE po to, by wyrównać poziom życia wewnątrz wspólnoty i wspomóc rozwój w zapóźnionych gospodarczo krajach członkowskich. Środki te zarówno dla Polski jak i dla Węgier są bardzo istotne. Dla przykładu 3 proc. roczny wzrost gospodarczy, który notują w tej chwili Węgry, bez pieniędzy z UE zmalałby do poniżej 1 proc.

Stąd też dyskusja o zmianie zasad przyznawania środków spójnościowych budzi zarozumiały niepokój. Zoltan Kovacs, rzecznik węgierskiego rządu pomysł uzależnienia przyznawania pieniędzy od sytuacji politycznej w krajach członkowskich nazwał niedawno „szantażem”. „Nawet nie próbujcie mówić, że pieniądze te to jest jakiś dar dla krajów środkowej i wschodniej Europy” – stwierdził Kovacs dodając, że zasady ich wydatkowania są skonstruowane tak, by kraje otrzymujące środki musiały wydawać je kupując urządzenia lub usługi w państwach, które środki przyznają. „Węgierski rynek wewnętrzny po przystąpieniu do Unii Europejskiej został otwarty, na czym kraje zachodniej Europy bardzo skorzystały – dodał Kovacs.

Podczas dyskusji o sposobach przyznawania unijnych pieniędzy omawiane będą również inne zmiany. Pojawiają się na przykład pomysły, by środki przydzielano nie tylko w oparciu o dochód narodowy na głowę mieszkańca, ale również o inne czynniki, na przykład bezrobocie i imigrację. Kraje takie jak Grecja czy Włochy, które borykają się z napływem uchodźców, domagają się więcej pieniędzy od UE na pokrycie związanych z tym wydatków. Hiszpania i Portugalia z kolei, chcą więcej na poradzenie sobie z wysokim bezrobociem, które dotyka zwłaszcza ludzi młodych. Wszystko to w połączeniu z przekonaniem przewodniczącego Komisji Europejskiej Jeana – Claude’a Junckera i wiceprzewodniczącego Fransa Timmermansa, iż kraje flirtujące z „nieliberalną demokracją” powinny zostać ukarane oznacza, że dla Polski i Węgier może się zacząć znacznie trudniejszy czas w Unii Europejskiej.

 

 

Tomasz Bagnowski