Ja jestem dobrym pasterzem. 
Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, którego owce nie są własnością, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza; najemnik ucieka, dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje owce Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej zagrody. I te muszę przyprowadzić, i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz.
J 10, 11- 16
W ostatnich dniach byliśmy świadkami tragedii jaka dotknęła miasteczko Douma w Syrii, ostrzeliwane przez syryjski reżim. Gdy mieszkańcy schronili się w piwnicach wtedy nadleciał helikopter, z którego zrzucono tzw. bomby beczkowe wypełnione substancjami trującymi. Cięższa od powietrza trucizna wypełniła podziemne pomieszczenia, co stało się powodem wielkiej liczby ofiar. Szef humanitarnej syryjskiej organizacji Białe Hełmy Raed al-Saleh powiedział: „Siedemdziesięciu zmarło na skutek uduszenia, setki nadal się duszą”. Wśród ofiar było 20 dzieci. Świat obiegły przerażające fotografie zabitych i zatrutych dzieci. Na świecie, a szczególnie na Bliskim Wschodzie podobne zbrodnie zdarzają się dosyć często.
Wielu z nas pamięta tragiczne obrazy wojny w Iraku. Mimo najpiękniejszych haseł uzasadniających prowadzenie wojny, jest ona zawsze zbrodnią, którą popełniają sprawujący władzę i ci, którzy są opanowani żądzą jej zdobycia lub osiągnięcia korzyści materialnych. Ci ludzie bardzo często stroją się w piórka dobroczyńców narodu, któremu chcą przewodzić. Używając języka Ewangelii możemy powiedzieć, że chcą być pasterzami swoich narodów. Pośród piekła rozniecanego przez tych ludzi pojawiają się wysłannicy innego, prawdziwego Pasterza.
O jednym z nich pisze Phil Klay w książce „Tales of War and Redemption”. Patrick McLaughlin był luterańskim kapelanem w czasie wojny w Iraku. Ojciec pięciorga dzieci zawsze z sympatią i uśmiechem spieszył ludziom z pomocą. Najtrudniejszą częścią jego służby w armii był niewielki szpital polowy, gdzie leczono amerykańskich i irackich żołnierzy oraz cywilów. Patrick był świadkiem przerażających scen. Najbardziej tragiczne były historie rannych, niewinnych dzieci. Bardzo często przynoszono do szpitala dzieci, dla których nic już nie można było zrobić, poza łagodzenieniem bólu zastrzykami morfiny. Gdy umierały Patrick brał je w ramiona i delikatnie kołysał. Początkowo robił to na stojąco lub na kolanach, poza szpitalem. Pierwszy chłopczyk miał może sześć lub siedem lat. Umierał z powodu roztrzaskanej głowy. Nie było przy nim nikogo z rodziny.
 Potem była trzyletnia dziewczynka, której ciało zostało prawie rozerwane przez wybuch bomby. Patrick trzymał umierającą dziewczynkę na rękach, kołysał i szeptał jej do ucha uspaokajaące słowa miłości. Zaś kobieta, służąca w armii, która miała dziewczynkę w tym samym wieku trzymała dziecko za ręce. Po śmierci dziewczynki pastor McLaughlin poprosił o wykonanie dla niego bujanego fotela, aby siedząc na nim mógł kołysać dzieci aż do ostatniego ich oddechu.
Podczas pobytu w Iraku Patrick tulił w swoich ramionach na bujanym fotelu jedenaścioro dzieci. Przed opuszczeniem Iraku wrzucił do ognia ten fotel, mówiąc: „Ofiaruję go dzieciom, które niegdyś na tym krześle, w moich ramionach odchodziły do wieczności”.
Wojskowy kapelan, tulący w ramionach umierające dzieci kieruje naszą uwagę na Chrystusa, który mówi w dzisiejszej Ewangelii: „Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce”.
 W czasie naszych pielgrzymek do Rzymu bardzo często odwiedzamy katakumby. Jest to sieć podziemnych cmentarzy wykopanych w wulkanicznym tufie przez dawnych mieszkańców Wiecznego Miasta. Zmarłych chowano w grobowych niszach wydrążonych w ścianach korytarzy lub w większych komorach, które później przekształcono w miejsca kultu. W V wieku katakumby stały się miejscem modlitewnych spotkań chrześcijan oraz kultu męczenników. Katakumby są ozdobione bardzo prostymi dziełami sztuki, nawiązującymi do chrześcijańskiej symboliki. Często spotykanym obrazem w katakumbach jest obraz Dobrego Pasterza, który jest przedstawiany jako młody człowiek z owcą na ramionach. Nieraz trzyma On w prawej ręce naczynie z wodą. Obraz Dobrego Pasterza, z dzisiejszej Ewangelii był dla pierwszych chrześcijan bardzo ważnym i przemawiający symbolem.
Obraz pasterza ukazuje bardzo osobistą naturę związku Jezusa z Jego uczniami. Ewangeliczny Pasterz opuszcza 99 owiec i szuka jednej zagubionej, a gdy ją znajduje nie karci jej, ale z miłością bierze na ramiona. Istnieje bardzo ścisła więź między Pasterzem a tą jedną owcą. Dla Dobrego Pasterza nie jesteśmy anonimową twarzą w wielkim tłumie. On woła nas po imieniu. On zna dogłębnie nasze problemy i troski. Widzi w sercu każdego z nas pragnienie dobra i zna nasz żal za popełnione grzechy. On osądza sprawiedliwie. Inaczej niż człowiek, który nie wie co się dzieje w naszym sercu. Dlatego w imieniu Boga prorok Izajasz mówi: „Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami – wyrocznia Pana. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje – nad waszymi drogami i myśli moje – nad myślami waszymi”. Tę szczególną relację Pasterza do swego ludu kreuje bezgraniczna miłość. Św. Jan pisze: „Najmilsi: Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy”. Jesteśmy dziećmi Bożymi, bo Dobry Pasterz oddał za nas życie. Jeśli zaufamy do końca Chrystusowi możemy czuć się bezpiecznie. Możemy powtarzać za psalmistą: „Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego. Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach przez wzgląd na swoje imię. Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną”.
Jeśli Bóg tak nas umiłował, to my winniśmy odpowiedzieć taką samą miłością, a wtedy ogarnie nas wewnętrzny pokój, o którym pisze św. Faustyna w Dzienniczku: „Miłość wypędza z duszy bojaźń. Odkąd umiłowałam Boga całą istotą swoją, całą mocą swego serca, od tej chwili ustąpiła bojaźń, i chociażby mi nie wiem już jak mówiono o Jego sprawiedliwości, to nie lękam się Go wcale, bo poznałam Go dobrze: Bóg jest Miłość, a Duch Jego – jest spokój. I widzę teraz, że czyny moje, które wypłynęły z miłości, doskonalsze są niż czyny, które spełniam z bojaźni. Zaufałam Bogu i nie lękam się niczego, zdana jestem na Jego świętą wolę; niech czyni ze mną, co chce, a ja Go i tak kochać będę”. Wielki orędownik Bożego Miłosierdzia św. Jan Paweł II wielki pasterz tak mówił o swojej posłudze: „Od początku pontyfikatu moje myśli, modlitwy i działania ożywia jedno pragnienie: dawać świadectwo o tym, że Chrystus Dobry Pasterz jest obecny i działa w swoim Kościele; że wciąż szuka każdej owcy, która się zagubiła, zabłąkaną sprowadza z powrotem, opatruje skaleczoną, umacnia chorą, a mocną ochrania. Od pierwszego dnia nie przestawałem zachęcać: Nie lękajcie się przyjąć Chrystusa i przyjąć Jego władzy! I dziś powtarzam to wezwanie: Otwórzcie drzwi Chrystusowi! Pozwólcie Mu się prowadzić. Zaufajcie Jego miłości!”.
ks. Ryszard Koper