Nie, nie namawiam Cię na siłę, żebyś nadal wierzył Bogu, ale namawiam Cię byś nadal wierzył miłości, byś dał sobie szansę, byś pokochał siebie, bo w walce o wartości chodzi o Ciebie, o twoje życie.

Jeśli masz żal do Boga to nie jesteś pierwszy czy ostatni co z żalem pielęgnują ból, bo życie potoczyło się tak a nie inaczej.

Pytanie jakie trzeba sobie postawić, to co zrobimy z tym żalem? Czy damy się mu zadomowić w naszych głowach i sercach?

Po co Ci taki domownik? Już masz przecież domowników czy członków rodziny co całymi latami pielęgnują żal więc po co Ci dodatkowo taki domownik, niechciany za bardzo…
Tak, zawsze życie mogłoby wyglądać inaczej, ale nie wygląda. Dziś jesteś mądrzejszy o błędy z wczoraj. Nie daj się zniechęceniu. Czasem będziesz Szymonem Piotrem zmęczonym chodzeniem za Jezusem, czasem będziesz Zacheuszem szukającym Chrystusa wbrew niepowodzeniom, czasem będziesz Nikodemem stawiającym pytania.

Tak, w każdej z tych postaci ewangelicznych jesteś TY, i dobrze, że jesteś. Bo właśnie taki jesteś Przyjacielu; pogubiony, zmęczony, zniechęcony…, szukający światła po ciemku.
Jesteś bezdomny we własnym domu. Ta bezdomność to brak miłości, to brak wyrozumiałości, to brak siły do walki. Tak, taka bezdomność Cię przytłacza. Wiem, nie jest Ci łatwo.

Nie, nie znam recepty na Twoją bezdomność duchową, ale wiem, kto się na tym zna. Nie, ON na siłę nie będzie uczył Cię chodzić od nowa. Małe dziecko jak zaczyna chodzić to szuka ręki matki albo ojca, bo chce się przy nich uczyć chodzić.

Złap Pana Boga za rękę w cichej modlitwie by nauczył Cię znowu chodzić. Nie obawiaj się upadków, bo będą, to jest nieuniknione. I czego wtedy szukać? Właśnie ręki Pana Boga. Takich spotkań z Nim uczących Cię chodzić życzę Ci jak najwięcej.

Nie ufaj słowom, ale własnym uczynkom.

Z czynów będziemy sądzeni, nie z planów na przyszłość. Święty Jan od Krzyża mawiał: „Pod wieczór naszego życia będziemy sądzeni z miłości”. Jedynym pytaniem o dary dane duszy będzie: „Czy dobrze kochałeś?…” Czy wszystko, co robiłeś, było robione na rzecz miłości? Czy wszystkie okna zostały otwarte, by ciepło miłości bliźniego mogło napełnić cały dom – okna wymyte, żeby mogły coraz bardziej i bardziej promieniować ze środka tajemniczym Boskim światłem? Czy odrębne życie domu (duszy) coraz bardziej i bardziej zlewało się z potężnym nurtem życia miasta?

Bądź dobrej myśli proszę i trzymaj się dzielnie kimkolwiek jesteś Drogi Czytelniku!

 

o. Paweł Bielecki