Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak Go poznali przy łamaniu chleba. A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: „Pokój wam!” Zatrwożonym i wylęknionym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: „Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie Mnie i przekonacie się: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam”. Po tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: „Macie tu coś do jedzenia?” Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i spożył przy nich.
Łk 24, 35- 43
Ida Nowakowska, aktorka, tancerka i jurorka popularnego telewizyjnego show You Can Dance powierziała: „Wiara, to najlepsza rzecz jaka w życiu mi się zdarzyła, i chcę się nią dzielić”. Katarzyna Olubińska w książce „Bóg w wielkim mieście” zamieściła z nią wywiad, który zatytułowała „Bóg, który napełnia pokojem”. W wywiadzie Ida mówi, że w tym zamęcie świata odnajduje w Bogu oparcie i najgłębszy wewnętrzny pokój, którego nie mogą zburzyć żadne doświadczenia życiowe. W Bogu odnalazła pokój w bardzo dramatycznym momencie swojego życia jakim była śmierć ukochanego ojca. Tak wspomina ten czas: „Od śmierci mojego taty minęły już dwa lata, dziś mam przede wszystkim pokój w sercu, Musiałam zrozumieć, że śmierć jest nieodłączną częścią życia, ale nie oznacza to, że Bóg nie jest dobry. Dotarło do mnie, że naprawdę wszyscy odejdziemy. Zrozumiałam, że moja kariera, moje działanie nie są najważniejsze. Nabrałam dystansu. Wydoroślałam. Tata był pisarzem, poświęcił się swojej sztuce – i co? To ja zasypiam dziś, pamiętając o nim, a nie jego czytelnicy. Był geniuszem, jego książki są fantastyczne, na pewnym etapie historii Polski były bardzo ważne. Tata za swoje ideały trafiał do więzienia, poświęcił się im, za swoją działalność dostał potem odznaczenia od państwa. Naprawdę jestem z niego dumna. Marek Nowakowski – to imię i nazwisko, które na zawsze zostanie na kartach historii Polski. Miał kolegów, ludzi, którzy go szanowali i podziwiali, ale jestem pewna, że oni nie zasypiają dziś, myśląc o nim, tak jak to robię ja. Bo ja byłam jego rodziną i ja go nadal kocham. Odkryłam, że miłość jest silniejsza niż śmierć”. Ludzka miłość zakotwiczona w Chrystusie jest realnie mocniejsza aniżeli śmierć. Niejako namacalnie doświadczyli tego uczniowie Jezusa, szczególnie w dniach po Jego zmartwychwstaniu.
Wraz ze śmiercią Jezusa na krzyżu skończył się, jak myśleli Jego uczniowie najpiękniejszy okres w ich życiu. Przy Chrystusie spełniał się najpiękniejszy sen o wieczności i dotykalnej bliskości Boga. Wierzyli Chrystusowi i z radością szli za nim. Prawie codziennie doświadczali cudownego dotknięcia Boga. Jego słowa były balsamem dla ich serc, a były to słowa pełne mocy, które sprawiały, że umarli wychodzili z grobów, chorzy wracali do domu zdrowi, wzburzone jezioro stawało się spokojne. A w tym wszystkim wyczuwało się ogromną miłość Boga. To wszystko sprawiało, że uczniowie czuli się przy Chrystusie bezpiecznie, mieli wewnętrzny pokój. On był ich oparciem i źródłem pokoju nawet w obliczu śmierci. Wszystko jednak legło w gruzach, gdy Chrystus skonał na kalwaryjskim wzgórzu. Umarła Miłość, która wydawała się być silniejsza aniżeli śmierć. W ich sercach miejsce pokoju zajęły lęk i trwoga. Niektórzy z nich, zatrwożeni zamknęli się w Wieczerniku, inni zaś chcieli być jak najdalej od miejsca tragedii, od Golgoty.
Po tych traumatycznych przejściach zaczęła się rodzić radosna wielkanocna nadzieja. Rodziła się w niedowierzaniu. Do Wieczernika wrócili uczniowie, którzy spotkali zmartwychwstałego Chrystusa w drodze do Emaus i rozpoznali Go przy łamaniu chleba. „A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: ‘Pokój wam!”. Widząc ich niedowiarstwo, Chrystus mówi: „Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie Mnie i przekonajcie się: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam”. Radowali się, ale ciągle nie dowierzali, myśleli, że to duch, dlatego Chrystus ich pyta: „Macie tu coś do jedzenia?”. Podali rybę, którą spożył. Następnie, tak jak uczniom w drodze do Emaus wyjaśnia Pisma, które mówią, że to wszystko musiało się stać. Miłość musiała przejść przez krzyż i grób, aby pokazać, że jest silniejsza aniżeli śmierć: „Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jeruzalem. Wy jesteście świadkami tego”. Z tej Miłości silniejszej aniżeli śmierć rodziły się wiara, nadzieja i pokój silniejszy aniżeli śmierć. Ten pokój rodził się także ze świadomości, że jest to Miłość wybaczająca. Prawie wszyscy opuścili Jezusa, zaparli się Go, gdy On umierał na krzyżu. Chrystus im wybaczył, otwierając im serca na najgłębszy pokój. Dzięki temu w najtrudniejszych momentach życia, uczniowie Jezusa zachowali ogromny spokój i radość. Anonimowy autor świadek śmierci pierwszych męczenników pisał: „Szli pełni radości, z twarzami jaśniejącymi chwałą i pięknem. (…) Roztaczali wokół siebie tak miłą woń Chrystusową, że wielu pytało, czy nie użyli pachnideł”.
Do szczęścia potrzebujemy wielu rzeczy, ale pokój jest nieodzowną wartością do jego osiągnięcia. Dzisiaj tego pokoju brakuje w świecie i w nas samych, jak to śpiewamy w jednej z piosenek religijnych: „Ciągły niepokój na świecie, / wojny i wojny bez końca; / Jakże niepewna jest ziemia, / jękiem i gniewem drgająca. /Ciągły niepokój w człowieku, / ucieczka w hałas, zabawy; / szukamy wciąż nowych wrażeń, /a w głębi ciszy pragniemy”. W głębi duszy pragniemy pokoju, który przynosi Chrystus, jak mówi refren tej piosenki: „Pokój zostawiam wam, pokój Mój daję wam; / nie tak, jak daje dzisiaj świat, /powiedział do nas Pan”. Jest to pokój, którym obdarował Chrystus pierwszych swoich uczniów.
Tak jak wtedy tak i teraz przychodzi do nas Chrystus i mówi: „Pokój wam!”. W tym przesłaniu jest wybaczenie oczyszczające nasze serce, które czyni je gotowymi na przyjęcie prawdziwego pokoju. Papież Franciszek przypomina, że nieodzownym elementem takiego pokoju jest wybaczenie: „W istocie wobec Boga wszyscy jesteśmy grzesznikami, potrzebującymi przebaczenia. Jezus nam powiedział byśmy nie osądzali. Upomnienie braterskie jest kwestią miłości i jedności, która musi panować we wspólnocie chrześcijańskiej, jest wzajemną posługą, którą możemy i musimy wypełniać nawzajem wobec siebie. Jest to możliwe i skuteczne tylko wtedy, jeśli każdy uzna siebie za grzesznika i osobę potrzebującą przebaczenia Pana. Ta sama świadomość, która sprawia, że rozpoznaję błąd drugiego, jeszcze wcześniej przypomina mi, że ja sam zbłądziłem i wiele razy błądzę”.
Zaś święty Jan Paweł II z wysokości nieba przypomina nam: „Z głębokim przekonaniem pragnę zatem zwrócić się do wszystkich z apelem, aby dążyli do pokoju drogami przebaczenia. Zdaję sobie w pełni sprawę, jak bardzo przebaczenie może się wydawać sprzeczne z ludzką logiką, bo ona często kieruje się zasadą rywalizacji i odwetu. Przebaczenie natomiast czerpie natchnienie z logiki miłości – tej miłości, którą Bóg darzy każdego człowieka, każdy lud i naród, całą ludzką rodzinę. Jeśli jednak Kościół ma odwagę głosić zasadę, która ludzkim umysłom mogłaby się wydawać nierozumna, to dlatego że pokłada niezachwianą ufność w nieskończonej miłości Bożej. Jak zaświadcza Pismo Święte, Bóg jest bogaty w miłosierdzie i nie przestaje przebaczać tym, którzy do Niego powracają. Boże przebaczenie staje się w naszych sercach niewyczerpalnym źródłem przebaczenia także w naszych wzajemnych relacjach i pomaga nam przeżywać je w duchu prawdziwego braterstwa”.
ks. Ryszard Koper