Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących. Żaden nie nazywał swoim ego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne. Apostołowie z wielką mocą świadczyli o zmartwychwstaniu Pana Jezusa, a wszyscy mieli wielką łaskę. Nikt z nich nie cierpiał niedostatku, bo właściciele pól albo domów sprzedawali je i przynosili pieniądze ze sprzedaży, i składali je u stóp apostołów. Każdemu też rozdzielano według potrzeby
(Dz 4,32-35).

 

Harry Secombe był cenionym piosenkarzem, aktorem komediowym i popularnym prezenterem rozgłośni radiowej BBC. Jego kariera została przerwana przez wylew krwi do mózgu, w efekcie którego został sparaliżowany. Telewizja nakręciła film o jego zmaganiach z chorobą i powolnym powrocie do zdrowia. Zachowując poczucie humoru, Harry mówił wzruszonym głosem o swoich licznych trudnościach, problemach jakie niosła obezwładniająca go choroba. W ostatnim wywiadzie zapytano Harrego o wiarę w Boga, która zawsze zajmowała fundamentalne miejsce w jego życiu. W odpowiedzi, zacytował fragment Biblii, który zapamiętał z lat dzieciństwa: „Ja wiem, że mój Zbawca żyje”. 12 kwietnia 2001 r., w niedługim czasie po tym wywiadzie Harry Secombe odszedł do Pana.
Prawda zawarta w zacytowanym przez Harrego fragmencie Biblii jest fundamentem wiary każdego chrześcijanina. Znamy wiele mądrych, pięknych i wzruszających nauk Chrystusa. Gdybyśmy starali się żyć według nich na pewno przeżylibyśmy pięknie i owocne nasze życie. Nawet dla tego powodu warto byłoby iść za Chrystusem. Chociaż zapewne u kresu naszych dni czulibyśmy jakiś niedosyt, oczekiwalibyśmy dopełnienia, ukoronowania życia według bożej miary. Te odczucia mają szansę spełnienia w fakcie zmartwychwstania Chrystusa. Zmartwychwstanie jest uwiarygodnieniem Jego nauki. A zatem jeśli pójdziemy drogą ewangelicznej prawdy, będziemy mieć udział w zmartwychwstaniu Chrystusa, przez które osiągniemy pełnię życia w wieczności.

 

Prawda, że Chrystus żyje miała istotne znaczenie dla apostołów. W czasie konania Jezusa na krzyżu Jego przeciwnicy byli pewni swego zwycięstwa. Robili sobie kpiny z Jego mocy: „Jeśli jesteś Synem Bożym, zstąp z krzyża a uwierzymy Ci”. Zapewne i uczniowie Chrystusa, ożywieni miłością do swego Mistrza także pragnęli jakiegoś znaku. Ale Chrystus nie zatrzymywał się w połowie drogi. On realizował swoją wizję triumfu i zwycięstwa. Zostaje na krzyżu aż do skonania. Wtedy, gdy wielu widziało Jego śmierć i było pewnymi Jego klęski On ukazuje swoje zwycięstwo. To poczucie klęski w pewnym stopniu dotknęło także apostołów. Jednak w przeciwności do tych, którzy urągali Chrystusowi na krzyżu, oni zachowali miłość do Niego. I na tej drodze rozpoznawali Chrystusa i Jego znaki po zmartwychwstaniu.

Opis spotkania zmartwychwstałego Chrystusa z uczniami rozpoczyna się tymi słowami: „Było to wieczorem pierwszego dnia tygodnia. Tam gdzie przebywali uczniowie, drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami. Jezus wszedł, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam”. Możemy tylko w niedoskonały sposób wyobrazić sobie, co działo się wtedy w sercach apostołów. Zapewne pierwszy lęk i niedowierzanie zamieniły się w ogromną radość. Żałowali, że jeden z nich Tomasz nie widział Chrystusa, dlatego gdy tylko się pojawił zaczynają mu gorączkowo opowiadać, że widzieli Chrystusa, że On zmartwychwstał. Jednak zbolały Tomasz ma w pamięci obraz Chrystusa na krzyżu, który nie pasuje do tego, co opowiadają jego bracia. W swoim zwątpieniu mówi: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i ręki mojej nie włożę w bok Jego, nie uwierzę”. Chrystus ukazuje się ponownie, jakby specjalnie dla Tomasza i każe mu dotknąć swoich ran. To wystarczyło Tomaszowi, aby uwierzyć i wyznać: „Pan mój i Bóg mój”. A wtedy Chrystus wypowiedział błogosławieństwo dla tych, którzy nie mieli i nie mają takiej szansy jak Tomasz, ale wierzą: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. Nie możemy spotkać Chrystusa tak jak Tomasz, ale na różne sposoby możemy doświadczać Jego obecności.

James C. Whittaker w książce „We Thought We Heard Angels Singing” opisuje swoje przeżycia z czasów II Wojny Światowej. W czasie wykonywania zadań bojowych samolot, którym leciał uległ wypadkowi nad Pacyfikiem. Ośmiu członków załogi uratowało się. Przez 21 dni dryfowali na trzech małych tratwach ratowniczych. Nie mieli żywności, ani wody. Wewnętrzną moc przetrwania czerpali z modlitwy. Czytali Biblię i kierowali ku Bogu spontaniczne modlitwy. James był jedyną osobą niewierzącą w tym gronie. W szóstym dniu głód i pragnienie coraz bardziej dawały się im we znaki. Wieczorem modlili się żarliwie, żywiąc nadzieję, że na horyzoncie pojawi się jakiś statek lub samolot. Jednak horyzont pozostał pusty, a tragiczna rzeczywistość jeszcze mocniej przypomniała im beznadziejną sytuację. Bezsilni spoglądali na pluskające w wodzie ryby. I nagle, ku ich zaskoczeniu dwie ryby wskoczyły do jednej z tratw. To był pierwszy posiłek rozbitków od sześciu dni. Następnego dnia mężczyźni w czasie modlitwy prosili Boga o deszcz. Wkrótce nadciągnęła burza, zalewając ich strugami wody. Od tego momentu James C. Whittaker stał się wierzącym. W dziesiątym dniu wydarzyło się coś szczególnego. Po codziennych modlitwach głośno zaczęli wyznawać swoje grzechy. Było to wspaniałe wyznanie pokornej wiary w Boga. Trzynastego dnia James prowadził po raz pierwszy wieczorne modlitwy. Modlił się żarliwie, błagając o ponowny deszcz. I rzeczywiście, jakby na zawołanie, w niedługim czasie spadł rzęsisty deszcz. O tym wydarzeniu pisze w swojej książce: „Są pewne rzeczy, których nie możemy wyjaśnić prawami natury. Wiatr był przeciwny, a mimo to ściana deszczu zaczęła powoli przesuwać się w naszym kierunku. Ugasiliśmy pragnienie oraz napełniliśmy wodą nasze pojemniki”. W 21 dniu dryfowania, rozbitkowie ujrzeli ląd. James chwycił za wiosła. Po ponad siedmiu godzinach dotarli do brzegu. Uklękli na plaży i dziękowali Bogu za ocalenie.

James odczytał te wydarzenia jako znaki Boże, dzięki którym Chrystus zagościł w jego życiu. Podobnie jak Tomasz, chociaż na innej drodze James spotkał Chrystusa i wyznał, że jest On jego Panem i Bogiem. Tomasz wyruszył w świat z radosną nowiną o zmartwychwstaniu Chrystusa. Jak mówi tradycja, dotarł do Indii, a także na tereny dzisiejszego Iraku. James apostołował poprzez swoją książkę, w której opisał drogę swojej wiary, jak i też liczne podróże oraz wypowiedzi.

 

Bóg w swoim wielkim miłosierdziu szuka każdego z nas, szczególnie zagubionego. Święty Jan Paweł II wielki orędownik Bożego Miłosierdzia, w czasie kanonizacji siostry Faustyny powiedział: „Chrystusowe orędzie miłosierdzia nieustannie dociera do nas w geście Jego rąk wyciągniętych ku cierpiącemu człowiekowi. Jezus wskazał nam też wielorakie drogi miłosierdzia, które nie tylko przebacza grzechy, ale wychodzi też naprzeciw wszystkim ludzkim potrzebom. Jezus pochylał się nad wszelką ludzką nędzą, materialną i duchową. Trzeba, aby ludzkość pozwoliła się ogarnąć i przeniknąć Duchowi Świętemu, którego daje jej zmartwychwstały Chrystus. To Duch leczy rany serca, obala mury odgradzające nas od Boga i od siebie nawzajem, pozwala znów cieszyć się miłością Ojca i zarazem braterską jednością”. On to ustanowił drugą niedzielę wielkanocną Niedzielą Miłosierdzia Bożego.
13 lat temu w wigilię Bożego Miłosierdzia o godz. 21.37 po raz ostatni uderzyło serce papieża. Kardynał Dziwisz tak wspomina ten moment: „Widziałem jak na monitorze serce biło, w pewnym momencie się zatrzymało. Wtedy zatrzymał się chyba cały świat. To było trzecie zatrzymanie w jego życiu. Pierwsze – wybór na papieża; potem – zamach, który wstrząsnął całym światem; i wreszcie śmierć – bo choć świat się spodziewał tej śmierci, też się zatrzymał”.

 

ks. Ryszard Koper