Zbliża się rocznica katastrofy smoleńskiej. 10 kwietnia, dokładnie osiem lat od pamiętnej tragedii narodowej, w centrum Warszawy zostanie odsłonięty pomnik ku czci wszystkich, którzy zginęli w katastrofie prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem.

 

Kwietniowa sobota 2010 r. była dniem największej, jednorazowej tragedii w historii Polski po II wojnie światowej. W delegacji udającej się wtedy na uroczystości 70. rocznicy zagłady polskich oficerów w lesie katyńskim był prezydent RP Lech Kaczyński z żoną, ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, dowództwo wojska polskiego, kilkunastu posłów i senatorów, duchowieństwo różnych wyznań, przedstawiciele szeregu instytucji państwowych i społecznych oraz rodziny polskich oficerów zgładzonych na „nieludzkiej ziemi”. Łącznie z załogą, na pokładzie prezydenckiego tupolewa było 96 osób. Zginęli wszyscy.

Przyczyny katastrofy i jej okoliczności nie zostały do tej pory w pełni wyjaśnione. Już w kwietniu 2010 r. pojawiły się pogłoski o możliwości zamachu zorganizowanego przez służby rosyjskie. Jak wiadomo prezydent Lech Kaczyński nie cieszył się sympatią na Kremlu. Jedną z przyczyn było jego zdecydowane potępienie rosyjskiej agresji na Gruzję w sierpniu 2008 r. Prezydent RP przybył wówczas do Tbilisi wraz z przywódcami Ukrainy i państw bałtyckich i wyraził pełne poparcie dla suwerenności Gruzji. Istnieje teza, że zapobiegło to wkroczeniu wojsk rosyjskich do stolicy republiki.

Badania opinii publicznej prowadzone przez ostatnie kilka lat wykazały, że co najmniej 20 proc. Polaków uważa, iż przyczyną katastrofy był zamach, około 30 proc. nie wyklucza możliwości zamachu a połowa respondentów twierdzi, że był to wypadek.

Nie ulega wątpliwości, że państwo polskie nie zdało egzaminu po katastrofie. Rząd sprawującej wówczas władzę koalicji PO-PSL oddał dochodzenie w ręce Rosjan, którzy stwierdzili, że przyczyną rozbicia tupolewa był błąd polskich pilotów. Wyglądało na to, że władze polskie bały się Kremla i zgadzały się na wszystkie warunki postawione przez rząd rosyjski. Całą sprawę potraktowano jak wypadek zwykłego, pasażerskiego samolotu, nie biorąc pod uwagę, że mieliśmy do czynienia z wyjątkową katastrofą, której ofiarą była głowa państwa, parlamentarzyści, członkowie rządu oraz generałowie sił zbrojnych. Rząd Donalda Tuska powołał komisję do zbadania przyczyn katastrofy (tzw. komisja Millera). Jej przewodniczący, Jerzy Miller starał się przekonać członków komisji, że jej raport nie powinien odbiegać od stanowiska strony rosyjskiej.

Dziennikarz tygodnika „Sieci” Marek Pyza, który przesłuchał nagrania z obrad komisji Millera pisał: „Dyskusja ekspertów, którzy mają wyjaśnić śmierć państwowej elity, wygląda na farsę. Do ostatnich minut toczone są absurdalne spory, jak zapisać w raporcie to, czym nas karmiono przez długie miesiące, a co nie daje się udowodnić”. Nie dość, że państwo polskie zachowało się bez godności, to ponadto próbowano odebrać honor niektórym ofiarom katastrofy. Dowódcę sił powietrznych generała Andrzeja Błasika obwiniano, że znajdował się w kabinie pilotów i próbował zmuszać załogę do lądowania. Okazało się jednak, że takie zarzuty nie mają poparcia w żadnych wiarygodnych dowodach.

Warto przypomnieć okoliczności katastrofy samolotu rosyjskich linii lotniczych, który rozbił się na terytorium Egiptu w roku 2015. Zginęło wtedy 229 osób. Przyczyny katastrofy badała międzynarodowa komisja z udziałem rosyjskich, egipskich i francuskich ekspertów. Ustalono, że przyczyną tragedii był ładunek wybuchowy umieszczony w samolocie prawdopodobnie przez islamskich terrorystów.

Działania strony rosyjskiej po katastrofie smoleńskiej budzą szereg wątpliwości i zastrzeżeń. Ciała ofiar katastrofy umieszczano w trumnach, które następnie były lutowane. Władze polskie zgodziły się, że trumny nie będą otwierane przed pogrzebem. Kiedy w roku 2016 nowy rząd RP zezwolił na ekshumację i badanie szczątków ofiar tragedii okazało się, że co najmniej w kilku trumnach znajdowały się ciała innych ofiar katastrofy. W niektórych znaleziono fragmenty ciał różnych osób. Polaków niepokoi także odmowa zwrotu wraku zniszczonego tupolewa, jak również oryginalnych „czarnych” skrzynek.
W lutym 2016 r. rozpoczeła prace rządowa podkomisja do spraw zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej. W skład komisji wchodzą zagraniczni eksperci zajmujący się badaniem przyczyn katastrof lotniczych. Frank Taylor, jeden z najbardziej znanych ekspertów stwierdził, że samolot prezydencki został bez wątpienia zniszczony w wyniku eksplozji.

Niezależnie od podkomisji, dochodzenie prowadzi również zespół prokuratorów współpracujący z kilkoma renomowanymi laboratoriami kryminalistyki, między innymi z Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Irlandii.

Szereg zagadnień związanych z katastrofą smoleńską nie zostało wyjaśnionych. Całej prawdy nie dowiemy się być może nigdy, tak jak nie poznaliśmy wszystkich okoliczności katastrofy lotniczej w której 75 lat temu zginął generał Władysław Sikorski.
Dokładne i uczciwe zbadanie przyczyn tragedii smoleńskiej, na tyle na ile jest to możliwe, powinno być dokonane bez względu na różne przeciwności. Wymaga tego godność Rzeczpospolitej jak również pamięć o tych, którzy zginęli w kwietniu 2010 r.

 

Kazimierz Wierzbicki