Patriotami są ci, którzy krytykują to, co w ojczyźnie jest naganne, a nie ci, którzy to chwalą. Przecież „Pan Tadeusz” powstał z potrzeby pogodzenia straszliwie skłóconych rodaków znajdujących się na emigracji w Paryżu, także z potrzeby uświadomienia im ich wad. Uważny czytelnik zauważy zapewne, że najczęściej padającym określeniem w tej epopei jest przymiotnik „głupi”. Już Norwid pisał o „Panu Tadeuszu” – „A cóż to za poema narodowe, gdzie jedyną figurą na serio jest Żyd Jankiel?”. Sam Norwid też niejedną przykrą i jednoczesnie prawdziwą rzecz o nas powiedział. Chętnie uczestniczymy w kolejnych świętach kościelnych i patriotycznych, ale jakoś one nas nie zmieniają. Do stulecia niepodłegłości Polski coraz bliżej a do jedności narodu coraz dalej.

 

$

 

Lokalność w literaturze sprawdza się wedle starej zasady: kiedy chcesz opisać cały świat, nie zrozumie cię nawet własna wieś, a kiedy dobrze opiszesz swoją wieś – zrozumie to cały świat. „Chłopi” Reymonta i powieści Myśliwskiego są najlepszym tego przykładem.

 

$

 

Z przyjemnością patrzę na wielkanocne pisanki podarowane mi przez Beatę Szpurę, znaną malarkę i ilustratorkę. Powiniem je zjeść, bo się zepsują, ale mi żal. Patrzę więc i patrzę. W moim porcelanowym koszyczku prezentują się bardzo ładnie. Małe piękno, które cieszy oko. Pięknie prezentuje się również akwarela Beaty przedstawiająca drogę ku słońcu wijącą się wśród zielonych pól i łąk. Dostałem ją na urodzino-imieniny i sama w sobie jest czytelnym życzeniem. Kiedy nań patrzę rozsłonecznia się nawet najbardziej ponury dzień. Zielenie Beaty już od lat jakoś szczególnie do mnie przemawiają. Podobnie jak i jej ilustracje. Jest w nich coś świetlistego i zarazem radosnego. Z obrazów Beaty duże wrażenie zrobił na mnie m.in. portret Edgara Allana Poe na tle jego domku na Bronksie. Lubię tego poetę, zaś koło domku onegdaj mieszkałem przez dwa lata i przechodziłem obok codziennie. Sam domek też mi się bardzo podobał. Zdawał się przyjemnie przytulny. Chciałbym mieć taki, ale gdzie tam… Sama twarz poety udała się Beacie znakomicie. Jest tyleż wyrazista, co pełna ekspresji. Beata jest bardzo cenionym akademickim wykładowcą rysunku, malarstwa i sztuki ilustratorskiej. Wcale się nie dziwię – z taką pasją i taką bijącą z niej dobrocią! O talencie już nie mówię, bo to rozumie się samo przez się.

 

$

 

Odwiedził mnie dr hab. Tomasz Pudłocki, świetny historyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego, z którym połączyły mnie więzy szczególnej przyjaźni. Częstowałem go pisankami Beaty, ale i on stwierdził, że są zbyt piękne, by je zjeść. Z Tomkiem dobrze się o wszystkim rozmawia, począwszy od muzyki klasycznej, którą zna i słyszy doskonale.

 

$

 

Gdzie nie pójdę lub nie pojadę w Nowym Jorku, zawsze odkrywam coś nowego. Tyle zmian zachodzi w tym mieście, że nie zdążam zarejestrować w pamięci nawet ich części. Oglądam zatem i oglądam. Nowe budynki, nowe osiedla, nowe place, nowe skwery. Ba, bywa, że je podziwiam. Ja krytykant nad krytykanty, któremu mało kto i mało co się podoba. Ostatnio polubiłem naziemne perony metra na Oueensie. Ich kołysanie się, kiedy nadjeżdża kolejny pociąg, zwłaszcza na stacji Forest Avenue, uświadamia mi względność i płynność wszystkiego. Także pozornych przyjaźni. A ja tak przywiązuję się do ludzi…

 

$

 

Kolejny Międzynarodowy Dzień Teatru, przypadający 27 marca, przeszedł jak zwykle bez echa w polskich i polonijnych mediach. Snadź rzeczywiście teatr jest sztuką elit dla elit. Przekonuję się o tym na Facebooku, kiedy zamieszczam tam informacje o najwybitniejszych przedstawieniach polskich, europejskich i amerykańskich. Poza artystami sceny nikt na nie nie reaguje, dosłownie nikt! Znajomi panowie publicyści – hołdujący niestety kulturze masowej – i przenajsłodsze panie redaktorki, także nie widzą tegoż święta. Szkoda, bo jak mawiał Juliusz Osterwa, wielki aktor i wybitny reżyser, teatr jest sztuką dla tych, którym nie wystarcza kościół. Okazuje się jednak, że w Polsce i wśród Polonii kościół wystarcza przeważającej większości. Także medialnej.

 

$

 

Na informacje o teatrach tańca i zespołach baletowych oraz tanecznych, jakie zamieszczam na tymże Facebooku, reagują wyłącznie artyści spod znaku Terpsychory. Zero zainteresowania ze strony tzw. cywili. A tyle wspaniałych spektakli można teraz zobaczyć, nie tylko w Yoyce Theatre na Manhattanie, czy w BAM-ie, ale także w American Ballet Theatre w Lincoln Center. Nigdy nie ma odzewu na wznowienia choreografii Piny Bautsch. A przecież była to wielka artystka. Wielka i niepowtarzalna!

 

$

 

Z wielu polskich anegot teatralnych, jakie utkwiły mi w pamięci, wspominam czasem opowiadanie śp. Bronisława Pawlika, który uczył się tekstu roli, chodząc pieszo. Kiedy przygotowywał się do roli Dantona w pamiętnym spektaklu Andrzeja Wajdy „Sprawa Dantona”, wedle Stanisławy Przybyszewskiej, szedł ze swego warszawskiego domu w pobliżu placu Unii Lubelskiej aż do Teatru Powszechnego na Pradze. Na Moście Poniatowskiego często przystawali przy nim taksówkarze, zapraszając do środka. Kiedy Pawlik odmawiał – słyszał w odpowiedzi – „Ty pierd… ny Misiu z Okienka, co z ciebie za artysta, skoro nawet na taksówkę cię nie stać”. Podobne przygody miał śp. Zbigniew Zapasiewicz, który powtarzał sobie role na trasie Rondo Waszyngtona – Teatr Dramatyczny w Pałacu Kultury. Do niego też podjeżdżali ma Moście Poniatowskiego taksówkarze, a kiedy nie przyjmował ich ofert, wyzywali go od skąpców lub artystów ze spalonego teatru. Kiedy śp. Irena Kwiatkowska przygotowywała się do tytułowej roli w sztuce Jeana Giraudoux „Wariatka z Chaillot”, powtarzając sobie tekst w parku za warszawską Wyższą Szkołą Muzyczną, przechodnie mówili – „Kwiatkowska zwariowała, Kwiatkowska zwariowała”.

 

$

 

Wojciech Pszoniak – „Napisać wiersz to przyznać się. Stworzyć postać to to samo”.

 

$

 

Poza królem Stanisławem Augustem Poniatowskim jedynym szefem Polski, który chodził na premiery był międzywojenny prezydent Stanisław Wojciechowski, odsunięty od władzy przez Piłsudskiego. W Teatrze Narodowym w Warszawie miał swoją lożę. Szefowie Polski Ludowej do teatru chodzili sporadycznie, kiedy przedstawienie cieszyło się dużym rozgłosem lub było kontrowersyjne, czytaj: do zdjęcia ze sceny. Liderzy Polski po roku 1989 nie chodzą do teatru w ogóle. I to niezależnie od koloru, który jest akurat przy władzy.

 

$

 

Mało kto wie, że w Polsce Ludowej, obok cenzury państwowej, istniała także cenzura kościelna (sic!). Bywało, że ta pierwsza uzależniała zgodę na puszczenie przedstawienia od tej drugiej. Sam temu świadkowałem m.in. podczas prób generalnych „Nie-Boskiej Komedii” w Teatrze Powszechnym w Warszawie, w reżyserii Lidii Zamkow.

 

$

 

William Szekspir – „Teatr jest zwierciadłem świata”. Banalne? Banalne, ale jakże prawdziwe!

 

Andrzej Józef Dąbrowski