Po wprowadzeniu przed USA ceł na stal i aluminium, które wymierzone były przede wszystkim w import z Chin, kraj ten odpowiedział nałożeniem ceł na produkty pochodzące ze Stanów Zjednoczonych. To początek wojny handlowej.

 

W minioną środę Chiny w ramach odwetu za politykę celną administracji Donalda Trumpa zdecydowały się nałożyć cła w wysokości 50 mld dolarów na artykuły sprowadzane z USA. Objęto nimi m.in. soję, wieprzowinę, samochody, chemikalia, wino i wiele innych amerykańskich produktów. Cła dotyczyć będą 106 różnych artykułów eksportowanych do Chin ze Stanów Zjednoczonych. Chińczycy wprowadzili cła nie tylko z powodu stali i aluminium, ale również antycypując przygotowywanie kolejnych taryf zaporowych przez prezydenta USA, które mają objąć między innymi części samochodowe, elektronikę i części wykorzystywane przy produkcji samolotów.

Ogłaszając cła na import z USA chiński wiceminister finansów Zhu Guangyao powiedział, że presja wywierana z zewnątrz nigdy nie spowoduje zmiany chińskiej polityki. „To jedynie czyni nas jeszcze bardziej zdeterminowanymi w naszym dalszym rozwoju gospodarczym” – dodał Guangyao.

Wprowadzenie ceł odwetowych przez Chiny nie jest posunięciem zaskakującym. Spodziewał się tego prezydent Donald Trump, który kilka tygodni temu przekonywał, że „wojny handlowe są dobre i łatwe do wygrania”. Na razie pełnej wojny jeszcze nie ma, ale jeśli nie dojdzie do negocjacji pomiędzy dwoma największymi światowymi gospodarkami może ona wybuchnąć na dobre. Chiny deklarują, że chciałyby jej uniknąć. Guangyao, inaczej niż Trump uważa, że wojna handlowa nie jest dobra dla nikogo. „Tracą na tym obie strony” – powiedział chiński wiceminister finansów.

Wprowadzone cła na razie jeszcze są stosunkowo niewielkie. Obejmują mniej więcej 25 proc. produktów importowanych z USA i sięgają 50 mld dolarów.

Cała wymiana handlowa między Stanami Zjednoczonymi i Chinami wynosi około 650 mld dolarów rocznie. Eskalacja może jednak nastąpić bardzo szybko. Obawiają się tego rynki finansowe. Giełda w USA zanotowała bardzo poważne spadki, a w ślad za nią giełdy azjatyckie i europejskie.

Według Donalda Trumpa wprowadzenie ceł na chińskie produkty było konieczne z powodu ogromnego deficytu jaki w wymianie handlowej z tym krajem notują USA. Prezydent oskarżył też Chiny o niehonorowanie amerykańskiej własności intelektualnej i subsydiowanie eksportowanych produktów. Wielu ekspertów uważa jednak, że zamiast ceł należało próbować wynegocjować lepsze warunki handlowe.

W polityce międzynarodowej cła zaporowe oznaczają kłopoty nie tylko dla producentów w Chinach i USA, ale również dla sojuszników Stanów Zjednoczonych. Perspektywą ostrej wojny handlowej zaniepokojona jest Japonia i Korea Południowa. W polityce wewnętrznej z kolei może to zwiastować kłopoty republikanów. Chińskie cła dotkną bowiem m.in. producentów żywności w republikańskich stanach, które w ostatnich wyborach prezydenckich popierały Trumpa. Może to zaszkodzić republikańskim kandydatom w listopadowych wyborach w połowie kadencji prezydenckiej. Obaw z tego powodu nie kryje zresztą przewodniczący Izby Reprezentantów Paul Ryan.

„Jesteśmy bardzo poważnie zaniepokojeni wizją wojny handlowej i jej konsekwencjami. Wzywamy Biały Dom by nie przeprowadzał swojego taryfowego planu” – napisał Ryan w oświadczeniu wydanym jeszcze przed wprowadzeniem ceł na chińską stal i aluminium. Według Ryana wojna handlowa może mieć znacznie dalej idące konsekwencje niż tylko spadek politycznego poparcia dla republikanów. Jego zdaniem może ona zagrozić pozytywnym trendom w amerykańskiej gospodarce i wymazać efekty obniżki podatków, uchwalonej przez Kongres kilka miesięcy temu.

Donald Trump jest jednak pewny swego i zdeterminowany nie tylko w odniesieniu do Chin. Prezydent ogłasza na Twitterze, że zmiany muszą nastąpić również w Północnoamerykańskim Układzie Wolnego Handlu (NAFTA), zawartym pomiędzy Stanami Zjednoczonymi, Kanadą i Meksykiem.

 

Tomasz Bagnowski