„Od 140 lat w każdy poniedziałek wielkanocny Biały Dom odwiedzają tysiące dzieci z rodzicami, by wspólnie wybrać się na poszukiwania świątecznych jajek. Tradycję zapoczątkował prezydent Rutherford B. Hayes, który w 1878 roku zaprosił do ogrodów Białego Domu dzieci z sąsiedztwa. Jak co roku, jajka są w różnych kolorach, podpisane przez prezydenta i pierwszą damę. Najdroższe są te w kolorze złota – kosztują po 15 dolarów za sztukę. Za te różowe, zielone, niebieskie i żółte trzeba zapłacić osiem i pół dolara. Można też kupić zestaw pięciu sztuk w cenie 35 dolarów. Wszystkie są wykonane z drewna przez firmę Wells Wood Turning” – czytamy. W czasie prezydentury Baracka Obamy tego dnia Biały Dom odwiedziło ponad 35 tysięcy gości. Wśród nich były gwiazdy takie jak Beyonce, Idina Menzel czy koszykarz Shaquille O’Neal. W tym roku gospodynią świątecznej imprezy była Pierwsza Dama. Prezydent Donald Trump podziękował żonie serdecznie za przygotowanie wydarzenia, podkreślił pracę, którą Melania włożyła w organizację imprezy. „Najpiękniejsza First Lady Ameryki” – jak uważają niektórzy – miała na sobie jasnoniebieski płaszcz, w którym „wyglądała niezwykle elegancko”. Małżeństwo trzymało się za ręce, co nie uszło uwadze komentatorów, którzy zastanawiali się, co oznacza nagła potrzeba manifestowania uczuć przez parę prezydencką i czy czasami nie jest to tylko „miłość na pokaz”.

 

*

 

A Wy, drodzy czytelnicy, jak spędziliście Święta Wielkanocne? Anna Starmach – jurorka polskich edycji MasterChef oraz MasterChef Junior, autorka książek kucharskich i portalu kulinarnego – zawsze spędza święta w rodzinnym domu. „Nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej. Tak samo jak Boże Narodzenie. Święta pod palmą to zdecydowanie nie moje klimaty. Nie mówię nawet o tej całej atmosferze, o baziach, pisankach, tulipanach, ale przede wszystkim o tym, co się dzieje na stole. Święta Wielkanocne w Egipcie? Bez żurku?” – śmieje się. „Lubimy celebrować wyjątkowe chwile i Wielkanoc do takich należy. Moja rodzina ma charakter włoski, zawsze nas wszędzie pełno, dużo mówimy, dużo krzyczymy. Wszyscy kochamy gotować i jest zawsze bardzo, bardzo dużo jedzenia. Mama zajmuje się przygotowaniem żurku i jaj na różne sposoby, ciocia pieczeniem szynek i robieniem pasztetów, tata robi swój słynny sernik. To ciasto piecze tylko dwa razy w roku – na jedne święta i na drugie. Zresztą za każdym razem według innej receptury, bo robi go „na oko”. Ale sernik zawsze wychodzi i zawsze jest dobry” – przekonuje. „Ja zajmuję się ciastami drożdżowymi i mazurkami, które ubóstwiam. Dla mnie kwintesencją mazurka jest ta cudowna słodycz. Powinien być tak słodki, żeby dało się zjeść tylko jeden kawałek! Moja mama zawsze dba o to, żeby wszędzie było mnóstwo kwiatów. I co roku, mimo że nie mam już kilku lat, tylko dwadzieścia kilka malujemy pisanki. To obowiązek! Dlatego mamy w domu sporą kolekcję” – mówi Anna. Bez czego nie wyobraża sobie Świąt Wielkanocnych? „Bez jajek oczywiście. Ja nie jestem ich miłośniczką na co dzień, natomiast w czasie Wielkanocy pochłaniam ich taką ilość, że chyba nadrabiam cały rok. Jajka podajemy na wiele sposobów, faszerowane, z chrzanem. Pięknie wyglądają na stole świąteczne ciasta. Każdemu jest szkoda ukroić pierwszy kawałek, ale jak już ktoś ukroi, to baba szybko znika. Na obiad mamy na zmianę kaczkę, gęś, czasem zdarza się indyk. Mamy wielu przyjaciół, którzy mają agroturystyczne farmy i od nich kupujemy drób” – opowiada. Dobrze, że wielkanocne obżarstwo już za nami i faszerowana kaczka, tudzież najsłodszy mazurek świata nie robią już na nas wrażenia. Teraz trzeba zająć się spalaniem kalorii, bo – choć na to nie wygląda – lato tuż – tuż.

 

 

*

 

Kochają go wszyscy. Młodzi. Starzy. Polacy i fani spoza kraju. Jest przystojny. Bajecznie bogaty. Ambitny. Zdolny. I nie boi się ciężkiej pracy. A do tego… skromny. Ideał? Być może. Jednak życie Roberta Lewandowskiego – bo o nim mowa – nie było, jak sądzi wielu, usłane różami. Sportowca nie ominęły trudne doświadczenia. Jednym z nich była nagła śmierć ojca, Krzysztofa, zawodowego judoki, o której do tej pory nie mówił zbyt często. Choć od tamtego traumatycznego wydarzenia minęło kilkanaście lat, Robert Lewandowski nadal nie potrafi pogodzić się z tym faktem. „Miałem 16 – 17 lat. Tata miał problemy z sercem, dopóki się ruszał, wszystko było w porządku, potem się zaniedbał, musiał brać leki, ale raz zapomniał i okazało się, że nie ma go z nami” – wspomina po latach piłkarz. „Po jego śmierci szybko musiałem stać się dorosły. Zawsze wiedział, że będę grał za granicą. Mówił, że dlatego dał mi na imię Robert, aby nikt nie mylił mojego imienia. Wielokrotnie żałowałem, że z nim o czymś nie porozmawiałem, że mu czegoś nie powiedziałem. Najbardziej żałuję, że nie zobaczył mojego pierwszego meczu w seniorach i że nie może być na moich meczach na żywo. Mam nadzieję jednak, że patrzy na mnie z góry i mi pomaga w tym wszystkim. Wierzę w to. I wiem, że te spojrzenia z góry są i czuwa nade mną”” – wyznał piłkarz. Mama Roberta, tak wspomina to traumatyczne wydarzenie: „Zachorował na nowotwór, kiedy Robert miał 17 lat. Po operacji zabrałam go ze szpitala i wróciliśmy do domu. Mąż źle się czuł, byliśmy zmęczeni. Poszliśmy spać przed 22: 00. Krzysiek zawsze pochrapywał. Obudziłam się w środku nocy, w pokoju była absolutna cisza. Zapaliłam światło, a on był już siny. Zaczęłam krzyczeć… Złapałam za telefon, zadzwoniłam na pogotowie, a oni powolutku zadawali kolejne pytania. Nie rozumiałam, co się dzieje. Po prostu wiedzieli, że do martwego nie muszą się spieszyć. Okazało się, że miał wylew. Dobrze, że Roberta nie było w domu. Razem z córką następnego dnia pojechałyśmy na Bielany, czekałyśmy, aż wróci ze szkoły. Tego dnia miał ważny turniej. Wszedł, kazałam mu usiąść. Przyjął to spokojnie: przeczuwałem to – powiedział” – wspomina matka piłkarza. Od tamtej pory wiele się zmieniło. Robert przepracował wiele rzeczy, dojrzał. Dziś mówi: „Byłem zamknięty na świat, ciężko było coś ze mnie wydobyć”. I dodaje: „Myślałem, że wszystko muszę załatwić sam. Dziś wiem, że tak nie jest, że wiele rozwiązuje rozmowa. Po to mam przyjaciół. Sporo się nauczyłem. Jak się nie bać, jak nie mieć kompleksów. Tylko ja wiem, ile murów musiałem przeskoczyć. Chciałem udowodnić, że Polak potrafi grać na światowym poziomie i osiągnąć rzeczy, o które nawet nas nie podejrzewają” – wyznał. Sportowiec okazał się dla swojej mamy i siostry ogromnym wsparciem. „Jesteśmy bardzo z niego dumni” – mówi Iwona Lewandowska. A cała Polska dodaje: my też!

 

Weronika Kwiakowska