Z twórcą filmu „Polacy w USA. Między dwoma światami” Davidem Mielcarkiem rozmawia Justyna Bereza.

 

Do niedawna telewizja była naszym „oknem na świat”. Dziś zaczyna nim być Internet. To tu młodzi ludzie szukają informacji, tu również spędzają swój wolny czas. Internetowi twórcy – youtuberzy cenią go sobie za swobodę w kreowaniu i wyrażaniu swoich myśli. Jednym z nich jest David Mielcarek, reżyser filmu dokumentalnego „Polacy w USA. Między dwoma światami”, którego premiera miała miejsce 17 marca br. w „Domu Polskim” w Filadelfii.

 

– Davidzie, czym zajmujesz się na co dzień?

– Jestem filmowcem, youtuberem i fotografem. Kiedyś kolejność była inna. Przez 15 lat w USA moim głównym i praktycznie jedynym zarobkowym zajęciem była fotografia weselna. Zawsze jednak interesowałem się i pasjonowałem filmem i filmowaniem. Pomysł na YouTube miałem od bardzo dawna. Nagrywałem różne rzeczy, ale nigdy nie ubrałem ich w konkretne ramy. Teraz tego żałuję, bo gdybym zaczął na poważnie w 2012 roku – byłem wtedy tego blisko! – to dziś byłbym o wiele, wiele dalej, ale… nie ma się co rozczulać – wszystko dzieje się z jakiegoś powodu, prawda? Dzisiaj, razem z żoną Blonnie nadal fotografujemy wesela i jesteśmy w trakcie przebranżawiania się na komercyjne filmy. Równocześnie ambitnie pracuję nad naszym kanałem na YouTube, bo nie ma nic lepszego niż poczucie wolności, jakie mi ten kanał daje. Jeśli jutro zechcę nakręcić film o dżdżownicy na moim podwórku to nikt mnie od tego nie odwiedzie (śmiech). Jeśli natomiast zdecyduję się zrobić kolejny film o polskiej imigracji, to również mam ku temu w otwarte pole.

 

– Jak wyglądały Twoje początki jako twórcy internetowego?

– Nasz kanał założyliśmy w czerwcu 2015 r., kiedy to wybraliśmy się na wycieczkę samochodem przez USA. Zajechaliśmy z Delaware do San Francisco i z powrotem, odwiedzając po drodze 26 stanów. Dzisiaj filmy z tej wyprawy zrobiłbym zupełnie inaczej, ale jakby nie było, fajnie się to ogląda. Jeśli ktoś ma ochotę przewinąć ponad 400 filmów do samego początku, to zapraszam!

 

– Kanał, który tworzysz, nosi nazwę „We are going somewhere”. A dokąd Ty zmierzasz? Jaka jest tematyka Twoich vlogów i skąd czerpiesz do nich inspiracje?

 

– Początkowo kanał miał być o podróżach. Po przejechaniu Ameryki postanowiliśmy zakupić przyczepę Airstream, którą mamy do dzisiaj i mieliśmy nawet przez pewien okres pomysł, aby w niej zamieszkać. W planach była Alaska, spora część Kanady i wszystkie stany Zachodnie. Plany zostały pokrzyżowane przez diagnozę raka piersi IV stadium u mojej żony. W tym momencie opowieści o walce z rakiem zaczęliśmy wplatać w raporty z naszego codziennego życia. Tworzyłem coś w rodzaju naszego wideo dziennika. Podtrzymywało nas to na duchu i dawało coś, na czym można się było skoncentrować każdego dnia i nie myśleć o lekarskich prognozach.

W styczniu 2017 zrobiłem pierwszy film na temat „Co jest dziwne dla Polaków w USA?”. Na początku nie był bardziej popularny niż inne. Na jesieni 2017 roku wybraliśmy się na trzytygodniową wyprawę po Polsce z zamiarem objechania samochodem całego kraju. W tym samym czasie nagle rozpoczęła się niezwykle wysoka oglądalność tego filmu. Nie byłem jeszcze wtedy przekonany do robienia vlogów po polsku, bo moja żona jest Amerykanką i uważam, że naszą siłą jest dynamika między nami i wielu ludzi potwierdzało te spostrzeżenia. Głodu polskiego YouTuba jednak nie dało się jednak zaprzeczyć. Każdy film nagrywany po polsku miał mniej więcej dziesięć razy więcej odsłon niż nasze dzienne vlogi. Naturalną koleją rzeczy tematyka filmów po polsku łączyła Polskę i Amerykę. Przez długi szukaliśmy naszego „głównego tematu”. Stwierdziliśmy, że nie są to podróże, ani walka z rakiem, co nie znaczy, że zaprzestaniemy kręcić filmy na ten temat. Główny wątek stanowią w tej chwili tematy związane z polską imigracją i pytaniami na temat szeroko pojętej egzystencji Polaków w USA.

 

– Zarówno Ty, jak i Twoje produkcje są dwujęzyczne. Kto jest odbiorcą twoich filmów?

– W tej chwili 75 proc. naszej publiczności jest w Polsce, więc docelowy widz to ktoś, kto interesuje się życiem w Ameryce i mówi po polsku i na odwrót – wszyscy, którzy interesują się Polską.

 

– Śledząc Twój kanał, trafiłam na osobiste, wręcz dramatyczne relacje. Nie masz wrażenia, że Twoi widzowie wiedzą więcej o Tobie niż realni znajomi?

– Oczywiście trzeba się z tym liczyć. Zdarzyło nam się, że poznawaliśmy kogoś nowego, kto mówił, że jest to dla niego dziwne, bo zna nas bardzo dobrze… podczas gdy dla nas było to spotkanie z nowym człowiekiem, o którym nie wiemy nic. Z drugiej strony wiem, że nie mamy wielkiej liczby „stałych” fanów, czyli osób, które obejrzały więcej niż kilka, może kilkadziesiąt w najlepszym przypadku, filmów. Nie uważamy się w żadnym wypadku za osoby publiczne. Ten kanał jest na pewno oknem pozwalającym obserwować nasze życie i ma to swoje konsekwencje. Mam nadzieję, że ten, kto przez nie zagląda, nie życzy nam źle.

 

– Pretekstem do naszej rozmowy jest Twój film, „Polacy w USA. Między dwoma światami”. Co Cię zainspirowało do zrealizowania tego projektu?

– Od dawna zastanawiałem się co wydarzyło się w życiu tych wszystkich ludzi, którzy pozostali na stałe w USA. Każdy z nich ma jakąś historię i jakiś mniej lub bardziej osobisty powód, dla którego podjęli taką decyzję. Odkrywanie tych historii jest dla mnie fascynujące i najlepsze co mogę zrobić, to opowiedzieć o nich światu. Wyobrażam sobie, jak ważny będzie ten film na przykład dla małej Alex, córki Sławka, który jest głównym bohaterem dokumentu, za powiedzmy 40 lat, kiedy sama będzie matką i pewnego dnia pokaże go swoim dzieciom. Zapisywanie ludzkich wspomnień i opowiadanie historii to coś, co robię od zawsze.

 

– W filmie poznajemy losy Polaków, których łączy emigracja. Pokazujesz ich historie, czasem zabawne, czasem wzruszające. Jaka jest myśl przewodnia tego projektu? Jaki efekt chciałeś uzyskać?

– Chciałem, żeby film odpowiedział na dwa pytania: dlaczego decydujemy się pozostać w USA albo co nas prowadzi do takich wyborów i co właściwie robimy po tej stronie oceanu – jak ułożyliśmy sobie życie – my, Polacy. Bardzo mnie cieszy, że – jak zauważył kolega Łukasz podczas wieczoru premierowego – zostały otwarte drzwi do kontynuacji projektu i opowiadania historii kolejnych osób. Polonia w Ameryce jest jak kalejdoskop. Jesteśmy tak kolorowi i ciekawi, że opowieści można tkać dosłownie w nieskończoność.

 

– Jak długo trwała praca nad filmem i czym kierowałeś się przy wyborze bohaterów?

– Praca nad filmem trwała prawie pół roku, ale jeśli wziąć pod uwagę wstępne przemyślenia, zapatrywania i rozważania to o wiele dłużej. Pół roku to ustalanie terminów rozmów, nagrywanie materiału i edycja. Dobór bohaterów odbył się naturalnie. Dosłownie po nitce do kłębka. Podzieliłem się moimi pomysłami z kilkoma osobami, które znałem wcześniej. Otrzymałem od nich kontakt do następnej osoby, która ich zdaniem nadawałaby się do tego projektu itd. Podczas samego kręcenia materiału – np. w pamiętny dzień ze Sławkiem, wdrapałem się na dach budynku, w którym pracowała Ania Paciorek, prawnik imigracyjny. Nie poznaliśmy jej tego dnia, ale w taki sposób został nawiązany kontakt i po rozmowie telefonicznej umówiliśmy się na rozmowę przed kamerą.

 

– Czy trudno było bohaterów filmu przekonać do zwierzeń przed kamerą?

– Niektórych w ogóle nie udało się przekonać! Było kilka osób, które bardzo chciałem mieć w filmie, ale nic z tego nie wyszło. Jeśli mimo namów czuję zdecydowany opór, to po kilku podejściach daję ludziom spokój. Sławek na początku powiedział „nie”, ale potem zapytał „a jak miałoby to wyglądać?”, więc od razu wiedziałem, że będzie z niego dobry „materiał” … i nie myliłem się!

 

– Gratuluję intuicji! W filmie pytasz swoich bohaterów o ich życiowe wybory. Ty również jesteś emigrantem. Jak dziś oceniasz swoją decyzję o wyjeździe z kraju?

– Podobnie jak w przypadku wielu innych osób, moja decyzja o pozostaniu w USA na stałe była w dużej mierze podyktowana życiem, ale nie żałuję, że tak się stało. Uważam, że miałem po tej stronie o wiele lepsze możliwości rozwoju zawodowego niż moi koledzy „po fachu” w Polsce. W USA działać można bardziej prężnie, szybciej i z większym rozmachem. Być może dzisiaj rozwój małych biznesów nie jest już tak promowany, jak było to 15-16 lat temu, kiedy ja stawiałem pierwsze kroki, choćby ze względu na bardzo rygorystyczne nowe prawo podatkowe, które dopiero zostało wprowadzone. Jednak patrząc wstecz z perspektywy miejsca, w którym jestem obecnie, nie żałuję ubiegłych 16 lat. Dużo się nauczyłem i wiem, że jeszcze sporo przede mną. Prawdę powiedziawszy, to cały czas czuję się tak, jakbym miał dopiero rozwinąć skrzydła.

 

– Przed kilkoma dniami, w „Domu Polskim” w Filadelfii odbyła się premiera Twojego filmu „Polacy w USA”. Miałam przyjemność być na miejscu i poznać pierwsze wrażenia widzów. A jakie emocje towarzyszyły Tobie podczas tego wieczoru?

– Szalone. Byłem szczęśliwy, że udało się ten projekt doprowadzić do końca. Film został zrealizowany praktycznie bez budżetu, tylko za pośrednictwem naszych własnych nakładów. Jeśli podejść do tego w sposób pragmatyczny i popatrzeć na całość z perspektywy czasu, to było to szalone przedsięwzięcie. Przez cały czas towarzyszyło mi uczucie spełnienia i osiągnięcia pewnego etapu na mojej drodze. Był to spory krok ku temu, co ostatecznie chcę robić i uczucie, że udało się go postawić, jest wspaniałe. Potwierdzone bardzo pozytywnym i ciepłym przyjęciem przez publiczność, więc… serce rośnie. Był to wspaniały wieczór i dał mi bardzo dużo inspiracji na przyszłość!

 

– Warto dodać, że premiera filmu to również Twój debiut jako twórcy pełnometrażowego dokumentu. Jak czujesz się w roli reżysera?

– Dobrze się czuję. Naturalnie. Lubię realizować swoje wizje, które sobie wymyśliłem, opisałem, zanotowałem. Lubię te wizje modyfikować podczas filmowania i edycji. Cieszę się, że jestem w stanie tak poprowadzić pracę nad projektem, żeby wyszło z niego to, co zamierzaliśmy. Ale uwielbiam też odkrywać projekt podczas jego tworzenia, ponieważ dość często zdarza się tak, że rozpoczynamy nad czymś pracę i podczas filmowania i edycji pojawiają się nowe pomysły. Coś się zmienia, ewoluuje, powstaje coś zupełnie nowego. Lubię wyławiać takie momenty, kiedy zdam sobie sprawę, że modyfikacja idzie w dobrą stronę. Jest to dla mnie istota kreatywnego procesu.

 

– Myślisz, że YouTube może w przyszłości wyprzeć media głównego nurtu?

– Myślę, że już je zaczyna wypierać. Bardzo popularne stają się kanały, które określają się jako „niezależne media”. Ludziom podoba się szeroka możliwość wyboru. Daleko za nami są czasy, kiedy były tylko TVP1 i TVP2… nie będę się nawet nad tym rozwodził (śmiech) YouTube to szerokie wody, po których kreatorzy tacy jak my mogą dość swobodnie żeglować… i to jest wspaniałe!

 

– Zapytam jeszcze o Twoją żonę Blonnie. Razem odbyliście podróż do Polski. Jakie wrażenie wywarł na niej kraj nad Wisłą?

– Blonnie uwielbia Polskę, jest nią zafascynowana. Zrobiliśmy kilka filmów na ten temat i wyraźnie w nich widać jak bardzo jej się podobało. Zapraszam do oglądania naszej serii z wycieczki po Polsce na jesieni 2017. Są to naprawdę ciekawe filmy, że tak nieskromnie się wypromuję! (śmiech)

https://www. youtube. com/playlist? list=PLiPtckahKR6xyyOR7b6q7THjrF0NW7eU2
Muszę wspomnieć tutaj o jednym konkretnym filmie, w którym Blonnie opowiada właśnie o tym, co najbardziej w Polsce jej się podoba. Jest to nasz trzeci na liście najbardziej popularnych na kanale:
https://youtu.be/nSpOvdq0k_o

 

– A jak Blonnie ocenia Wasz najnowszy film. Jak historie Polaków wyglądają w oczach rodowitej Amerykanki?

– Bardzo jej się podobał, była wręcz zaskoczona, że wyszło aż tak ciekawie. Po raz pierwszy oglądaliśmy całość razem na dzień przed premierą w Domu Polskim. Blonnie przyznała, że trochę się obawiała tej godziny i dwudziestu minut, bo zazwyczaj nasze filmy mają około dziesięciu minut, ale minęło bardzo szybko! Była poruszona do łez, mimo że razem nakręcaliśmy prawie każdą klatkę materiału.

 

– Wszystkim, którzy jeszcze nie widzieli filmu „Polacy w USA. Między dwoma światami” przypomnij, gdzie można go zobaczyć.

– Na naszym kanale „We are going somewhere” https://youtu.be/00abxyZZSRw

 

– Reżyserski debiut za Tobą. Czy masz kolejne plany filmowe?

– Tak i to dużo. Trudno byłoby o wszystkich opowiedzieć.

 

– Dziękuję serdecznie za rozmowę i trzymam kciuki za kolejne projekty.

 

Rozmawiała Justyna Bereza