W 1970 roku narastał w Polsce kryzys gospodarczy widoczny we wszystkich działach produkcji.

 

W przemyśle i budownictwie zaznaczył się brak postępu technicznego. Większość robotników pracowała ponad swoje możliwości, a ich dochody nie wystarczały na pokrycie podstawowych potrzeb życiowych. Pod koniec roku wystąpiły dotkliwe braki zaopatrzenia w artykuły żywnościowe. Dotyczyło to szczególnie wyrobów mięsnych.

Władze partyjne nie potrafiły znaleźć innego wyjścia poza podniesieniem cen większości produktów rolnych i przemysłowych. 12 grudnia rząd ogłosił decyzję o „regulacji cen”. Obniżono ceny niektórych artykułów przemysłowych jak np. pralek i lodówek, a więc rzeczy które kupuje się bardzo rzadko. Podwyższono natomiast od 12 do 18 procent ceny wielu artykułów żywnościowych.

W poniedziałek, 14. grudnia, rozpoczął się strajk w Stoczni Gdańskiej. Kilkutysięczny pochód robotników ruszył do centrum miasta. Po południu doszło do pierwszych starć z milicją. Następnego dnia rozruchy objęły całe miasto. Zastrajkowało również szereg zakładów w Gdyni. W Gdańsku podpalono budynek siedziby Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Do akcji skierowane zostały dodatkowe jednostki ZOMO. Niektórzy milicjanci przebrani byli w mundury wojskowe.

Władzom nie zależało na podjęciu rokowań ze strajkującymi i pokojowym zakończeniu konfliktu. Wprost przeciwnie. Kierownictwo partii podjęło decyzję siłowego rozwiązania protestu łącznie z użyciem broni palnej przez wojsko. Obecny na zebraniu przywódców PZPR generał Jaruzelski nie wyraził sprzeciwu.

Okoliczności eskalacji wydarzeń grudniowych nie są do końca znane. Sama decyzja ogłoszenia podwyżki cen żywności na 12 dni przed Bożym Narodzeniem była wysoce nierozsądna. Podejrzaną sprawą było rozbijanie i rabowanie sklepów w Trójmieście przez grupki nieznanych cywilów już na samym początku zajść. Nie można całkowicie wykluczyć teorii, że rewolta grudniowa została sprowokowana w celu odsunięcia Gomułki i jego grupy od władzy.

W środę rano po raz pierwszy użyto broni przeciw strajkującym. Grupa demonstrantów wychodząca z bramy Stoczni Gdańskiej została ostrzelana z karabinów maszynowych. Padli pierwsi zabici.

W czwartek, 17. XII doszło do tragicznych zajść w Gdyni. Po ogłoszeniu apelu o powrót do pracy, w godzinach rannych setki robotników przybyło na miejscową stację kolejki elektrycznej. Wówczas zostali ostrzelani przez wojsko i milicję. Zginęło kilkanaście osób. Gwaltowne demonstracje objęły całe miasto. Tłum niósł na drzwiach jednego z zabitych robotników.

Tego samego dnia milicja otworzyła ogień do manifestujących stoczniowców w Szczecinie. Strajki i demonstracje objęły również inne miasta Wybrzeża jak Elbląg i Słupsk.
Należy podkreślić, że przez pierwsze dni zajść milicja odznaczała się skrajną brutalnością. Bito przypadkowych przechodniów, którzy nie mieli nic wspólnego z protestem. Zatrzymanych robotników maltretowano w komendach milicyjnych i w więzieniach. Oficjalne dane ogłoszone przez władze mówiły o 45 zabitych i ponad tysiącu rannych. Prawdziwe liczby były prawdopodobnie dużo wyższe i mogły wynosić nawet kilkuset poległych. Pogrzeby ofiar odbywały się nocą pod nadzorem oficerów SB i przy udziale tylko najbliższej rodziny.

W kierownictwie PZPR zaczęto rozważac możliwość politycznego rozwiązania konfliktu. Wymagała tego sytuacja w kraju. Do Warszawy dochodziły wiadomości o próbach organizowania strajków w różnych rejonach Polski. Wobec groźby rozszerzenia się protestu podjęto decyzję o odsunięciu Gomułki od władzy.

W niedzielę, 20 grudnia zebrał się na nadzwyczajnym posiedzeniu Komitet Centralny PZPR, który oficjalnie pozbawił go przywództwa partii. Gomułka, który 14 lat wcześniej uzyskał poparcie większości społeczeństwa jako symbol liberalizacji i odnowy, odchodził teraz mając na swych rękach krew polskich robotników.

Pierwszym sekretarzem KC PZPR został kierujący władzami partyjnymi na Śląsku Edward Gierek, który cieszył się opinią dobrego „gospodarza” w swoim regionie.

Wieczorem Gierek wygłosił przemówienie telewizyjne do społeczeństwa, w którym przyznał, że na Wybrzeżu doszło do tragicznego rozlewu krwi i podkreślił, iż należy wyjaśnić jak mogło dojść do tego dramatu. Jednocześnie zaapelował o spokój i powrót do pracy. Przemówienie miało pojednawczy charakter. Gierek zaznaczył, że Polska jest wspólnym dobrem „partyjnych i bezpartyjnych” oraz „wierzących i niewierzących”. Duża część społeczeństwa przyjęła apel Gierka pozytywnie, chociaż bez większego entuzjazmu. Strajki zaczęły wygasać a ludzie kończyli przygotowania do nadchodzących świąt. O spokój apelowali również polscy biskupi wyrażając jednocześnie smutek i współczucie dla rodzin, które straciły swych najbliższych w ostatnich dniach.

Napięcie panowało ciągle na Wybrzeżu. W niektórych zakładach działały półoficjalne komitety robotnicze. Kilka tygodni po tragedii grudniowej stoczniowcy Gdańska i Szczecina zastrajkowali ponownie. Powodem były fałszywe wiadomości w prasie o podjęciu zobowiązań produkcyjnych. Do strajkujących udał się Edward Gierek. W wyniku wielogodzinnych rozmów ze stoczniowcami strajk został zakończony. Wówczas to ze strony Gierka padły znamienne słowa: „No więc jak, pomożecie?”

W lutym 1971 r., w wyniku generalnego strajku w Łodzi rząd zdecydował cofnąć grudniową podwyżkę cen artykułów konsumpcyjnych. W społeczeństwie pojawiły się nastroje nadziei na lepsze jutro. Podobnie jak w roku 1956 ludzie byli skłonni obdarzyć nową władzę zaufaniem, chociaż zachowywano pewną rezerwę.

 

Kazimierz Wierzbicki