Alicia Vikander to szwedzka aktorka, uhonorowana Oscarem za rolę „Dziewczyny z portretu”, która na ekranie zastąpiła… Angelinę Jolie. Nowa Lara Croft w kultowej serii „Tomb Raider” ma być dziewczyną z sąsiedztwa. „Koniec z niebotycznie długimi nogami i wydatnymi piersiami. Lara jest normalną dziewczyną ze wschodniego Londynu, jeździ na rowerze i chodzi na siłownię. Musi sobie poradzić z traumą po zniknięciu ojca, zrozumieć dlaczego ją porzucił” – relacjonuje aktorka. „Nadal jest seksowna, silna, fajna, mądra i zabawna; ma być kimś, z kim mogą się zaprzyjaźnić zarówno kobiety jak i mężczyźni” – przekonuje Vikander. I mówi o zmianach w postrzeganiu kobiecych bohaterek: „Przez ostatnie tygodnie oglądałam sporo filmów akcji z lat 80. i 90. z kobietami w roli głównej, i w większości z nich żartowano z wyglądu, nieporadności czy głupoty bohaterek. Dziś byłoby to nie do pomyślenia. Ilu chłopaków na widok dziewczyny w szortach pozwoli sobie na niewybredne komentarze? A jeszcze dwie dekady temu było to na porządku dziennym. Nie chodzi więc o Larę Croft, ale o sposób podejścia do kobiet w ogóle” – deklaruje Alicia. 29 – latka do roli w „Tomb Raider” przeszła morderczy trening, który – jak podkreśla – nie zrobił na niej wielkiego wrażenia, bo przez kilkanaście lat była baletnicą i ćwiczyła tak zajadle, że „bolały ją wszystkie mięśnie, nawet te, o których istnieniu nie wiedziała”. W wielu scenach Szwedka zdecydowała się zrezygnować z pomocy kaskaderów. „Były momenty, w których waliło mi serce i drżały dłonie, mimo to wiele scen zrobiłam sama” – opowiada. „Na planie było przeraźliwie zimno, a akrobacje wymagały ode mnie na przykład skakania z 15 – metrowych podnośników, albo wpadania do wody, która była lodowata. Kręciliśmy jedną z takich scen w Londynie, w rwącym potoku. Miałam związane ręce i wpadłam do wody prawie 30 razy, za każdym razem brutalnie porywana przez nurt. Wiem, że teraz to brzmi jak fajna przygoda, ale nie powtórzyłabym tego już nigdy w życiu. Udowodniłam sobie, że mogę, ale nie potrzebuję więcej takich wrażeń” – żartuje. Czy udowodni fanom serii, że jest odpowiednią następczynią pięknej Angeliny? Okaże się wkrótce.

*

Maja Ostaszewska gra u największych reżyserów teatralnych w Polsce (Lupa, Jarzyna, Grzegorzewski, Warlikowski), już za pierwszą dużą rolę filmową dostała główną nagrodę na festiwalu filmowym w Gdyni. Wyróżniono ją też za kreacje w innych filmach, m.in. w „Prymasie. Trzech latach z tysiąclecia”, „Przemianach”, „Jack Strong”, „Body/Ciało”. W zeszłym roku odebrała Okulary Równości „za sprzeciw wobec odbieraniu kobietom praw i godności”, nagrodę im. Teresy Torańskiej za działalność obywatelską i wiele innych. Mówi, że bycie osobą publiczną, to rodzaj przywileju i odpowiedzialności. Dlatego angażuje się w sprawy społeczne. „Ghandi do dziś pozostał dla mnie idealnym bohaterem walki o wolność i niezależność; odważnej, konsekwentnej, ale całkowicie pozbawionej agresji” – mówi Ostaszewska. „Myślę o nim dzisiaj, w obliczu podziałów, jakie są w Polsce i na świecie, głębokiego kryzysu wartości. Już nie możemy tylko milczeć, zamykać się w swoich światach” – przekonuje. „Często słyszę od kolegów, że wypowiadają się poprzez swoją twórczość i to wystarczy. Ja czuję, że już nie. Uważam, że powinnam mówić” – przekonuje aktorka. „Możemy docierać do ludzi, starać się otwierać ich serca. Artyści powinni mieć wrażliwość na drugiego człowieka, na niesprawiedliwość, sprzeciw wobec okrucieństwa, rosnącej fali nacjonalizmu, ksenofobii. Od 20 lat współpracuję z fundacjami walczącymi z niehumanitarnym traktowaniem zwierząt. Angażowałam się w walkę przeciwko potwornemu traktowaniu zwierząt w chowie przemysłowym, ubojowi bez ogłuszania, w kampanie antyfutrzarskie. Wielokrotnie współpracowałam z profesorem Andrzejem Elżanowskim, który wnosi swoją wiedzę, a ja wiem, jak ją przekazać, by zwrócić uwagę na problem. Jednak nie całe środowisko rozumie, że powinno zabierać głos. Gdybyśmy wszyscy zaczęli głośno mówić, coś by się zmieniło. Mój ukochany autor, John Maxwell Coetzee, pisze o programowej ignorancji. Można by zrozumieć, że nie wiedziałeś. Ale nie, że nie chcesz wiedzieć, kiedy temat leży na stole” – puentuje aktorka.
„Często zbyt wiele energii skupiamy na tym, co złe, co kto haniebnego powiedział, tłuczemy to w mediach, tracimy czas na spór. Marek Edelman mówił, że jak jest źle, to należy skupić się na zrobieniu czegoś dobrego, nawet małego, krok po kroku. Nie odpowiadajmy agresją na agresję. Zachowajmy jasność” – apeluje. „Bliska jest mi buddyjska idea pracy nad sobą dla dobra innych. Inaczej świata nie zmienimy. Musimy być zawsze otwarci na dialog, konsekwentni. Mieć otwarte oczy na wszystko, co podłe, niegodziwe, ale nie możemy stawać się sfrustrowani. Musimy zarażać pozytywną energią. Potrzebne są czułość, wzruszenie, umiejętność dostrzeżenia piękna. Czasem wystarczy pójść na spacer i zobaczyć, jak jest pięknie” – przekonuje Maja Ostaszewska. W świątecznej atmosferze nietrudno jej postulaty wprowadzić w czyn. Postarajmy się!

 

*

 

A gdybyśmy nieco przybrali na wadze podczas wielkanocnych biesiad, nie martwmy się. Nikt nam nie zrobi zdjęcia z ukrycia jak Selenie Gomez, którą nieustraszeni paparazzi wyśledzili na jachcie i pokazali światu, że (o zgrozo!) zamiast płaskiego jak stół brzucha, ma… dwie małe oponki. Na internetowy hejt nie trzeba było długo czekać. Posypały się jadowite komentarze i pytania: co się stało? Młoda gwiazdka postanowiła odpowiedzieć: „Mit piękna – to obsesja na punkcie fizycznej doskonałości, która więzi współczesną kobietę w nieskończonym cyklu beznadziei, samoświadomości i nienawiści do samej siebie, która próbuje wypełnić społecznie niemożliwą do spełnienia definicję „prawdziwego” piękna” – napisała.

„Postanowiłam zaopiekować się sobą, nie dlatego, żeby coś komuś udowodnić, ale dlatego, że chcę. Nabieram wiatru w żagle!” – podsumowała.

Podobno Selena przeszła niedawno poważną operację (przeszczep nerki) i leki, które przyjmuje, niestety wpływają na wahania wagi. Jednak – jak podkreślała w wielu wywiadach – nikogo to nie powinno obchodzić. Niech każdy pilnuje swoich oponek. Jeśli się ich – szczęśliwie – dorobił.

Weronika Kwiatkowska